reklama

Energie Cottbus poddało Lecha Poznań trudnemu testowi. Kolejorz mógł sięgnąć po więcej

Opublikowano:
Autor:

Energie Cottbus poddało Lecha Poznań trudnemu testowi. Kolejorz mógł sięgnąć po więcej - Zdjęcie główne
Autor: Kacper Paterski | Opis: Lech Poznań ma za sobą starcie z jakościowym sparingpartnerem.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaZdaje się, że niewielu kibiców mogło się spodziewać, że zwykły sparing Lecha Poznań z Energie Cottbus może stanąć na tak wysokim poziomie. Zespół Nielsa Frederiksena został dziś po południu poddany trudnej próbie sił w starciu z zespołem z Niemiec, który wycisnął z mistrza Polski siódme poty. W meczu towarzyskim nie brakowało zwrotów akcji, a goście wyraźnie wskazali Kolejorzowi miejsca do poprawy w jego grze.
reklama

Piłkarskie widowisko w pierwszej połowie. Lech został poddany trudnej próbie

reklama

Spotkanie zaczęło się w dość szokujący sposób, bowiem już po 50 sekundach od rozpoczęcia gry Energie Cottbus zdobyło pierwszą bramkę w sobotnim meczu. Fatalny błąd z piłką przy nodze pod własną bramką popełnił Terry Yegbe i zdecydowanie zbyt łatwo dał się ograć rywalowi. Mateuszowi Pruchniewskiemu nie pomógł też uciekający przed strzałem Mateusz Skrzypczak. Niemcy narzucili Kolejorzowi zaskakująco wysokie tempo i od samego początku sprawiali mu mnóstwo problemów. W szóstej minucie tylko błędna decyzja w sytuacji sam na sam sprawiła, że mistrzowie Polski nie przegrywali już 0:2.

Rozwiń

Gospodarze wybrnęli jednak z tarapatów dzięki świetnej akcji autorstwa Yannicka Agnero. Iworyjczyk otrzymał świetną, daleką piłkę na dobieg, do której dopadł w mgnieniu oka, a następnie po ładnym minięciu Kinga Manu posłał jeszcze lepszy strzał na bramkę Marcela Lotki. Lech Poznań co prawda wrócił do gry w 9. minucie meczu, ale Energie Cottbus nie odpuszczało mistrzom Polski w pressingu. Intensywność, agresja i dobra organizacja gry przyjezdnych sprawiały, że ze zwykłego sparingu zrobiło się małe piłkarskie widowisko. 

reklama
Rozwiń

Kolejorz także nie odstawiał nogi w ataku. Prezentował sporo jakości w rozegraniu na małej przestrzeni pod naciskiem przeciwników, a fenomenalnie w tym zakresie spisywał się Pablo Rodriguez. Pierwsza połowa była jednak przede wszystkim prawdziwym testem dla organizacji gry lechitów w grze bez piłki. Energy Cottbus potrafiło w mgnieniu oka wydostawać się spod pressingu, a następnie przebijać się przez zwarte szeregi obrońców długimi, prostopadłymi podaniami. Z tego względu uwaga kibiców i sztabu szkoleniowego skupiała się w dużej mierze na dyspozycji stoperów.

Lech Poznań po trudnym początku złapał równowagę w grze, a ostatni kwadrans pierwszej połowy w wykonaniu mistrzów Polski był już naprawdę bardzo dobry. Wydawało się jakby Kolejorz wreszcie zaadaptował się do niezwykle wymagających warunków, które dyktował zespół z niemieckiej 2. Bundesligi. Podopieczni Nielsa Frederiksena potrafili jednak znaleźć odpowiednią jakość pod presją, w czym ogromną rolę odgrywał oczywiście niesamowity Rodriguez, ale też Mikael Ishak. Na przerwę obie ekipy schodziły remisując 1:1 i równorzędnie rywalizowały na poznańskim boisku.

reklama
Rozwiń

Lech mógł wyciągnąć z tego meczu więcej. Młodzi piłkarze zaliczyli udane spotkanie

W 49. minucie rywalizacja znów nabrał rumieńców. Drużyna Nielsa Frederiksena straciła gola na 1:2 po tym, gdy stoperzy nie dość dobrze pokryli Kinsombiego, który miał dość łatwą drogę do bramki. Gospodarze w swojej grze wyglądali jakby zaczęli się uczyć jej na nowo w tym meczu, bo to Energie Cottbus przejęło kontrolę nad spotkaniem i zaczęło częściej konstruować akcje w ataku. Mistrzowie Polski nie potrafili dłużej utrzymać się przy piłce, a zamiast tego częściej reagowali na to, co się dzieje. 

Wizualnie wydawało się, że z zespołu Niebiesko-białych zwyczajnie schodziło powietrze, a ich rywale ani przez moment nie zdejmowali nogi z gazu. Nowej energii drużynie Kolejorza próbowali dodać młodzieżowi zawodnicy, którzy pojawili się z ławki rezerwowych. Lech Poznań potrzebował jednak przede wszystkim więcej dokładności w ofensywie, która nadeszła dopiero w 64. minucie. Wtedy to po precyzyjnym dośrodkowaniu Gumnego akcje wreszcie po wielu próbach wykończył Leo Bengtsson. 

reklama

Podopieczni Nielsa Frederiksena mieli nawet wkrótce później możliwość wyjść na prowadzenie 3:2 w 75. minucie spotkania, ale Yannick Agnero w koszmarny sposób zmarnował rzut karny. Gra Kolejorza w ostatnim kwadransie spotkania siłą rzeczy nie była już tak imponująca i intensywna z powodu zmęczenia, ale determinacja w pressingu stała w przypadku mistrzów Polski na niezmiennym, wysokim poziomie.

Końcówkę spotkania po stronie Lecha Poznań naznaczyły przede wszystkim częste akcje w ataku, które bazowały na dalekich zgaraniach do przodu na dobieg. Podopieczni Nielsa Frederiksena próbowali rozszarpywać w ten sposób linię defensywną swoich przeciwników, ale brak jakości przy wykończeniu w trzeciej tercji utrzymywał wynik remisowy w meczu. Niebiesko-biali spokojnie dojechali do końca meczu przy wyniku 2:2, ale mogli pluć sobie w brodę, że nie zdołali go wygrać, mimo świetnych okazji strzeleckich. Eryk Śledziński, Maksymilian Dziuba i Kamil Jakóbczyk spisywali się świetnie, ale sukcesu nie zagwarantowali.

 

Lech Poznań - Energie Cottbus 2:2 (1:1)

Bramki: Agnero 10., Bengtsson 64. - Lech - Butler 1., Kinsombi 49. - Energie

Lech: Pruchniewski - Gumny, Skrzypczak, Yegbe, Pereira (Kowalski 61.) - Murawski (Dziuba 61.), Rodriguez (Śledziński 61.) - Bengtsson (Klecha 76.), Ishak (Jakóbczyk 54.), Jagiełło - Agnero.

Energie: Lotka - Rorig, Manu, Kampulka, Guwara, Cigerci, Pelivan, Hannemann, Boziaris, Kinsombi, Butler.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo