Lech bezlitośnie rozprawił się z Wikędem. Jakóbczyk utrzymuje świetną formę
Lech Poznań udowadniał w pierwszej połowie sobotniego spotkania, że ma w sobie ogrom determinacji, aby jak najszybciej i możliwie jak najbardziej skutecznie zmazać plamę po zeszłotygodniowym starciu z Polonią Środa Wielkopolska. Podopieczni Joopa Oostervelda prezentowali w swojej grze bardzo dużo jakości w zakresie fizyczności i motoryki. Wikęd Luzino dyktował trudne warunki w pojedynkach, ale goście nie łamali się czując siłę rywali. Zamiast tego regularnie utrzymywali się przy piłce na małej przestrzeni i wymieniali podania na wysokiej intensywności.
Rezerwy Kolejorza zdecydowanie nie miały łatwego zadania w znajdowaniu wolnych przestrzeni do ataku, a mimo to już w 6. minucie wyszły na prowadzenie po trafieniu Kamila Jakóbczyka. Młody snajper Lecha popisał się kapitalnym instynktem w polu karnym Wikędu, wykorzystując błąd bramkarz przy próbie łapania piłki. Kolejorz zdobył pierwszego gola, ale zdecydowanie nie zamierzał odpuszczać wiceliderowi w grze bez piłki. Gracze Joopa Oostervelda grali wysoko i agresywnie niemal natychmiast pozbawiając ekipę z Luzina posiadania futbolówki. Pressing po utracie piłki stał dziś na wysokim poziomie tak samo jak zresztą pojedynki fizyczne.
Wikęd nie potrafiło zapanować nad przebiegiem spotkania, a ich momenty w meczu nadchodziły w zasadzie wyłącznie po sytuacjach, gdy Lech Poznań decydował się zejść do niższej obrony w zwartym bloku. Wtedy to gospodarze stawiali na dośrodkowania w pole karne, przed którymi przyjezdni i tak świetnie się bronili. Paradoksalnie, to właśnie po jednej z takich akcji tym razem po rzucie rożnym na połowie Wikędu padła druga bramka dla rezerw Lecha Poznań. Doskonałą techniką przy strzale z pierwszej piłki zza pola karnego popisał się wtedy Eryk Śledziński. Goście tylko się nakręcali, a wicelider tabeli grupy 2 musiał liczyć na łut szczęścia pod bramką Kostrzewskiego.
Obraz gry nie zmienił się aż do przerwy. Gracze Joopa Oosteverlda dawali z siebie wszystko przy pojedynkach w środku pola i nie dawali przeciwnikom możliwości przejęcia kontroli nad spotkaniem. Każde przyjęcie piłki skutkowało natychmiastowym odbiorem, co bardzo imponowało. Lechici byli świetnie przygotowani taktycznie, ale przede wszystkim wszyscy zawodnicy zachowywali czujność oraz refleks w grze bez piłki. Nagroda za ich wysiłki przyszła w 38. minucie, kiedy to Kamil Jakóbczyk odnotował strzelecki dublet po kapitalnie przeprowadzonym kontrataku przez Maksymiliana Dziubę.
Wikęd Luzino napędził stracha drużynie Kolejorza. Comeback był bardzo blisko!
Rezerwy Lecha niezmiennie pokazywały charakter po powrocie na boisko, ale Wikęd Luzino uświadomiło młodym graczom Kolejorza, że to może im nie wystarczyć do zachowania korzystnego wyniku. Już w 52. minucie po jednym z prostych błędów w rozegraniu pod własną bramką, gospodarze wyprowadzili groźny kontratak, który zakończył się golem na 1:3. Pod bramką przyjezdnych z minuty na minutę zaczynało się robić coraz goręcej, a defensywa Joopa Oostervelda nie przypominała już monolitu, którego cechowała kompaktowość.
Lechici zdawali się być porozbijani, a Wikęd Luzino co chwilę zagrażało im po bardzo szybkich kontratakach. Po 50. minucie spotkania role się odwróciły i to wicelider grupy 2 Betclic 3. ligi zaczął grać jak o życie w sposób bardzo agresywny i intensywny w pressingu. Faworyci wrzucili w swojej grze szósty bieg i parli do przodu dzięki szybkiemu rozegraniu piłki po odbiorach. Lech Poznań bronił się jednak w zaciekły sposób pod własną bramką i wyglądał pewnie w pojedynkach pod bramką Kostrzewskiego.
Podopieczni Joopa Oostervelda próbowali podnieść prowadzenie lub przynajmniej zagrozić rywalom po dalekich zagraniach na dobieg lub bardziej bezpośredniej grze. Po stronie graczy Kolejorza pojawiło się więcej indywidualnych rajdów Dziuby czy Jakóbczyka, ale niewiele z nich wynikało w związku z tym, że gracze Wikędu budowali swoją przewagę siłą fizyczną w pojedynkach.
W ostatnim kwadransie meczu gospodarze ewidentnie nie dawali rady już tak dobrze łączyć wysokiej intensywności z wysoką jakością w ataku. Owszem, cały czas kontrolowali przebieg spotkania, trzymali się przy piłce i brylowali w kontrpressingu, lecz ich strzały były niecelne i dość chaotyczne. Kolejorz jednak niewiele robił, by zminimalizować ryzyko straty gola, a wręcz przeciwnie - ustawienie w niższym bloku tylko napędzało akcje gospodarzy. W 87. minucie w końcu dopięli swego i pokonali Kostrzewskiego po dośrodkowaniu w pole karne, które wykorzystał Sosnowski.
Emocje w ostatnich minutach sięgały zenitu i wydawało się, że Lech Poznań może nawet wypuścić z rąk trzy punkty. Na wysokości zadania stanął jednak Igor Stankiewicz. Atakujący drużyny Kolejorza w 91. minucie popisał się fenomenalną akcją indywidualną, w której najpierw położył na ziemię bramkarza drużyny gospodarzy, a później to samo zrobił z obrońcą, który desperacko próbował zatrzymać jego atak. Tamto uderzenie wbiło gwóźdź do trumny Wikędu Luzino, ale rywale Lecha Poznań do końca walczyli o remis, stawiając przed Kolejorzem trudne warunki w obronie.
Wikęd Luzino - Lech II Poznań 2:4 (0:3)
Gole: Kurbiel 53., Sosnowski 87. - Wikęd - Jakóbczyk 6., 42., Śledziński 11., Stankiewicz 91. - Lech
Wikęd: Sadowski - Pawłowski, Kostuch, Ziętarski, Szałecki, Bednarski, Sosnowski, Zając, Kurbiel, Konkol, Sawicki.
Lech: Kostrzewski - Tokar, Cegiełka, Mich, Kowalski, Bakhno, Chejdysz, Dziuba, Gołębiowski, Śledziński, Jakóbczyk.
Kartki: Pawłowski 18., Kostuch 42. - Wikęd - Śledziński 63. - Lech
Komentarze (0)