Duńczyk ocenił występ swojej drużyny. Do tego miał zastrzeżenia
Trener Lecha Poznań nie ukrywał zadowolenia z rezultatu osiągniętego we Wrocławiu. Zaznaczył jednak, że wysoka wygrana nie oznaczała perfekcyjnego występu. Jego zdaniem Lech potrzebował czasu, by odnaleźć właściwy rytm po przerwie w rozgrywkach. Szkoleniowiec zwrócił uwagę na początek spotkania, kiedy Śląsk zaskoczył Poznaniaków wysoko ustawioną obroną i agresywnym podejściem.
- Zbyt często nie zdarza się zdobycie tylu goli, więc to miłe uczucie. Zasłużyliśmy dziś na wygraną, zanotowaliśmy dobry występ, ale były też momenty, kiedy nasi piłkarze byli nieco zardzewiali po długiej przerwie. Oceniłbym to spotkanie na 6, może 7 jeżeli spojrzałbym bardziej przychylnym okiem - skomentował Niels Frederiksen.
Nastroje w końcówce mogła delikatnie popsuć stracona bramka. Wydawało się, że Lech ma to spotkanie pod absolutną kontrolą, ale przytrafił się błąd przy stałym fragmencie gry, po którym do siatki trafił... najniższy na boisku, Grzegorz Tomasiewicz. Punktów to nie zabrało, ale pozostawiło u trenera lekką gorycz, gdyż zwracał uwagę swoim zawodnikom, by utrzymać czyste konto do samego końca.
- Nie jesteśmy z tego powodu zadowoleni, szczególnie, że w chwili, gdy unosił się dym na boisku i nie graliśmy, uczulałem zawodników na to, że zależy nam na zachowaniu czystego konta. To wiele znaczy nie tyle, co dla bramkarzy, ale też dla całej obrony. Ogólnie ostatnie minuty były niedbałe w naszym wykonaniu i tego typu niedbałość towarzyszyła nam przy stałym fragmencie gry - dodał trener.
Frederiksen stanął w obronie Skrzypczaka. "Nie zgadzam się z krytyką"
Na przestrzeni całego spotkania defensywa Lecha spisywała się raczej bez zarzutu - poza jedną sytuacją w pierwszej połowie, gdy sam na sam z bramkarzem znalazł się Jehor Macenko. Bardzo pewnie zagrał Mateusz Skrzypczak, któremu po meczu przyznaliśmy notę "7". Jego występ potwierdził słuszność decyzji trenera, który w ostatnich tygodniach rzadko pomija go przy ustalaniu wyjściowego składu.
Mimo to, obrońca od dłuższego czasu zmaga się z krytycznymi opiniami. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem we Wrocławiu, nie brakowało komentarzy o jego obecności w składzie. Niels Frederiksen postanowił zabrać głos ws. piłkarza.
- Nie zgadzam się z krytyką Mateusza Skrzypczaka. Ma dobry okres, jest w dobrej formie, chyba w najlepszej od powrotu do Lecha. Podejmuje dobre decyzje w naszym polu karnym i jest mocnym punktem drużyny. Nie rozgrywa perfekcyjnych meczów, ale w naszej drużynie, czy ogólnie w futbolu nie ma piłkarzy, którzy nie popełnialiby żadnych błędów. Rozumiem, że są ludzie, którzy mogą myśleć inaczej - powiedział szkoleniowiec Kolejorza.
Niespodziewana rola Gumnego. Trener Lecha wyjaśnił swoją decyzję
Na duże słowa uznania zasłużył za to Patrik Walemark, którego występ stał pod znakiem zapytania ze względu na ostatnią infekcję. Piłkarz nie był gotowy na występ w większym wymiarze czasowym niż pół godziny, które otrzymał od duńskiego szkoleniowca. To nie przeszkodziło mu w zdobyciu dwóch bramek, które przypieczętowały przewagę Lecha w drugiej połowie.
- Patrik wrócił do nas we wtorek lub środę, a na pełnych obrotach pracował dopiero dzień przed meczem. To było maksimum, jakie mógł dzisiaj zagrać - przyznał Frederiksen.
Jednocześnie trener wytłumaczył wybór Roberta Gumnego do roli skrzydłowego, choć na ławce oprócz Walemarka znajdowali się także Luis Palma czy Daniel Hakans. Ostatecznie Honduranin nawet nie zameldował się na murawie, a reprezentant Finlandii wszedł na boisko w 72. minucie.
- Chciałbym zwrócić uwagę, że mieliśmy trzech skrzydłowych, którzy wracali po meczach reprezentacyjnych. Palma wrócił do nas dopiero w piątek, o Walemarku wspominaliśmy, że był nieco chory, a Hakans czuł odrobinę zmęczenia po spotkaniach kadry. Mieliśmy opcję, by użyć Roberta na tej pozycji. Pamiętajmy, że świetnie pracował w ostatnich tygodniach. Tego piłkarza cechuje duży profesjonalizm i też zasługuje na minuty w wyjściowym składzie. Myślę, że wykonał dobrą robotę, a drużyna potrzebowała go w tym miejscu na boisku - rozwinął Duńczyk.
Wszyscy piłkarze powinni być już do dyspozycji trenera w najbliższy czwartek, gdy mistrzowie Polski na własnym obiekcie podejmą Bayer Leverkusen w ramach 2. kolejki fazy ligowej Ligi Europy.
Komentarze (0)