Mistrzynie Polski musiały zbudować zespół od zera
Już na początku tego sezonu szerokim echem w mediach społecznościowych AZS-u UMCS-u Lublin odbiła się skala zmian kadrowych, jaka zaistniała w świeżo upieczonej ekipie mistrzyń Polski. Pożegnały się z nią niemal wszystkie kluczowe postacie na czele z trenerem i selekcjonerem reprezentacji Polski - Karolem Kowalewskim. O odejściu cenionego szkoleniowca, zdaniem mediów, miało przesądzić to, że klubowi nie udało się utrzymać trzonu jego drużyny.
Posypała się ona jak domek z kart, a z klubem pożegnały się niemal wszystkie zawodniczki: MVP sezonu zasadniczego czyli Robbi Ryan, MVP finałów Markeisha Gatling, najlepsza polska zawodniczka całej ligi Kamila Borkowska, utalentowana strzelczyni Klaudia Wnorowska, a także Dragana Stanković, doświadczona Aldona Morawiec czy utalentowana młodziczka Dominika Ullmann. To zupełnie nowe rozdanie dla AZS-u UMCS-u Lublin, którego początkowe wyniki nie są niczym dziwnym, biorąc pod uwagę fakt, że zespół musi odrodzić się prawie od zera.
Z zeszłosezonowej drużyny pozostała tak naprawdę Aleksandra Wojtala, która podpisała przedłużenie kontraktu jako jedna z pierwszych zawodniczek. Zespół mistrzyń kraju obudowano kluczowymi postaciami z Zagłębia Sosnowiec, skąd ściągnięto czołową podającą Basket Ligi Kobiet Mateę Tadić oraz Catherine Reese - jedną z najskuteczniejszych skrzydłowych, która imponowała fizycznością oraz średnimi punktowymi. Do klubu dołączyła też Holenderka Kourtney Treffers oraz Amerykanka Shyanne Sellers. Resztę zespołu uzupełniła w większości formacja młodzieżowa.
Spodziewać się niespodziewanego. UMCS nie może ustabilizować formy
Wejście AZS-u UMCS-u Lublin w ten sezon nie należy do najlepszych. Podopieczne Marka Lebiedzińskiego przegrały dwa z czterech spotkań i jeszcze nie zaliczyły jakiejkolwiek serii, pokazując, że ich forma nie jest jeszcze ustabilizowana. Do tej pory zdołały ograć jeden z najsłabszych zespołów w lidze czy Isands Jelenia Góra, ale też jedną z najlepiej dysponowanych drużyn czyli Energę Toruń. Równocześnie akademiczki pokazały, że nie znajdują się w najwyższej dyspozycji w starciach z zeszłorocznymi faworytkami.
Starcie ze Ślęzą Wrocław zakończyło się porażką 75:79, a z liderującym obecnie Contimaxem Bochnią 93:100. Wyniki nie wskazują na to, że od rywalek UMCS dzieliła przepaść, ale równocześnie na pewno nie sprawiają, że Enea AZS Politechnika przyjedzie do Lublina znajdując się od razu na przegranej pozycji. Szczególnie, że w trakcie przedsezonowych sparingów podczas turnieju w Lublinie podopieczne Wojciecha Szawarskiego pokazały, że potrafią zranić mistrzynie kraju. Pokonały wtedy UMCS na jego terenie wynikiem 79:62 i to w dodatku robiąc kapitalny comeback, o którym więcej pisaliśmy TUTAJ.
Enea AZS Politechnika zmierzy się w niedzielne popołudnie z zupełnie innym zespołem niż w poprzednim sezonie, który od początku miażdżył konkurencję i był nie do zatrzymania na starcie sezonu. Wygrywał wtedy niektóre mecze z przewagą 22 lub 15 punktów, a jego seria zwycięstw trwała przez osiem meczów z rzędu w Orlen Basket Lidze. W całym sezonie zasadniczym akademiczki odniosły ledwie pięć porażek w 22 meczach, a na swoim terenie uzbierały ich ledwie trzy w 11 spotkaniach. Dość powiedzieć, że przez całe play-offy aż do serii finałów przeszły bez straty choćby jednego meczu. Znakomity bilans popsuła im właśnie Enea AZS.
Zespół trenera Wojciecha Szawarskiego wciąż jednak musi uważać na atak drużyny zespołu trenera Marka Lebiedzińskiego. Jest on obecnie drugim najskuteczniejszym w lidze, a prym wiodą w nim oczywiście zawodniczki zagraniczne: Brooque Williams (średnia 17 oczek na mecz), Catherine Reese (17.3), Shyanne Sellers (12.5) oraz Kourtney Treffers (16.3). Formy nie traci też obecnie Matea Tadić z wynikiem siedmiu asyst na spotkanie. Lepiej, żeby najwyższe zawodniczki Enei AZS Politechniki szybko odzyskały siły po niezwykle wymagającym starciu z Bretagne Basket, bowiem w niedzielę czeka ich trudna walka o zbiórki z Reese, a szczególnie Treffers.
W Enei AZS brakuje słabych punktów. "W polskiej lidze możemy wygrać z każdym"
Enea AZS Politechnika może obecnie tylko rosnąć w siłę. Gra zespołu trenera Wojciecha Szawarskiego wygląda coraz lepiej, a krwi akademiczkom potrafią w ostatnim czasie napsuć jedynie wysokie skuteczności rzutów trzypunktowych, na które najczęściej zwyczajnie nie ma recepty. Akademiczki są mocne na każdej pozycji, a szczególnie pod koszem, gdzie do znakomitej Laury Miskiniene cenne liczby zaczyna coraz częściej dokładać G'mrice Davis. Mowa tu zarówno o punktach jak i zbiórkach.
Prawdziwym problemem dla przeciwniczek może się jednak okazać aspekt kondycyjny, w którym Enea AZS Politechnika wyznacza trendy w PGE Basket Lidze Kobiet. Wizytówką akademiczek są sytuacje w końcówce, kiedy to potrafiły zostawiać w tyle swoje rywalki, podczas gdy one same niespodziewanie łapały drugi oddech. Po ostatnim spotkaniu z Bretagne Basket Malina Piasecka mocno zwracała na ten element gry, który finalnie przechylił szalę na korzyść underdoga.
- Zeszły sezon pokazał, że dobrze pracujemy fizycznie i jesteśmy w stanie zmęczyć zespół przyjezdnych. Nie powiedziałabym, że zamęczyłyśmy Francuzki, ale im dłużej im się przeciwstawiałyśmy, tym bardziej u nich wychodziła frustracja. My natomiast cały czas ciągnęłyśmy swoją grę, nie dyskutowałyśmy z sędziami tylko skupiałyśmy się tylko na swoim ataku jak i przede wszystkim obronie. Im dalej w las, tym przynosiło to większe owoce - przekonywała po środowym meczu Malina Piasecka.
Starcie przeciwko Francuzkom powinno uświadomić Enei AZS Politechnice, że w jej przypadku nie ma co mówić o faworytkach wśród rywali. Podopieczne Wojciecha Szawarskiego tworzą drużynę, które już nie tylko w poprzednim, ale i w tym sezonie potrafi sprawiać duże niespodzianki na parkietach. AZS UMCS Lublin ma prawo obawiać się dyspozycji przyjezdnych, które tylko się napędzają z każdym kolejnym meczem. Dobrą formę prezentują nie tylko zagraniczne koszykarki czy weteranki, ale też koszykarki z formacji młodzieżowej, co daje trenerowi Szawarskiemu kolejny atut w nadchodzącym meczu. Początek wyjazdowego starcia już w niedzielę o godzinie 16:00.
- Jesteśmy wicemistrzami Polski, więc na pewno w polskiej lidze możemy wygrać z każdym. Jednakże liga jest tak wyrównana, że możemy też równie dobrze z każdym przegrać. Mimo wszystko, jeśli będziemy grać tak, jak dzisiaj, to będziemy na pewno więcej razy wygrywać niż przegrywać - twierdził po spotkaniu w EuroCupie trener Wojciech Szawarski.
Komentarze (0)