reklama

Dla trenera Lecha remis w Lidze Europy ma smak zwycięstwa? "Powinniśmy być nieco pokorni"

Opublikowano:
Autor:

Dla trenera Lecha remis w Lidze Europy ma smak zwycięstwa? "Powinniśmy być nieco pokorni" - Zdjęcie główne
Autor: Kacper Paterski | Opis: Trener Lecha Poznań podchodzi z pokorą do remisu w Lidze Europy.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaLech Poznań wreszcie ma powody do choćby małej satysfakcji w Lidze Europy. Drużyna Nielsa Frederiksena po bolesnych klęskach z faworytami w końcu zapewniła sobie punkt po wymagającej rywalizacji z Sunderlandem. Opinie, co do wyniku są jednak w polskim środowisku piłkarskim podzielone, a duński szkoleniowiec postanowił skomentować, jak wyglądało to spotkanie z jego perspektywy.
reklama

Lech ma czego żałować, czy wręcz przeciwnie? Końcowy rezultat to nie wszystko

reklama

Trener Niels Frederiksen po spotkaniu dość wyraźnie dawał do zrozumienia, że remis nie jest dla niego powodem do rozczarowania. Przyszedł on po, jak stwierdził szkoleniowiec, bardzo wyrównanym meczu, w którym to do końca nie wiadomo było, jakim faktycznie wynikiem zakończy się całe spotkanie. Szkoleniowiec mówił wprost, że jest usatysfakcjonowany z występu swojej drużyny, podkreślając nie raz, jak ważny jest zdobyty punkt, biorąc pod uwagę rywalizację z klubem z czołowej ligi świata.

- Powinniśmy być nieco pokorni. Przed tym spotkaniem przegraliśmy dwa inne wynikami 0:4, więc jesteśmy szczęśliwi z powodu tego punktu. Mecz jednak nie bazuje tylko na końcowym rezultacie, ale też ogólnym występie całej drużyny. Uważam, że był on dziś dobry, tak samo jak zresztą w przypadku Crystal Palace. Sądzę, że dzisiejszy mecz był dość podobny do tamtego starcia. Oni jednak mocno pokarali nas za nasze błędy, a dzisiaj popełniliśmy tylko jeden taki. Naprawdę spodobała mi się dzisiejsza reakcja ze strony Lisa i całego zespołu po tym wczesnym ciosie - wspominał Niels Frederiksen na konferencji prasowej. 

reklama

Remis w meczu z Sunderlandem był możliwy w dużej mierze dzięki przezwyciężeniu słabości Kolejorza w pressingu Anglików. Pomiędzy 20., a 70. minutą meczu podopieczni Nielsa Frederiksena mieli bardzo duże problemy z opuszczeniem własnej połowy i przeprowadzeniem składnej akcji. Rywale dopadali do nich w mgnieniu oka, a gospodarze zwyczajnie nie potrafili na dłużej utrzymać się przy piłce. Po zdobyciu gola przez Bengtssona sytuacja się zmieniła, a Niels Frederiksen był pytany o to, czy właśnie to wydostanie się spod skrajnie wysokiego nacisku gości okazało się decydujące dla dzisiejszego zwycięstwa. 

- Trzeba otwarcie powiedzieć, że gra przeciwko drużynom z Premier League wiąże się z wysokim tempem na wysokiej intensywności. Oni ją pokazywali w swoim wysokim pressingu, który był dla nas trudny ze względu na to, że nie przywykliśmy do takiego poziomu intensywności w tej fazie gry. Sądzę jednak, że potrafiliśmy tym zarządzać. Muszę też przyznać, że jeśli jesteś zespołem grającym piłką, normalnie potrzebujesz gry na lepszym boisku. Nasze jest w tym momencie bardzo trudne do tego i zdaję sobie sprawę, że każdy robi wszystko, by było możliwie jak najlepsze, ale dzisiaj nie była ona naszym największym sprzymierzeńcem. Oczekuję, że gdy ta murawa zostanie wymieniona, to będziemy sobie w takich sytuacjach radzić lepiej z piłką przy nodze. To też wpływa na mecz - informował po spotkaniu trener Lecha Poznań.

reklama

Jeden punkt może w przyszłości przechylić szalę na korzyść Lecha. 

Dobrą postawę Kolejorza docenił także sam Regis Le Bris, który zwrócił uwagę na fakt, iż Lech Poznań, zgodnie z jego przedmeczowymi oczekiwaniami, zagrał odważny i otwarty futbol. Ten styl wymagał od jego podopiecznych dobrego balansu w grze, a ponadto mistrzowie Polski sprawili, że ekipa z Premier League nie wyglądała dziś na bezbłędną w średnim pressingu. Dla Nielsa Frederiksena było to spotkanie, które do złudzenia przypominało to z Crystal Palace, ale z jedną zasadniczą różnicą.  

- Rozegraliśmy podobny mecz do tego przeciwko Crystal Palace. Nie było między nimi aż tak dużych różnic. Sądzę jednak, że różnica, która sprawiła, że dzisiaj rozegraliśmy lepszy mecz polega na tym, że kreowaliśmy dzisiaj więcej dogodnych okazji, po których mogliśmy zdobyć gole. To była główna różnica pomiędzy poprzednimi i to dzisiejsze spotkanie było najlepszym starciem z dotychczasowych w Lidze Europy - opiniował Niels Frederiksen. 

reklama

W przestrzeni medialnej nie brakowało oczywiście głosów krytycznych po czwartkowym spotkaniu Lecha z Sunderlandem. Opinie dziennikarzy i ekspertów koncentrowały się w tym zakresie głównie na niewykorzystanych okazjach przez ekipę Nielsa Frederiksena. Krytycy podkreślali, że mistrzowie Polski mogli sięgnąć po trzy oczka, gdyby większą skutecznością wykazali się: Hakans, Walemark czy Kozubal. Kibice czują też frustrację z powodu tego, że do straty dwóch punktów znów przyczynił się niepotrzebny indywidualny błąd. 

Niels Frederiksen zdaje się jednak iść na przekór sceptykom i niezmiennie trzyma się wersji, według której jego drużyna powinna docenić swój finalny wynik z czwartkowego wieczoru. Jeden punkt zamiast trzech nie musi oznaczać porażki na boisku, a szczególnie, gdy gra się na wstępie przeciwko tak silnym rywalom. Duńczyk ewidentnie nie zamierza dopuścić do tego, by głowy jego zawodników były przeciążone nadmiernymi oczekiwaniami. Jednocześnie daje też do zrozumienia, że w niedalekiej przyszłości wraz z uporaniem się z najtrudniejszymi rywalami, jego oczekiwania, co do lepszych wyników będą wzrastać.  

- Dla nas jako zespół to naprawdę ważny punkt, który na koniec może stanowić o pewnej różnicy. W Lidze Europy mamy tylko silne zespoły, a ponadto wiemy, że w pierwszych pięciu spotkaniach natrafimy na najsilniejszych rywali. Szanujemy te spotkania, które dotychczas rozegraliśmy. Granie przeciwko zespołom z Premier League czy Bundesligi to dla nas wymagające wyzwania. Każdy punkt, który możemy zdobyć w starciach z nimi jest dla nas istotny. Oczywiście musimy też wygrać ostatnie mecze, jeśli chcemy liczyć się w walce o awans do fazy pucharowej - stwierdził trener Lecha Poznań. 

Lech Poznań po trzech kolejkach Ligi Europy ma na swoim koncie jeden punkt, a przed nim na starcie listopada znajduje się kolejny mecz z przeciwnikiem z najwyższej półki. Kolejorz pojedzie do Lizbony, by tam zmierzyć się z ekipą Benfiki. Hitowe starcie zostanie rozegrane 5 listopada o godzinie 21:00. 

- Myślę, że stajemy się silniejsi po każdym meczu Ligi Europy, który rozgrywamy, a szczególnie przeciwko dobrym drużynom stawiającym na wysokie tempo i odznaczającym się wysoką jakością. Rozwijamy się wtedy jako drużyna. Dokonywaliśmy już tego w dotychczasowych spotkaniach i myślę, że wdrażamy to wysokie tempo gry do polskich rozgrywek. Sądzę, że to jedno z wytłumaczeń, dla których odnotowywaliśmy wysokie zwycięstwa od razu po meczach w Lidze Europy. To może być ciężkie dla Legii - wspomniał po zakończeniu spotkania Niels Frederiksen.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo