reklama

Pomocnik Lecha Poznań opowiedział o błędzie z 16. sekundy. "Bolesny gong, ale bardzo potrzebny"

Opublikowano:
Autor:

Pomocnik Lecha Poznań opowiedział o błędzie z 16. sekundy. "Bolesny gong, ale bardzo potrzebny" - Zdjęcie główne
Autor: Kacper Paterski | Opis: Doświadczony pomocnik nie gryzł się w język po meczu z Radomiakiem

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaLech Poznań efektownie zareagował na porażkę z Crystal Palace, pokonując Radomiaka aż 5:1. Po końcowym gwizdku o szalonym początku meczu, reakcji zespołu na straconego gola, intensywnym terminarzu oraz nadchodzącej przerwie reprezentacyjnej z przedstawicielami mediów porozmawiali dwaj pomocnicy - Radosław Murawski oraz Filip Jagiełło. Ten pierwszy odniósł się również do swojego błędu z 16. sekundy, który kosztował zespół utratę bramki.
reklama

Pomocnik Lecha Poznań cieszy się na przerwę reprezentacyjną. "Wydaje mi się, że jest nam potrzebna"

Lech Poznań rozpoczął spotkanie z Radomiakiem w najgorszy możliwy sposób - już w 16. sekundzie przyjezdnym udało się bowiem wykorzystać błąd Radosława Murawskiego i otworzyć wynik spotkania. Piłkę do siatki skierował napastnik Zielonych, Guilherme Luiz. Kolejorz bardzo szybko zareagował jednak na straconego gola i po niecałych dziesięciu minutach już prowadził. Trzecie trafienie dołożył w końcówce pierwszej połowy, a pozostałe dwa - po zmianie stron.

- Być może trochę nas to obudziło. Ostatecznie uważam jednak, że w pełni zasłużyliśmy na zwycięstwo. To był bardzo szalony mecz, zwłaszcza w pierwszych minutach i w całej pierwszej połowie - stwierdził Filip Jagiełło w pomeczowej rozmowie z przedstawicielami mediów.

reklama

Trener Niels Frederiksen przez całe spotkanie bardzo żywiołowo reagował przy linii bocznej. Duńczyk niejednokrotnie impulsywnie przekazywał swoim zawodnikom uwagi, również w momentach, gdy Lech w pełni kontrolował przebieg spotkania, prowadząc trzema lub czterema bramkami. Po końcowym gwizdku Filip Jagiełło został zapytany o zachowanie duńskiego szkoleniowca.

- W przerwie nie było żadnych pretensji. Trener skupił się przede wszystkim na kwestiach taktycznych i przekazał nam wskazówki, które miały nam pomóc. Po meczu było podobnie - przyznał wychowanek Zagłębia Lubin.

Lechici w spotkaniu z Radomiakiem byli naprawdę skuteczni pod bramką rywala. Mistrz Polski stworzył sobie wiele sytuacji i ostatecznie aż pięciokrotnie znalazł drogę do siatki. Filip Jagiełło zwrócił jednak uwagę, że nie w każdym meczu skuteczność będzie stała na równie wysokim poziomie, co w niedzielny wieczór

reklama

- Tworzymy dużo sytuacji. Czasami piłka wpada do siatki, a czasami nie. Nie każdy mecz będzie wyglądał tak jak ten. Dzisiaj byliśmy bardzo skuteczni, ale bywają spotkania, w których bramkarz rywali spisuje się świetnie. Najważniejsze jest jednak to, że potrafimy stwarzać okazje - przekonywał 29-letni pomocnik.

Sobotnie spotkanie było dla Lecha szczególne również ze względu na okoliczności, w jakich Poznaniacy do niego przystępowali. Kilka dni wcześniej podopieczni Nielsa Frederiksena ponieśli dotkliwą porażkę z Crystal Palace w Londynie, przegrywając aż 0:4. Na przygotowanie do meczu z Radomiakiem mieli więc bardzo mało czasu. W praktyce odbyli tylko jeden, krótki trening połączony z analizą taktyczną.

- Tak naprawdę nie mieliśmy normalnego treningu. Odbyliśmy jedynie krótkie zajęcia i analizę taktyczną. Jesteśmy jednak do tego przyzwyczajeni. Gramy intensywny sezon i wiemy, jak odpowiednio zarządzać treningami - odparł Jagiełło.

reklama

Mimo trudnego terminarza i porażki w Londynie Lech zareagował w najlepszy możliwy sposób. Zwycięstwo nad Radomiakiem było jednocześnie ostatnim spotkaniem poznaniaków przed długą, trwającą około trzech tygodni przerwą reprezentacyjną. Jagiełło przyznał, że chwila odpoczynku może bardzo pozytywnie wpłynąć na zespół, który od połowy lipca grał w zasadzie dwa mecze tygodniowo.

- Wydaje mi się, że ta przerwa jest nam potrzebna. Rozegraliśmy już bardzo dużo meczów, więc dobrze będzie chwilę odetchnąć od spotkań i podróży, spędzić trochę czasu z rodziną, z najbliższymi. Oczywiście wszyscy kochamy grać i chcemy jak najczęściej wychodzić na boisko, ale czasami ten odpoczynek też jest potrzebny - przyznał dwukrotny mistrz Polski z Lechem Poznań.

reklama

W ostatnich tygodniach w przestrzeni medialnej pojawiały się również głosy, że kadra Lecha na niektórych pozycjach mogłaby być szersza. 29-letni pomocnik nie zgodził się jednak z taką oceną. Jego zdaniem zespół ma wystarczająco dużo zawodników, aby odpowiednio reagować na absencje, a nadchodząca przerwa pozwoli dodatkowo uporać się z drobnymi urazami.

- Uważam, że mamy wystarczająco szeroką kadrę. Jeśli ktoś wypada z powodu kontuzji, w jego miejsce wskakuje kolejny. Choćby dlatego dobrze, że rozpoczyna się ta przerwa. Wszyscy doleczą drobne urazy, trochę odpoczną i dojdą do siebie. Myślę, że po przerwie będziemy jeszcze mocniejsi - zakończył Jagiełło.

Doświadczony lider kapitalnie zareagował na fatalny błąd. "Po prostu wziąłem to na klatę"

Po meczu z dziennikarzem Canal+ porozmawiał również inny z pomocników Lecha Poznań, Radosław Murawski. Choć spotkanie rozpoczął od fatalnego błędu, który już w 16. sekundzie kosztował jego zespół utratę bramki, w kolejnych fragmentach radził sobie naprawdę znakomicie, za co po końcowym gwizdku został pochwalony również przez trenera Nielsa Frederiksena. Szkoleniowiec Lecha zwrócił uwagę przede wszystkim na jego reakcję po błędzie i fakt, że po tak trudnym początku Murawski był w stanie rozegrać naprawdę udane zawody.

- Myślę, że najbardziej zawiodła koncentracja, bo komunikacja była, buty też były odpowiednio dobrane. Natomiast dostałem gonga, bo nie mogę powiedzieć, że drużyna dostała gonga - dostałem go ja osobiście, żeby się obudzić. I był to bolesny gong, ale bardzo potrzebny. Uważam, że koniec końców rozegrałem dobre zawody i tak też się czułem na boisku. Natomiast reakcja całej drużyny tylko utwierdziła mnie w tym, że nawet kiedy powinie się noga, to jesteśmy w jedenastu do tego, żeby nawzajem naprawiać swoje błędy. Myślę, że fantastyczna była reakcja całej drużyny na to, że straciliśmy pierwszą bramkę. Odrobiliśmy straty i zrobiliśmy to z nawiązką - opowiadał po meczu Radosław Murawski.

Doświadczony pomocnik nie ukrywał, że incydent z 16. sekundy był dla niego niczym potężny gong. Jak przyznał, w przypadku młodszego piłkarza taka sytuacja mogłaby podciąć skrzydła i negatywnie wpłynąć na morale. Zamiast rozpamiętywać błąd, skupił się jednak na tym, by do końca spotkania dawać drużynie jak najwięcej. Jak się później okazało, przyniosło to oczekiwany efekt. Murawski był również bardzo wdzięczny kolegom z zespołu, którzy zareagowali na utratę bramki w najlepszy możliwy sposób.

- No tak, nie jest to proste doświadczenie, kiedy coś takiego się dzieje. Tym bardziej że z Crystal Palace też byłem podpięty pod karnego i ten stały fragment gry, więc to też nie jest łatwe. Wychodzisz na mecz tutaj, w Ekstraklasie, nastawiasz się na to, żeby wygrać, a w pierwszych sekundach popełniasz błąd, który kosztuje nas bramkę. Wiesz co, gdyby to trafiło na jakiegoś młodego zawodnika, może podcięłoby mu to skrzydła. Natomiast ja jestem już doświadczony, miałem za sobą trudne momenty, więc po prostu wziąłem to na klatę. Skupiłem się na tym, żeby więcej takich błędów już nie popełnić, a drużynie dać coś z nawiązką, tak jak już powiedziałem wcześniej. Chciałem się odwdzięczyć za reakcję drużyny, przede wszystkim swoją pracą. Myślę, że coś tam od siebie dałem - zakończył doświadczony pomocnik, który po końcowym gwizdku został pochwalony na pomeczowej konferencji prasowej przez trenera Nielsa Frederiksena.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo