Minęły cztery lata odkąd Patrik Walemark po raz ostatni był na zgrupowaniu reprezentacji Szwecji. Dobra forma na początku sezonu w Lechu Poznań sprawiła, że zwrócił na niego uwagę Graham Potter i zdecydował się zaprosić go na rozpoczęte wczoraj zgrupowanie.
Jak Patrik Walemark dowiedział się o powołaniu?
Po przyjeździe na zgrupowanie kadry Patrik Walemark był jednym z piłkarzy, którzy budzili zainteresowanie mediów. Rozmowę z nim przeprowadzili dziennikarze TV 4. Pytali między innymi o to, jak skrzydłowy dowiedział się o tym iż wraca do kadry.
- Byłem bardzo szczęśliwy. Siedzieliśmy na lotnisku i czekaliśmy na samolot do Londynu. Mam w drużynie kilku Szwedów, także mogłem podzielić się radością z nimi.
Zawodnik Lecha był także pytany o atmosferę na zgrupowaniu. Podkreślił iż zna trochę twarzy jeszcze z ostatniego pobytu w kadrze. Przede wszystkim jednak jest zadowolony z powrotu do drużyny narodowej.
- Minęło trochę czasu, ale jest fajnie. Jest trochę nowych ludzi i rzeczy, ale też mnóstwo starych znajomych. To naprawdę fajne uczucie być w drużynie narodowej.
Pobyt w Feyenoordzie mocno wpłynął na Patrika Walemarka
Dziennikarze TV 4 wrócili w rozmowie do czasów gry w Feyenoordzie Rotterdam. Patrik Walemark przyznał, że w Holandii przeżywał ciężki czas.
- Kiedy tam pojechałem, to były moje pierwsze chwile za granicą. Bardzo mocno do siebie brałem wszystko, co było do mnie mówione. To sprawiło, że nieco zatraciłem się w sobie. Oczywiście doszły do tego kontuzje, które sprawiły, że plany nie poszły w dobrym kierunku. Nie żałuję jednak niczego. Wiele się bowiem nauczyłem i wyciągnąłem z tego czasu sporo lekcji.
Szwedzki skrzydłowy, pomimo wielu cennych lekcji, stwierdził, iż w Feyenoordzie był bardzo mocno testowany. Sztab trenerski potrafił się bowiem nawet przyczepić do jego włosów.
- Bardzo mocno skupiali się na tym, co złego jest w mojej grze, ale nie tylko. Wiele uwag dotyczyło też kwestii pozaboiskowych, na przykład tego, że nie miałem rano ułożonych włosów. Testowali mnie bardzo mocno i sprawdzali, jak będę reagował. Z tego, co słyszałem, w tamtym czasie takich gierek mentalnych było sporo. Kiedy masz 20 lat i pierwszy raz wyjeżdżasz za granicę, bierzesz to bardzo mocno do siebie. Dziś jednak, nauczony tymi doświadczeniami, jestem lepszym graczem i lepszym człowiekiem.
Patrik Walemark przyznaje, że w kłopotliwych sytuacjach bardzo mocno pomagali mu jego koledzy z drużyny oraz rodzina.
- Nie byłem wystarczająco dojrzały, żeby sobie z tym poradzić. Dzisiaj byłoby zupełnie inaczej. Zawodnicy byli jednak bardzo mili i naprawdę się mną zaopiekowali. Zawsze miałem też wokół siebie rodzinę i wiele osób, które się o mnie troszczą, więc zawsze miałem wiele osób, z którymi mogłem porozmawiać.
Dobry początek w Lechu to zasługa dobrego zespołu
Początek nowego sezonu w barwach mistrza Polski jest dla Patrika Walemarka niezwykle udany. Jak przyznaje Szwed, wpływ na to ma fakt, jak wygląda jego drużyna.
- Mamy naprawdę fajny zespół. Jest tu sporo obcokrajowców i Polaków, ale jest też trochę Szwedów. To też bardzo miłe uczucie móc przyjść i porozmawiać po szwedzku o tym, co się dzieje w szatni i w Poznaniu - kończy rozmowę z TV 4 Patrik Walemark.
W obecnym sezonie szwedzki skrzydłowy rozegrał czternaście spotkań, strzelił w nich sześć goli i zaliczył cztery asysty. W Lidze Narodów Szwecja rozegra cztery mecze z Rumunią (dom, 25.09, 20:45), Polską (dom, 28.09, 20:45), Bośnią i Hercegowiną (wyjazd, 2.10, 20:45) oraz ponownie Rumunią (wyjazd, 5.10, 20:45).
Komentarze (0)