Enea Basket Poznań zakontraktowała jedno z najgorętszych nazwisk w Polsce
Enea Basket Poznań błyskawicznie zareagowała na poważną kontuzję Jana Malesy i sprawiła swoim kibicom ogromną niespodziankę sprowadzając do swojego zespołu samego Pawła Kikowskiego. 40-letni weteran przez lata wyrobił sobie markę głównie na parkietach Basket Ligi Mężczyzn, będąc przez lata jednym z najlepszych strzelców za trzy punkty. Co sezon jego skuteczność zza łuku oscylowała wokół 40%.
W swojej ostatniej kampanii w Basket Lidze Mężczyzn był 25. najskuteczniejszym punktującym zza łuku, uzyskując tam aż 42.40% i trafiając 1,72 trójki na spotkanie. Wcześniej w sezonie 2022/23 był już na czwartym miejscu trafiając na blisko 46%, ale już pod względem średniej zdobywanych oczek na mecz był dopiero na 52. pozycji ze średnią na mecz 1.22. W sezonie 2019/20 jego 38.9% uplasowało go na 29. lokacie ze średnią 1.91 trójki na spotkanie, która była 24. najlepszym wynikiem. Renoma tego koszykarza mówi w zasadzie sama przez siebie.
W ekipie King Szczecin w sezonie 2018/19 już na 40% dobijał także do średniej 2.25 trafionych rzutów zza łuku na spotkanie. To w tym klubie regularnie znajdował się w okolicach dwudziestki graczy z najwyższymi procentami skuteczności, a jego średnie na poziomie blisko dwóch trójek na mecz stawiały go w okolicach topowej dziesiątki strzelców Basket Ligi Mężczyzn. Wtedy oddawał co prawda więcej celnych rzutów, ale na niższych procentach. Z biegiem czasu w swojej karierze odwrócił tę tendencję.
Co warto wspomnieć, zawodnik ten posiada nie tylko ogromne doświadczenie z koszykarskiej Ekstraklasy. To gracz, który mimo 40 lat na karku znakomicie odnalazł się też na jej zapleczu w zeszłym sezonie. Reprezentował on barwy brązowych medalistów czyli Spójni Stargard, w której to odegrał ważną rolę prowadząc ją do jednych z najwyższych celów. W trakcie całego sezonu rozgrywał średnio 21 minut w 22 spotkaniach, notując 10.3 punktu na mecz, 2.5 zbiórki i 1.3 asysty.
Co ważne jego wyniki trafionych trójek nadal sięgały około 40%, a dokładnie 39.3% co robiło kapitalne wrażenie. Kikowski stał się w związku z tym 13. najskuteczniejszym punktującym zza łuku w całym sezonie. Oddawał wtedy 1.8 trójki na mecz, co było 21. najlepszym wynikiem w 1. lidze. W samym dwumeczu o brąz Kikowski wspomógł swój zespół trafiając 4/6 trójek i zdobywając łącznie 18 punktów, a następnie miał ich już 4/9 przy 14 zdobytych oczkach. W ostatniej fazie zeszłorocznych play-offów był wręcz wymarzonym rezerwowym, notując także 6/8 trójek przeciwko ŁKS-owi i stanął na wysokości zadania w najbardziej newralgicznym momencie.
Przed Kikowskim wymagające zadanie. Malesa zawiesił poprzeczkę dość wysoko
Statystyki czy doświadczenie to nie jedyne aspekty, podkreślające to jak świetny ruch podjęła Enea Basket Poznań. Trener Edmunds Valeiko otrzymał gracza, który jeszcze niedawno twierdził, że fizycznie czuje się bardzo dobrze. To tylko pokazuje, że kibice jak i sam szkoleniowiec nie powinni mieć obaw, co do tego, że gracz nie zniesie wysokiej intensywności. Paweł Kikowski ma też właściwe cechy charakterologiczne, które idealnie pasują do profilu Enei Basket Poznań - jest liderem, sprawdza się jako osoba zarządzająca i co najważniejsze stawia na rozwój graczy.
- Zależy mi na tym, żeby dzięki mojej pracy zawodnicy stawali się lepsi, kluby i organizacje działały coraz sprawniej, a sama koszykówka rozwijała się i była na coraz wyższym poziomie. Myślę, że indywidualna praca z zawodnikami, pomaganie im w rozwoju i jednocześnie praca nad funkcjonowaniem całych organizacji to coś, w czym chciałbym się w przyszłości realizować – wyjaśniał Paweł Kikowski w rozmowie z portalem "Z Krainy NBA".
Klub ze stolicy Wielkopolski idealnie wymierzył siły na zamiary. Zawodnik ten powinien bez większych problemów sprawdzić się w roli uzupełnienia składu, a na dodatek może obsadzić zarówno pozycję niskiego skrzydłowego jak również rzucającego. Takich zawodników w ekipie Edmundsa Valeiki jest już kilku i umożliwia to swobodną rotację.
Jedynym znakiem zapytania przy nazwisku Kikowskiego jest to, jak faktycznie dopasuje się do stylu gry Enei Basket Poznań w praktyce? Wielkopolanie będą potrzebowali błyskawicznego zastrzyku jakości w kontekście zastąpienia Jana Malesy. Kolejną sprawą, mówiąc o przypadku byłego zawodnika Polonii Warszawa, są jego zdolności wymuszania częstych fauli i kontroli gry na piłce. To wyjątkowe cechy 27-latka podobnie jak ogromna intensywność w grze w obronie.
Malesa wyrobił sobie markę jednego z największych koszykarskich walczaków, który bardzo aktywnie wypycha rywali nawet za połowę parkietu i nie boi się zanurkować po piłkę. Słowem; uosabia wszystkie cechy wymagane przez trenera Edmundsa Valeikę. Nie wiadomo, czy Kikowski zaprezentuje choćby zbliżony poziom umiejętności w wysokiej grze w pressingu czy pod koszem w walce o zbiórki. Niemal wszystkie liczby w zeszłym sezonie stoją po stronie Malesy oczywiście poza zdobyczami zza łuku, w których to jego zastępca jest bezkonkurencyjny.
Pochwały płyną z każdej strony. Enea Basket Poznań umacnia profesjonalizm
Ruch na rynku ze strony Enei Basket Poznań chwalony jest praktycznie przez wszystkich. Kibice podkreślają, że to najlepsza możliwa decyzja zarówno pod względem kontraktowym, charakterologicznym jak i jakościowym. Władze klubu niczym nie ryzykują i mogą tylko zyskać. Przypomnijmy, że Jana Malesę czeka teraz 6 tygodniowa przerwa od gry po tym, gdy doznał urazu więzadła pobocznego w kolanie. Za miesiąc czeka go kontrola, która pozwoli precyzyjniej określić datę powrotu na boisko.
Cała reakcja na problemy zdrowotne byłego lidera Polonii Warszawa to zresztą kolejny przykład na to, że Enea Basket Poznań wyciąga wnioski z przeszłości i wykonuje progres jako organizacja. Kilka sezonów temu w trakcie plagi kontuzji, takie ruchy transferowe bazujące na chwilowych uzupełnieniach składów wydawały się kompletnie nierealne. Wtedy to zawodnicy pomimo chorób grali za wszelką cenę gotowi wstawać prosto z łóżka, żeby być gotowymi do walki na parkiecie.
Jeżeli Enea Basket Poznań chce pokazywać rosnący profesjonalizm to właśnie takimi ruchami jak w przypadku Pawła Kikowskiego.
Komentarze (0)