Niels Frederiksen musi mądrze wybierać. Między zawodnikami trwa rywalizacja
Fanów z pewnością ciekawi to, jak Niels Frederiksen podejdzie do tematu rotacji na środku obrony i rozdzielania minut między Terry'ego Yegbe i Mateusza Skrzypczaka. Dotychczasowe wybory Nielsa Frederiksena budziły mniejsze lub większe kontrowersje w social-mediach, a szala w ostatnim czasie zaczęła przechylać się na korzyść wychowanka Kolejorza. Były gracz Jagiellonii Białystok wykorzystał problemy swojego kolegi z drużyny i zapewnił sobie pierwszy skład na środku obrony do spółki z Wojciechem Mońką.
Rola Yegbe w trakcie ostatniego miesiąca zaczęła maleć proporcjonalnie szybko do jego wystrzału formy na początku sezonu. Ghańczyk zaliczył pamiętne, znakomite wejście do zespołu, prezentując w pierwszych spotkaniach najwyższą dyspozycję. Dawał na środku obrony wszystko, czego oczekiwano od współczesnego stopera: siłę fizyczną, odpowiedzialność z piłką przy nodze, agresję w pressingu i inteligencję przy przechwytach w grze "na ścianę".
Problemy przyszły jednak dość niespodziewanie, ponieważ były gracz Metz został odstawiony na bocznicę wraz z nadejściem problemów wizowych przed wyjazdową rywalizacją z Klaksvik. W efekcie opuścił tydzień treningów jak i sam mecz na Wyspach Owczych, spędzając większość swojego czasu w afrykańskim konsulacie. Kiedy już jednak powrócił do kadr meczowych, Niels Frederiksen z miejsca posadził go na ławce rezerwowych, decydując się na budowaniu formy Mateusza Skrzypczaka. Szkoleniowiec wspominał o tym, że był zadowolony z postawy polskiego stopera.
Panowie dosłownie wymienili się rolami. Terry Yegbe od początku sezonu do wyjazdowego rewanżu z KI Klaksvik rozegrał łącznie pięć z siedmiu spotkań. Natomiast od czasu zawirowań Ghańczyka ze sprawami wizowymi Skrzypczak zaliczył natomiast siedem z maksymalnych ośmiu spotkań w tym czasie.
Summa summarum obaj zawodnicy na starcie sezonu osiągnęli bliźniacze liczby. Obaj wystąpili w dziewięciu spotkaniach i każdy z nich zdobył po jednym golu w trakcie swoich spotkań. Jedynie Mateusz Skrzypczak zaliczył nieznacznie więcej minut od swojego konkurenta. Dokładnie to 765 na 715 Ghańczyka w tym sezonie
Skrzypczak rośnie w oczach. Yegbe tymczasem kruszy się coraz bardziej
Przed wznowieniem rozgrywek po przerwie reprezentacyjnej kibiców może w szczególności ciekawić to, jak będzie obecnie wyglądać hierarchia w zespole na pozycji stoperów. Póki co nie ma żadnych wątpliwości tylko, do tego, że pozycja Wojciecha Mońki jest nienaruszalna. Na ten moment faworytem do partnerowania 19-latkowi wydaje się Mateusz Skrzypczak, który mniej więcej od połowy sierpnia jest praktycznie nieusuwalną częścią jedenastek Nielsa Frederiksena.
Polak być może nie jest w wybitnej dyspozycji, ale obecnie prezentuje się solidniej od swojego rywala. Były gracz Jagiellonii przestał prokurować w ostatnim czasie tak częste straty bramek po błędach indywidualnych, a zaufanie Nielsa Frederiksena ewidentnie zaczęło mu służyć. "Skrzypa" inaczej niż wcześniej zaczął także stawiać na odważniejsze, wyższe wyjścia w pressingu odcinając atakujących od podań. Zaczął grać w stylu przypominającym właśnie wersję Terry'ego Yegbe z początku sezonu. Po piłkarzu widać więcej pewności siebie i tym samym także agresji - jakże potrzebnej w stylu gry, który preferuje Duńczyk.
Niestety, w przypadku konkurenta doświadczamy obecnie zupełnie odwrotnego trendu. Ghańczyk przestał prezentować postawę zgodną ze swoim motto: "Wszelka broń ukuta na ciebie będzie bezskuteczna". Piłkarz stał się wyjątkowo podatny na błędy i ciosy ze strony rywali. Skała, którą był jeszcze na początku tego sezonu, posypała się w zaskakująco szybkim tempie. Yegbe znalazł się na cenzurowanym szczególnie po spotkaniu z Crystal Palace, kiedy to powrócił do gry i z miejsca dał argumenty Nielsowi Frederiksenowi argumenty do tego, by posadzenić go na ławce na jeszcze dłużej.
Przeciwko ekipie z Premier League najpierw sprokurował jednego z najbardziej kuriozalnych goli w tym sezonie po niesławnym już wrzucie z autu, a w drugiej połowie tylko spalony uratował go od jeszcze gorszego błędu. Wtedy to tym razem był bliski dopuszczenia się nieprawdopodobnego trafienia samobójczego. Po tym starciu wylała się na niego fala krytyki, a sam zawodnik nie poprawił swojej sytuacji także w trakcie ostatniego spotkania z Energy Cottbus.
Już przy swoim pierwszym kontakcie z piłką popełnił na tyle poważny błąd, że ten w efekcie doprowadził do straty pierwszego gola przez Lecha Poznań. Ghańczykowi piłka uciekła spod nogi przy odbiorze przez co przeciwnik bez przeszkód ruszył z atakiem na bramkę Pruchniewskiego. Pewność siebie Terry'ego Yegbe ewidentnie nie znajduje się obecnie nawet na optymalnym poziomie - raczej jest daleka od tego i nie ma co się temu dziwić, biorąc pod uwagę to, że jakiekolwiek odstępstwa od normy w jego przypadku skutkują zesłaniem na ławkę rezerwowych.
Trener Lecha musi znaleźć złoty środek. "Będziemy potrzebować wszystkich zawodników"
Z tego powodu fani mogą mieć wątpliwości, co do sposobu budowania formy Ghańczyka przez Nielsa Frederiksena. Faworyzowanie Mateusza Skrzypczaka i nakładanie presji na Yegbe po każdym z jego błędów nie wskazuje na to, by afrykański gracz znajdował się na dobrej drodze do odzyskania odpowiedniej mentalności. Niels Frederiksen skonfrontował się wczoraj z pytaniami na temat mentalności Ghańczyka.
- Nie musicie się martwić o jego mentalność. To nie problem. Jest profesjonalnym piłkarzem i czasem w futbolu przydarzają się błędy. Nie zawsze zmieniasz piłkarza, dlatego, że go popełnił, bo każdemu graczowi to się zdarza. To nie jest nic nowego. Terry dostanie swoje minuty. Zacząłem swoją wypowiedź od tego, że mamy przed sobą dziewięć spotkań w trakcie 30 dni - będziemy potrzebować wszystkich zawodników - przekonywał Niels Frederiksen tłumacząc się ze swoich decyzji kadrowych.
O trenerze Nielsie Frederiksenie mówi się jak o mistrzu zarządzania i teraz, biorąc pod uwagę dyspozycję swoich zawodników na środku obrony, kolejny raz jako menedżer ma przed sobą odpowiedzialne zadanie na wielu płaszczyznach. Z jednej strony musi dopasowywać ich pod danych rywali, a z drugiej musi uważać, by przysłowiowo "nie zakopać" swoich podopiecznych na ławce rezerwowych. Kibice Lecha Poznań przekonali się już o tym, jak na nich działa presja walki o skład i niekoniecznie za maksymalną mobilizacją zawsze podąża pewność siebie. Przynajmniej tak pokazują to wydarzenia boiskowe widziane z trybun.
- Niezależnie od tego, kogo wprowadzam, zawsze coś zyskuje i zawsze coś tracę. Kilkukrotnie dyskutowaliśmy na temat rotacji na pozycjach bocznych obrońców - ich profile są zróżnicowane, tak samo jak u stoperów. Oczywiście, możemy stwierdzić, że Mateusz Skrzypczak bardziej przywykł do naszego stylu gry w szczególności, jeśli chodzi o operowanie piłką. Terry jest natomiast bardzo silny, bardzo fizyczny i bardzo szybki. Mogę wybierać różnych stoperów na różnego typu mecze - informował trener Kolejorza.
Do tej pory w przypadku onu panów raczej panował podział, w którym to Terry Yegbe wyrastał na faworyta do gier w europejskich pucharach. Mateusz Skrzypczak bazował natomiast bardziej na budowaniu swojej pozycji w spotkaniach Ekstraklasy, gdzie poziom intensywności nie był tak wymagający. Niewykluczone, że taka sytuacja utrzyma się także w kolejnych dziewięciu spotkaniach, które Kolejorz rozegra do następnej przerwy reprezentacyjnej. Intensywność w grze Terry'ego Yegbe, parametry fizyczne oraz umiejętność trzymania rywali na dystans może się okazać kluczowa przy agresywnie grających zespołach w Lidze Europy.
W przypadku "Skrzypy" polskie rozgrywki wydają się dla niego o wiele lepiej dopasowane z racji na jego doświadczenie, a także bardziej dominującą postawę Kolejorza. W Ekstraklasie Lech Poznań nie daje się łatwo spychać do defensywy i nie mierzy się z tak dużymi zagrożeniami ze strony ewidentnie silniejszych ekip. W związku z tym umiejętności wychowanka Kolejorza w rozegraniu, odpowiednia jakość w grze wyżej na połowie przeciwnika i brak częstego narażania się na pojedynki szybkościowe, mogą wpłynąć na takie, a nie inne wybory Nielsa Frederiksena.
Komentarze (0)