Wydaje się, że mecz z Piastem Gliwice istotnie był dla Nielsa Frederiksena okazją do tego, by podtrzymać w rytmie meczowym zawodników, którym ewidentnie brakowało minut. W pierwszym składzie od pierwszych minut pojawili się chociażby Luis Palma, czy Mateusz Skrzypczak a także Daniel Hakans oraz... Yannick Agnero! Trener Kolejorza w ten sposób zdaje się doceniać rosnącą formę Iworyjczyka, który w ostatnich dwóch meczach odnotował dwa bardzo ważne gole.
Kibiców mogła jednak zaciekawić nieobecność Joao Moutinho w kadrze meczowej. To już druga z rzędu taka sytuacja, a co ciekawe zawodnik uczestniczy przecież w treningach, a sam klub nie zgłaszał nic na temat jego kontuzji.
Okazji bez liku, a skuteczność... zerowa
Zadanie postawione przed Lechem Poznań było takie samo jak dotychczas: przełamać zwartą i nisko ustawioną defensywę rywala. Podopieczni Daniela Myśliwca prezentowali dobrą organizację w grze bez piłki i zmuszali Kolejorza do szukania rozwiązań w ataku pozycyjnym. Pierwsza linia Gliwiczan składała się z pięciu obrońców, a ubezpieczało ją kolejnych czterech pomocników. Nadzieją Kolejorza były błędy przyjezdnych w rozegraniu pod własną bramkę i akcje po kontratakach.
Podopieczni Nielsa Frederiksena szukali sobie okazji bramkowych po dośrodkowaniach, strzałach z dystansu i dalekich zagraniach na dobieg pomiędzy liniami. W trzeciej tercji ewidentnie brakowało dokładności przy wykończeniu. Równocześnie gospodarze trzymali mimo wszystko rywali na dystans, bowiem zarówno środkowi obrońcy jak i sam Mateusz Lis bez problemu czytali dalekie zagrania Gliwiczan. Kolejorz łatwo gasił zapędy przeciwników, ale jednocześnie sam niewiele mógł zrobić, operując piłką na obwodzie pola karnego Domena Grila.
Przebieg pierwszej połowy przypominał pętlę czasu, w której każda akcja z jednej i drugiej strony przebiegała niemal identycznie i kończyła się tym samym, zerowym efektem. Każda z ekip co prawda miała inny pomysł na forsowanie bloków defensywnych, ale bez jakościowego wykończenia zmiana rezultatu nie była możliwa. Piłkarze Lecha Poznań próbowali różnych sposobów na wytrącanie Piasta Gliwice z równowagi w pressingu, ale goście zaskakująco dobrze trzymali się przy piłce zachowując spokój w rozegraniu na małej przestrzeni pod własną bramką.
Najlepsza akcja, która powinna była skończyć się golem dla Lecha Poznań była ta, jaką wypracował Yannick Agnero Patrikowi Walemarkowi. Iworyjczyk wypuścił zawodnika na pustą pozycję, a ten w sytuacji sam na sam uderzył centralnie w Domena Grila. Kilkadziesiąt sekund później w bardzo dobrej sytuacji znalazł się sam Agnero, ale i on mocno spudłował. Te dwie akcje dobitnie pokazały, że Lech Poznań nie wyciąga wniosków z poprzednich spotkań. Tym samym remisowy rezultat do przerwy nie mógł dziwić fanów Kolejorza, a fani Piasta mogli nawet narzekać, że nie prowadzili 2:0 po strzałach Borowskiego i Ivana Limy.
Na takiego Lecha wszyscy czekali. Co za mecz rezerwowych Kolejorza!
Plan Lecha Poznań na zaskoczenie dobrze zorganizowanej defensywy Piasta Gliwice ewoluował. Od momentu wznowienia drugiej połowy drużyna Nielsa Federiksena postawiła w pełni na dośrodkowania i właśnie w ten sposób starała się zaskakiwać przeciwników. Mur przyjezdnych był jednak nie do skruszenia aż do momentu pojawienia się na boisku Mikaela Ishaka. Szwed po czterech minutach od wejścia na plac gry pokonał bramkarza po znakomitym ataku skrzydłem wyprowadzonym przez Daniela Hakansa w 64. minucie.
Fin okazał się asem ukrytym w rękawie Nielsa Frederiksena. Skrzydłowy dzięki swojej niezwykłej szybkości tworzył ogromne zagrożenie w momentach, gdy Lech Poznań wyprowadzał błyskawiczne ataki za pomocą dalekich podań między liniami. Piast Gliwice starał się bardziej odsłonić, żeby zwiększyć szanse na powrót do rywalizacji, ale dla Kolejorza była to woda na młyn. Daniel Hakans połykał metry w nieprawdopodobnie szybkim tempie, stanowiąc motor napędowy kontrataków mistrza Polski.
Piast Gliwice znalazł się w niezwykle trudnej sytuacji. Po stracie gola po uderzeniu Ishaka jego szanse na jakiekolwiek punkty w niedzielnym meczu stały się bardzo niewielkie. Defensorzy Lecha Poznań bez żadnych większych problemów reagowali na dalekie piłki zagrywane na dobieg do najszybszych zawodników. Próby rozegrania przez środek i dłuższego utrzymania się przy piłce kończyły się na tym, że przyjezdni nadziewali się na wysoki pressing Kolejorza, który skutkował ultra niebezpiecznymi kontratakami. Koło się zamykało.
Powiedzieć, że trener Niels Frederiksen miał dziś nosa do zmian to jak nic nie powiedzieć. Każdy zawodnik, który pojawił się dziś na murawie z ławki rezerwowych był wartością dodaną na boisku. Nawet... 18-letni Karol Delikat. Młody piłkarz zaliczył swoje debiutanckie trafienie w debiucie w pierwszej drużyny Kolejorza w swojej premierowej akcji. Potrzebował na to zaledwie 32 sekund! Inaczej niż w pierwszej połowie w planie Lecha Poznań wszystko chodziło jak w zegarku, a Piast Gliwice nie mógł nic na to poradzić.
Kropkę nad i w rywalizacji z Piastem postawił Allahyar Sayyadmanesh notując debiutanckie trafienie przy Bułgarskiej po znakomitej akcji zespołowej Lecha Poznań. Była to piękna klamra, która zwieńczyła rewelacyjną drugą połowę w wykonaniu gospodarzy wynikiem 3:0.
Lech Poznań - Piast Gliwice 3:0 (0:0)
Gole: Ishak 64., Delikat 78., Sayyadmanesh 90. - Lech
Lech: Lis - Pereira, Skrzypczak, Mońka, Gurgul - Murawski, Kozubal (Rodriguez 46.), Luis Palma - Walemark (Sayyadmanesh 60.), Agnero (Ishak 60.), Hakans (Delikat 77.).
Piast: Gril - Lewicki, Czerwiński (Fikaj 76.), Rivas, Borowski (Twumasi 56.)- Vallejo, Łabojko, Leśniak, Lima (Lokilo 56.) - Boisgard (Lanca 56.), Ntamack (Katsantonis 84.).
Kartki: Ishak 70. - Lech - Twumasi 66., Sanca 78. - Piast
Sędziował: Patryk Gryckiewicz (Toruń)
Komentarze (0)