Lech traci kapitana na dłuższy czas
Temat urazu Mikaela Ishaka jest najświeższy spośród wszystkich problematycznych kwestii zdrowotnych w drużynie Lecha Poznań. Przypomnijmy, że Szwed w meczu z Klaksvik przedwcześnie opuścił boisko z powodu urazu mięśniowego. Sytuacja była o tyle niepokojąca, że 33-latek to w istocie synonim piłkarskiej niezniszczalności, który słynie z tego, że doskonale zarządza swoim ciałem i swoimi siłami. Dość powiedzieć, że w ostatnim sezonie w meczach spędził blisko 4 tysiące minut opuszczając je tylko czterokrotnie.
- Nie wiemy jeszcze, jak poważny jest to uraz. Rozmawiałem z nim w szatni po meczu i on nie uważa, że to będzie coś poważnego. To prawdopodobnie jakiś problem mięśniowy, ale miejmy nadzieję, że jeden z tych niewielkich. Musimy jednak poczekać, nie wiemy. Mamy nadzieję, że wróci do nas szybko, ale powrót w przyszłym tygodniu byłby chyba trochę zbyt optymistycznym scenariuszem - ujawnił po meczu z Klaksvik Niels Frederiksen, trener Lecha Poznań.
Zawodnik jeszcze w poniedziałek wieczorem przechodził ostatnie specjalistyczne badania, a dziś Lech Poznań oficjalnie potwierdził, co dolega "Królowi". USG wykazało uszkodzenie I stopnia mięśnia dwugłowego. To naciągnięcie oznacza, że przerwa w grze powinna potrwać około trzech tygodni. Piłkarz tym samym nie weźmie udziału w dwumeczu z Thun, który może zdecydować o przyszłości Kolejorza w Lidze Europy.
Strata Szweda być może nie byłaby aż tak mocno odczuwalna i nie napędzałaby kibicom tak dużo strachu, gdyby nie fakt, iż szanse na grę jego zmiennika - Yannicka Agnero - w najbliższym, pierwszym starciu ze Szwajcarami są iluzoryczne. Przypomnijmy, że Iworyjczyk aktualnie ściga się z czasem, próbując jak najszybciej załatwić sprawy związane z wizą. Więcej na ten temat pisaliśmy TUTAJ. Nieobecność Ishaka może kłaść się cieniem na dyspozycję ataku Lecha z FC Thun.
Filary Lecha coraz bliższe powrotu do gry
Nie mniej ważne są również braki kadrowe związane z kontuzjami Filipa Jagiełły oraz Leo Bengtssona. W przypadku tego pierwszego gracza odnowił się uraz, którego doznał jeszcze w rundzie wiosennej sezonu 2025/26. Wtedy to w meczu z Koroną Kielce we znaki dał mu się mięsień dwugłowy uda, który wyeliminował go z gry w całym marcu i na początku kwietnia.
Początkowo mówiło się natomiast, że przerwa będzie tylko chwilowa i szacowano że piłkarz wróci do treningów za około tydzień. Stało się jednak inaczej, a problemy zdrowotne są w tej kwestii odczuwane do tej pory. 28-latek opuścił już dwumecz z Klaksvik, a także pojedynek z Piastem Gliwice. Kibice z pewnością chcieliby jak najszybciej odzyskać filar środka pola.
Nawracający problem ma także Leo Bengtsson. Uraz Szweda nadszedł dość niespodziewanie, bowiem kibice dowiedzieli się o nim w zasadzie już z materiałów zakulisowych na kanale Lecha Poznań na YouTubie przy okazji obozu we Wronkach. Skrzydłowy ujawnił wtedy, że ma kłopoty ze stopą, ale jest na dobrej drodze do odzyskania pełnej sprawności. Wszystko to za sprawą zastrzyków i rehabilitacji. Niestety to rozwiązanie pomogło mu tylko chwilowo.
Były gracz Hacken wyleciał z gry już po trzech pierwszych spotkaniach i od tamtej pory nie widzieliśmy go w kadrach meczowych. Dzisiaj Lech Poznań wreszcie zdradził nieco więcej na temat obu. Przypomnijmy, że wcześniej klub informował, że ich leczenie idzie zgodnie z planem, a Leo tak samo jak Jagiełło miał wrócić do treningów z zespołem na przełomie sierpnia i września.
Klub potwierdził dziś, że pauza Leo Bengtssona oraz Filipa Jagiełły powoli się kończy. Szwed w tym tygodniu będzie pracował na treningach indywidualnie, a Polak ma w części ćwiczeń brać udział z resztą drużyny. Decyzje o powrocie obu graczy do pełnych zajęć będą podejmowane pod koniec tygodnia.
Z treningów wyłączony jest natomiast João Moutinho. W jego przypadku tak samo jak u Bengtssona rozchodzi się o uraz stopy, którego doznał w spotkaniu z Wieczystą po jednym z nadepnięć rywala. Jest on na tyle poważny, że lewy obrońca wciąż czeka na zielone światło do powrotu.
Komentarze (0)