W sobotę, 3 października, na Nocnym Targu Towarzyskim w Poznaniu starszy z braci Chudeckich zmierzy się z 26-letnim Michałem Lisem. Rywal jest wyższy, młodszy i również zna boks od podszewki. Chudecki przekonuje jednak, że właśnie takiego wyzwania szukał. W rozmowie z portalem Sportowy-Poznan.pl opowiada o przygotowaniach, sparingach z Łukaszem „Rajem” Rajewskim, pilatesie, regeneracji, formule Kręgu i powodach, dla których ponownie chce poczuć prawdziwe emocje związane z walką.
Sportowy-Poznań: Ciągnie wilka do... lasu z Lisem?
Krzysztof Chudecki: - Bardzo. Nie tylko do Lisa (Michał Lis to przeciwnik Chudeckiego - dop. red.), ale do lasu, czyli na ring, w ogóle. Naprawdę stęskniłem się za walką, ale również za profesjonalnymi przygotowaniami, za kilkutygodniowym obozem, nawet takim robionym bez wyjeżdżania z domu.
Kiedy ostatnio walczyłeś?
- Tych walk w ostatnich latach było niewiele. Walczyłem z Sebastianem Drelą, kick-bokserem i trenerem. Wcześniej z byłym pięściarzem, obecnie przedsiębiorcą, Arturem Stróżykiem. I oczywiście z moim kolegą od wielu lat, z lokalną legendą czyli Mariuszem Biskupskim. Czułem się świetnie, ale w tych walkach nie było prawdziwych werdyktów - i tego mi brakowało.
Tego, że mogłeś przegrać?
- Tej energii, świadomości prawdziwej walki. Bo tutaj, podczas walki w kręgu złożonym z widzów, wszystko będzie na serio. Jeżeli ktoś przyjmie mocny cios, to naprawdę poleci na ziemię.
Oglądając Twoje media społecznościowe, można odnieść wrażenie, że widzi się kogoś totalnie zafascynowanego boksem, 18-latka, który dopiero ma zadebiutować. A przecież w boksie jesteś już ponad 20 lat! Licząc walki pokazowe i charytatywne – jeszcze dłużej. Dobrze widzę, że wróciła wielka energia?
- Tak! Przygotowania do walki, która odbędzie się w tę sobotę, czyli 3 października, na poznańskim Nocnym Targu Towarzyskim, rozpocząłem już w sierpniu w Gdańsku, podczas obozu dla zawodników i wychowanków Akademii Boksu Krzysztof Chudecki. Codziennie było bieganie i po trzy treningi. I już wtedy sparowałem - z Danielem Subczyńskim, zawodnikiem Akademii, który był z nami na obozie.
Ale nie te sparingi wzbudziły największe zainteresowanie i emocje. Na filmie, który pokazujemy przy tej rozmowie, widać Twoje rundy z Łukaszem „Rajem” Rajewskim – nadal czynnym zawodnikiem MMA, wywodzącym się z kick-boxingu, wieloletnim uczestnikiem gal KSW.
- Tak, sparowałem z „Rajem”, ale również z Aleksandrem Streckim, który był członkiem legendarnej kadry Ukrainy w boksie olimpijskim, w której byli między innymi Aleksandr Usyk i Wasyl Łomaczenko. Były też sparingi w mojej Akademii - z Jakubem Kujawskim i Janem Kuczmają (obaj zmierzą się w walce wieczoru na gali Krąg III).
Wracając do Łukasza Rajewskiego - złapaliśmy świetną chemię. Zawsze go lubiłem i ceniłem, a po tych sparingach moje dobre zdanie o nim tylko się ugruntowało. „Raju” ma 37 lat, ale cały czas jest aktywnym zawodnikiem na bardzo wysokim poziomie. Oj, bolało momentami, jak sparowaliśmy. Raz nawet się potknąłem i upadłem (śmiech), ale na szczęście szybko wstałem. Dobry jest, naprawdę. Zrobiliśmy wspólnie sporo rund.
„Raju” to weteran, ale wciąż czynny zawodnik i – co ważne – sporo młodszy od Ciebie. Krzysztof, masz skończone 44 lata. Jak Twój organizm wytrzymał takie przygotowania?
- Tak, 44 lata - cztery i cztery, urodzony 4 marca w dodatku (śmiech). Z regeneracją oczywiście jest trochę gorzej niż kiedyś, tego nie da się oszukać, ale z dyscypliną nie miałem żadnych problemów. Czuję się, jakbym miał 20 lat. Całkowicie porzuciłem życie nocne, postawiłem na treningi, odpoczynek i jedzenie, które sam sobie przygotowywałem. Do tego doszła sauna, którą udostępnił mi Hotel Mercure, ale też kilka nowości. Jedną z nich był floating, czyli specjalna kapsuła wypełniona bardzo słoną wodą, w której człowiek całkowicie odcina się od świata, odpoczywa i po prostu dryfuje. A także - uwaga - pilates. Koniec śmiechów, panowie! Pilates naprawdę potrafi zdziałać cuda. Ciało, które przechodzi tak ciężkie przygotowania do walki, bardzo te ćwiczenia docenia.
Całkowicie porzuciłem życie nocne, postawiłem na treningi, odpoczynek i jedzenie, które sam sobie przygotowywałem.
Krzysztof Chudecki na pilatesie, świat się kończy (śmiech). Przybliż formułę walk w formule Kręgu. To już trzecia gala tego typu w Poznaniu.
- Zawodnicy walczą w formule bokserskiej, mają rękawice 10-uncjowe, czyli takie, jakie stosuje się również w boksie zawodowym. Tylko że zamiast w ringu walczą w kręgu kibiców.
Jak w legendarnym filmie „Fight Club”?
- Mniej więcej. Ludzie wokół wyznaczają przestrzeń do walki, miejsca jest niewiele. Walczymy przez jedną, pięciominutową rundę. Jest dwóch sędziów - jeden w środku kręgu, drugi poza nim i to on mierzy czas. Walka może zostać przerwana przed czasem, czyli może być nokaut.
Wróćmy do przeciwnika, Michała Lisa. Jest od Ciebie większy i – nie obraź się – 18 lat młodszy. W dodatku zawsze boksowałeś zgodnie z dewizą m.in. Aleksandra Usyka, czyli „nogi wilka karmią”, a tutaj nie będziesz miał dużego ringu i nie uciekniesz tą świetną pracą nóg. Słowem: to nie za duże ryzyko? Nie lepiej było walczyć z weteranem albo z jakimś youtuberem, którego byś obskoczył w tym ludzkim ringu?
- Mam do Michała Lisa bardzo duży szacunek, jest naprawdę godnym przeciwnikiem. Wybrałem go, bo chciałem prawdziwego wyzwania. I jeszcze jedna rzecz: on jest pięściarzem, trenerem boksu, zna technikę i ten sport. Nie chcę podczas swojej walki w kręgu cepów, rozcięć, zderzeń głowami i zapasów. Do ładnej, technicznej walki trzeba dwóch osób - i Michał to gwarantuje.
Wybrałem Michała Lisa, bo chciałem prawdziwego wyzwania. On jest pięściarzem, trenerem boksu, zna technikę i ten sport.
Jak skończy się ta walka? Wygrasz mimo wątpliwości? Obstawiam, że starcie potrwa pełne 5 minut i jeżeli nie dasz się trafić czymś mocnym na samym początku, będziesz faworytem.
- Wiem, że mogę przegrać ten pojedynek. Tak to wygląda „na papierze”. Ale powiem Ci tak - od 20 lat nie byłem w takiej formie. Robię to dla siebie - nie dla ludzi, pieniędzy czy fejmu.
Ale dla kibiców chyba jednak trochę też. Pamiętam, jak schodziłeś z ringu po pokazowej walce ze wspomnianą lokalną legendą, Mariuszem Biskupskim. Tyle osób uwieszało Ci się na szyi, że nie dało się do Ciebie dopchać (śmiech).
- Tu masz rację - nie robię tego dla ludzi w takim znaczeniu, żeby więcej nowych osób mnie obserwowało czy poznało. Ale dla przyjaciół, tych, którzy są ze mną od lat, mimo że od 2012 roku profesjonalnie nie boksuję, już tak. Wspiera mnie mnóstwo osób. Moja Samia, która namówiła mnie na wspomniany pilates i dba o poziom tych ćwiczeń, Tomasz Sawicki i Maciej Seifert z TS Logistic, Wojciech Szubert, Piotr Harasimowicz, Jacek Zaborowski z Beyond Motors, Dominik Klepczyński, szef Hotelu Mercure Marcin Procajło, Krzysztof Grzegorzewski, Maciej Rybarczyk. Większość z nich bywa na moich walkach i to jest naprawdę coś. Również dla nich w sobotę, 3 października, na Nocnym Targu Towarzyskim w Poznaniu dam z siebie absolutnie wszystko.
Komentarze (0)