Świetny start Warty Poznań. "Okres przygotowawczy nie napawał nikogo optymizmem"
Wypada zacząć od gratulacji. Zaczęliście ten sezon niesamowicie - macie za sobą dziewięć kolejek, jako beniaminek tracicie trzy punkty do lidera, zanotowaliście pięć zwycięstw i cztery porażki. Myślę, że niewielu mogło się spodziewać tak przebojowego startu z waszej strony.
Jeśli chodzi o nasz początek sezonu, to ten pierwszy mecz był przedsmakiem tego, jak ta liga będzie wyglądać. Może pierwsze 20-30 minut nie było najlepsze w naszym wykonaniu, ale to było takie frycowe. Z każdą kolejną minutą byliśmy coraz lepsi i pokazywaliśmy, że jesteśmy w stanie rywalizować z każdym na równi. Udowadnialiśmy to w każdym, następnym starciu. Inaczej było jedynie w starciu z Grodziskiem, gdzie zanotowaliśmy jak dotąd nasze najsłabsze spotkanie. Reguła była jednak taka, by udowadniać, że nie ma zespołu, który jest poza naszym zasięgiem. Tak było z Arką Gdynia, Termalicą czy Miedzią Legnica.
Ten efekt "wow" w waszym wykonaniu to efekt dobrze przepracowanego lata czy liga zwyczajnie nie okazała się tak silna jak przewidywaliście?
Myślę, że powodem tego wszystkiego jest to, że zespół został tak stworzony przez sztab i władze klubu, że każdy wie, co ma robić. Wszystko jest odpowiednio przygotowywane, mimo tego, że ten okres przygotowawczy nie napawał nikogo optymizmem. Było czuć w drużynie taką lekką niepewność na zasadzie "co to będzie?". Nie ma co się oszukiwać, że doszło do dużych zmian personalnych. Odeszło wiele osób i równie dużo przybyło. Zresztą dopiero teraz te rotacje się zakończyły, a do składu dołączyła połowa chłopaków, z którymi do tej pory nie miało się do czynienia. Wszystko wymagało czasu, żeby zaczęło działać. Potrzebne są automatyzmy, żeby każdy dobrze się wdrożył i zaaklimatyzował w nowym mieście czy klubie z nowymi chłopakami. Wszystko jednak było robione metodą zdroworozsądkową. Nie było nie wiadomo jak dużej presji ze strony władz w kontekście konkretnego wyniku. Tak naprawdę skupialiśmy się na tym, aby z tygodnia na tydzień wykonywać swoją pracę jak najlepiej. Hasło, które nam przyświeca od poprzedniego sezonu to wciąż: "wysokie standardy, niskie oczekiwania". Ta filozofia była bardzo dobrze wdrażana od pierwszego tygodnia przygotowań. To co się dzieje teraz jest tego owocem.
Trener Maciej Tokarczyk na konferencjach prasowych nie daje się sprowokować dziennikarzom i unika odpowiedzi na temat potencjalnej, realnej wizji walki o baraże czy sam awans do Ekstraklasy w wykonaniu Warty Poznań. Nawet mimo tego, że wasza jakość jest widoczna już gołym okiem i przyciąga kibiców na stadion czy przed telewizory. Wam faktycznie bez względu na wszystko towarzyszy ta pokora i nie dajecie się porwać nadmiernej pewności siebie?
Nie ma co popadać w hurraoptymizm, bo to jest dopiero dziewiąta kolejka. Powiedzmy, że 1/4 sezonu. Oczywiście, że trzeba się cieszyć i nie umniejszać swoim małym osiągnięciom czy sukcesom, ale i tak należy skupiać się na odpowiedniej pracy, żeby potem te owoce zbierać w następnych kolejkach. Te standardy muszą być wysokie, a małe rozluźnienie nie może się wedrzeć w szeregi naszej drużyny. Myślę, że tabela teraz pokazuje jak bardzo ta liga jest wyrównana. Nie ma takich zespołów, które odskakują od reszty stawki jak wcześniej Wisła Kraków, Śląsk Wrocław czy Wieczysta Kraków. To tylko pokazuje, że co tydzień trzeba skrupulatnie wykonywać swoje zadania i podchodzić jak najlepiej do kolejnych spotkań. Seria zwycięstw robi dużo, ale tak samo seria porażek, odpukać, może zrobić diametralną różnicę w kontekście układu ligowej tabeli.
Mimo wszystko, trudno nie być optymistą w zaistniałej sytuacji i trzeba obiektywnie przyznać, że doskonale wpasowaliście się w warunki 1. ligi. Przypomnijmy, że mocno studzono euforyczne nastroje po awansie podkreślając, że zaplecze Ekstraklasy i 2. liga to dwa światy. Zgadzasz się z tym, że ta różnica jest odczuwalna? Wasza gra z perspektywy trybun raczej na to nie wskazuje.
Była na pewno taka narracja wskazująca na różnicę klas, ponieważ przede wszystkim widać to w jakości indywidualnej poszczególnych zawodników w ekipach rywali. Dowodem na to był ten mecz z Polonią Bytom - po pierwszych kilku groźnych akcjach straciliśmy dwie bramki. Niedopatrzenie czy błędy kończyły się konkretnym zagrożeniem ze strony przeciwnika. Nie ma co ukrywać, że te różnice są, ale w tym wszystkim ważna jest adaptacja do warunków ligowych. Zrobiliśmy to dość szybko i pokazaliśmy w ten sposób, jaki mamy potencjał. Nie ma co się oszukiwać, że transfery, które zostały przeprowadzone były też przemyślane. To byli zawodnicy, którzy grali na poziomie 1. ligi czy tak jak Arek Najemski mieli przeszłość ekstraklasową. Tutaj tak naprawdę dużo zawodników na poziomie drugiej ligi udowodniło, że są to chłopacy, którzy zasługują na grę w 1. lidze, bo są graczami wyróżniającymi się. Mimo, że te wymagania są wyższe niż na poprzednim szczeblu rozgrywkowym, to jednak my jako zespół idąc w myśl filozofii pracy z poprzedniego sezonu, przygotowywaliśmy się tu i teraz na to, co obecnie.
Czułeś bądź czujesz mimo wszystko, że różnica w poziomie gry między młodymi zawodnikami, a tymi powiedzmy powyżej 25-26 roku życia jest w waszej drużynie znacząca?
Myślę, że nie. Mają oni przeogromny potencjał i bardzo duże umiejętności piłkarskie, ale potrzebowali miejsca (tak jak ma to miejsce teraz w 1. lidze), żeby je pokazać i tak naprawdę to wszystko się bardzo dobrze zazębia. Jest kilku graczy bardziej doświadczonych z większym stażem, do których przykładowo do nich należę, ale mimo to, wciąż czuję się młody i głodny sukcesu, minut czy bramek. Ci wszyscy młodsi gracze też tego łakną i chcą ciągle się rozwijać. To bardzo dobrze widać w mikrocyklu treningowym - pełno jest chłopaków, którzy zostają po treningach i pracują nad sobą. To jest takie fajne środowisko dla starszych zawodników jak ja, "Stebel", "Aza", czy Kuba Apolinarski. Stanowimy mieszankę, w której jedni czerpią od drugich, a drudzy od pierwszych. Myślę, że to finalnie daje pozytywny wydźwięk w naszej grze, środowisku. Nie ma co się oszukiwać, że jest bardzo dobra atmosfera.
Charakter warciarzy kluczem do sukcesów? "Każdy powinien mieć taką ambicję w sporcie"
Ciekawym jest też to, że stanowicie tak zróżnicowaną mieszankę, a z drugiej strony jesteście właśnie tacy... mocno kompatybilni. Dajecie radę okiełznać charaktery i iść wspólnie do przodu, mimo iż wielu z was znajduje się na różnych etapach kariery. Doprowadzenie do sytuacji, w której ego zostaje odsunięte na dalszy plan, gdy młodzi gracze walczą o swoją przyszłość to trudna sztuka.
Nie ma u nas zawodników, którzy patrzą na sprawy w sposób egoistyczny. Nie patrzą na drużynę przez pryzmat własnych potrzeb i siebie samego. Dużo jest takiej... chęci do nauki. Zawodnicy są często po przejściach i mają szansę coś udowodnić. To też jest bardzo ważne w sporcie, że każdy powinien mieć taką ambicję na zasadzie: jeśli w jakimś miejscu tobie coś nie wyszło albo ktoś w ciebie trochę zwątpił, to udowodnij sobie i wszystkim wokół, że jesteś coś wart. To trzeba robić. Są też tacy zawodnicy jak Sebastian Steblecki, który ma 34 lata i tak naprawdę każdy z boku mógłby sobie pomyśleć, że to jest gość, który odcina kupony, któremu nie zależy. Tymczasem jest to człowiek, który charakterologicznie idealnie pasuje do naszego zespołu. Oprócz swojego doświadczenia i jakości, którą dawał na boisku, daje także energię w postaci zapalania drużyny.
Jeśli chcesz zapalać innych, to sam musisz płonąć...
To jest taka idealna definicja Seby. W tym trudnym dla siebie okresie poważnej kontuzji, której nigdy nie miał jak sam powtarza, naprawdę w wieku 34, zakasał rękawy do pracy, chce być jak najszybciej gotowy i zwiększyć rywalizację w zespole. To jest niesamowite, że człowiek w jego wieku mógłby troszeczkę spuścić z tonu, mieć luźniejsze podejście, a on tymczasem nadal chce grać i udowadniać. Chce walczyć o każdą minutę na boisku. To jest niesamowite, bo pokazuje chłopakom, jakie to wszystko jest cenne. Trzeba doceniać każdy spędzony czas na boisku, bo nigdy nie wiadomo, kiedy go zabraknie.
Jego przykład chyba dobitnie wskazuje jak świetną robotę wykonano w gabinetach. Wyciągnięto wnioski i stworzono prawdziwą drużynę, gdzie raczej trudno o słabe punkty.
Ten zespół nie bazuje tylko i wyłącznie na młodych zawodnikach, którzy nie mają takiego drogowskazu albo osób, od których mogliby czegoś łaknąć, coś czerpać. Równocześnie nie ma też tylko starych zawodników, którzy już coś osiągnęli w piłce, trochę na ligowym podwórku pograli i mają wyrobione nazwisko, ale czy im zależy aby dalej się rozwijać i być lepszym? Nie każdy, że tak powiem może to potwierdzić. Myślę, że bardzo dużą zasługę za nasze wyniki należy przypisać temu, jak nasza drużyna została dopasowana pod względem charakterologicznym.
Sebastian Steblecki to przykład klasycznego weterana, który najbardziej jaskrawie przedstawia kulturę pracy panującą w Warcie Poznań. A kogo byś wskazał na drugim biegunie? Takim chyba najbardziej prominentnym przykładem filozofii w kontekście walki o swoje, a równocześnie drużynowe cele jest Mateusz Stanek.
Myślę, że wskazałbym za przykład Filipa Rejczyka. Może jeszcze nie przedstawił się kibicom Warty Poznań na boisku, ale ja widzę na treningu, że chłopak jest po ciężkim momencie. Miał poważną kontuzję i zniknął z piłkarskiej mapy, ale ma teraz idealny moment i środowisko, by na nią wrócić, a także udowodnić niektórym, ale też i sobie wiele kwestii. Bardzo mocno pracuje pod względem mentalnym i bardzo wierzy w to co robi.
Wyboista droga lidera Warty do wielkiej formy. "Myślę, że to mnie tak wzmocniło na samym początku"
Ty też należałeś do grona takich zawodników, których potencjał jak się okazało był niewykorzytany. Przychodząc do Warty Poznań w 2025 roku miałeś doświadczenia z rwanego grania, licznych problemów i niewykorzystanych szans w poprzednich klubach z wyjątkiem Chojniczanki. Tymczasem w "Ogródku" zyskałeś na znaczeniu i się odbiłeś choć na początku miałeś kilka meczów na ławce. Jakie zmiany w sobie zauważasz względem lata 2025 z dzisiejszej perspektywy? Jakim teraz jesteś piłkarzem czy człowiekiem?
Poprzedni sezon był dla mnie przełomowy pod względem sportowym. Oczywiście też potrafiłem grać regularnie i być ważną postacią, ale nie sądzę, że byłem taką postacią, jaką jestem teraz. Nie miałem też na pewno wcześniej takiego zaufania, jakie miałem tutaj od trenera. Myślę, że mogę powiedzieć, że w przypadku każdego zawodnika czy sportowca, jeśli trener bardzo mocno w niego wierzy i to czuje się w czynach, to po prostu sportowiec rośnie. Zwyczajnie wierzy w siebie jeszcze bardziej. Prawda jest też taka, że zmieniałem pozycje i szukałem tej, na której będę czuć się najlepiej. W każdym zespole, w którym grałem, decydowaliśmy się na różne systemy gry. Byłem zazwyczaj bocznym obrońcą, który jest usposobiony ofensywnie, ale nie każdy trener powie, że chce grać w taki sposób na boku defensywy. Niektórzy preferują bezpieczny, zachowawczy styl gry. Również poważne problemy zdrowotne nie pomagały mi w budowaniu formy, a trenerów nie przybliżały do większego zaufania względem mnie.
No i chyba też sam fakt tego, w jakim wieku wtedy byłeś zrobił swoje. Nawet na podstawie sytuacji Warty Poznań widać, że choć nie brakuje w niej graczy w wieku nastoletnim, prym w poszczególnych formacjach wiedli wcześniej Tomasz Wojcinowicz czy Kamil Kumoch, ale również teraz choćby Jakub Apolinarski
Wiadomo, że w zespole, gdzie głównie gra się ze starszymi zawodnikami można łatwo wejść w rolę lidera lub osoby, która bierze na siebie odpowiedzialność za wynik. Po prostu potrzebowałem czasu i myślę, że jest to fajny przykład ważnej cechy w piłce nożnej dla młodych zawodników. Chodzi o wytrwałość i wiarę w to, co się robi. Czasami jesteś w jakiś sposób wygaszony i coś nie idzie po twojej myśli, ale to nie znaczy, że w przeciągu miesiąca, roku, 2-3 lat to się nie zmieni o 180 stopni. Trzeba robić wszystko, co się da, żeby być lepszym i się rozwijać. Najgorzej jest wtedy, kiedy człowiek troszeczkę zwiesi głowę, podda się - to jest wtedy najgorsze. Oczywiście, że łatwo robić wszystko jak sprawy układają się pomyślnie, ale jak nie idzie to staje przed nami wyzwanie.
Wracając do tematu wymagającej drogi młodzieżowych zawodników Warty Poznań, czy ty przychodząc do tej drużyny też przeżyłeś coś takiego? Pytam, bo liczbowo nie wyglądało to z początku tak imponująco jak teraz, mimo, że byłeś po dobrym sezonie w Chojniczance. Dodatkowo parę razy usiadłeś na ławce co dziś wydaje się niemożliwe. Czujesz, że wtedy też byłeś poddany takiej próbie charakteru?
Chyba nie byłem wtedy w swojej optymalnej dyspozycji. Po prostu trener pokazywał mi, że muszę wymagać od siebie więcej i wejść na wyższy poziom. Miałem sporo rozmów z trenerem Maćkiem oraz z Michałem Wlaźlikiem na temat swojej dyspozycji. To nie był dla mnie dobry okres, bo przesiedziałem może ze cztery mecze na ławce i wchodziłem z niej na boisku. Zdaje się, że w meczu z Rekordem Bielsko-Biała zdobyłem bramkę wyrównującą na 1:1. To był taki kolejny test dla mojej psychiki - czy to dźwignę i odwrócę moją sytuację, czy pozwolę sobie na zaakceptowanie obecnego stanu rzeczy. Uważam, że początkowy, cięższy okres w Warcie, który był dla mnie trudny i nie grałem w pierwszym składzie, dużo mi dał w kontekście całego sezonu i tego jak jest obecnie. Udowodniłem sobie i trenerowi, jaką mam wartość i co mogę dać drużynie. Łatwo było machnąć ręką i powiedzieć: no dobra, trener ma inny plan czy wizję, a ja muszę to zaakceptować.
Wymagałeś zatem nie tylko od siebie, ale też i trenera? (śmiech)
Nie zgadzałem się, że ktoś inny gra zamiast mnie. Czasami było to mocno po mnie widać, bo taki już jestem, że ciężko jest mi ukryć to, co czuje jak się z czymś nie zgadzam. Wiadomo, że to na trenerze zawsze spoczywa odpowiedzialność za wybór składu i my jako zawodnicy, gdy nie gramy często się z tym nie zgadzamy. Zawsze ktoś uważa, że to on powinien grać, no ale potem musi to udowodnić przez te kilka lub kilkanaście minut w meczu lub później w mikrocyklach treningowych, że na to zasługuje. Zawsze tak do tego podchodziłem - udowodnię mu swoją wartość. Myślę, że to mnie tak wzmocniło na samym początku.
Na początku sezonu 2024/25 wróciły na chwilę stare demony z wcześniejszych klubów. Ławka rezerwowych, problemy zdrowotne, niepewny grunt i znów czekanie na swoje szanse. Tamta decyzja o zamianie Chojniczanki, która była o włos od awansu do Betclic 1. ligi na Wartę Poznań była co najmniej kontrowersyjna. Jakie argumenty tobie przedstawiono, że zrezygnowałeś z dobrze prosperującego projektu sportowego na znak zapytania, gdy wreszcie złapałeś balans w karierze?
** Odpowiedź w drugiej części naszej rozmowy już wkrótce **
Komentarze (0)