Szkoleniowiec Piasta bierze odpowiedzialność. "To jest bardziej pochwała"
Trener Piasta Gliwice zaczął konferencję prasową w dość nietypowy sposób, odnosząc się w pierwszej kolejności nie do samego przebiegu meczu z Lechem Poznań, a do... swoich słów, które wygłosił przed meczem. Wypowiedzi szkoleniowca dość nieoczekiwanie wywołały burzę w środowisku medialnym po tym, gdy opinia publiczna zinterpretowała je jako ewidentne uszczypliwości względem obrońcy tytułu.
Daniel Myślwiec stwierdził między innymi, że Lech, za kadencji obecnego szkoleniowca, strategicznie niewiele zmienia. Struktury pozostają takie same, a jedyne co ulega roszadom to w zasadzie tylko nazwiska. Niektórzy kibice odebrali to jako przekazanie między wierszami, że rywal Piasta Gliwice gra po prostu przewidywalnie i nie jest trudno go rozszyfrować. Szkoleniowiec drużyny przyjezdnych wyjaśnił tamto stanowisko.
- Chciałbym to jasno zakomunikować: trener Frederiksen i jego sztab grają tak samo, nie zmieniają struktury i to jest siła Lecha Poznań. Lech jest klubem, który powinien dominować i to ktoś powinien dostosowywać się do Lecha. Mówienie o tym, że on niewiele zmienia, nie jest ujmą tylko wręcz dostrzeżeniem i docenieniem tego, że można przez 2-3 lata grać tak samo konsekwentnie i zdobyć dwa mistrzostwa Polski. To jest bardziej pochwała niż zarzucenie jakichś ograniczonych kompetencji trenerowi i sztabowi - tłumaczył trener Piasta Gliwice na pomeczowej konferencji prasowej.
Drugą kwestią, do której trener gości postanowił się odnieść, to sformułowana przez niego teza o tym, że każdy z jego piłkarzy przebiegł podczas treningu więcej niż piłkarze Lecha w meczu z KI Klaksvik. To również zostało odebrane przez opinię publiczną jako ujma względem Kolejorza, czy pewien zarzut, że mistrzowie Polski mieliby rozegrać spotkanie z Farerami "na stojąco". Jednak i tu Daniel Myśliwiec stwierdził, że chciał w ten sposób wyrazić podziw dla pracy sztabu szkoleniowego rywali.
- Nie chodziło o to, że Lech nie biegał, bo mu się nie chce, tylko dlatego, że jest takim dominantem, że nie musi tego robić. On nie musi pressować, bo cały czas gra na połowie rywala, a nawet w trzeciej tercji. Stąd było takie odniesienie się do tego, że przy intensywności i sposobie gry Lecha, to wszystko jest spójne i to daje trofea. Rozwiewając wszelkie wątpliwości, moje wypowiedzi miały na celu zwrócenie uwagi na coś, co jest bardzo ważne w piłce: powtarzalność i konsekwencja idei oraz stylu, który daje zwycięstwa oraz trofea. Gratuluję mu tego, a trenerowi Frederiksenowi i jego ludzi duży szacunek. Trzymam kciuki szczególnie w meczach innych niż z Piastem - zakończył Daniel Myśliwiec.
Trener Piasta się przeliczył. "Chciałem pójść jeszcze bardziej do przodu"
Piast Gliwice również był wierny swojej piłkarskiej filozofii w meczu z Lechem Poznań, ale nie wystarczyła ona do tego, by ograć mistrza Polski na jego terenie. Właśnie ta chęć dorównania Kolejorzowi w wysokim pressingu koniec końców doprowadziła do tego, że ekipa przyjezdnych musiała oddać komplet punktów rywalowi.
Trener Daniel Myśliwiec wprost mówił o tym, że zdecydował się na pewne ryzyko czując, że jego drużyna znajduje się w dobrym momencie, ale rzeczywistość okazała się zgubna. Niemniej, szkoleniowiec wielokrotnie podkreślał wczoraj wieczorem, że cieszy się z tego, że jego drużyna podążała własnym stylem, nawet jeśli nie przyniósł punktów.
- Myślę, że szczególnie ta pierwsza połowa była taka, że zasłużyliśmy na coś więcej. W drugiej popełniliśmy zbyt wiele błędów jak na jakość przeciwnika i tutaj też kłania się jego konsekwencja. Na pewno coś, co trudno jest zrobić i wypracować, to wypchnąć tak dobrze zorganizowanego przeciwnika, który dodatkowo dobrze rozumie swoją ideę gry. Dlatego straciliśmy dużo sił na to, by bronić nisko i nie wykorzystywaliśmy tak momentów pressingu jak zakładałem, że będziemy wykorzystywać. Grając przy Bułgarskiej decyduję się na dwie zmiany, które mają na celu zrobić wszystko, by zwiększyć jakość i intensywność ofensywną. Być może to było kluczowe, że się "zgrzałem", chcąc pokazać, że przyjechaliśmy po pełną pulę i wykorzystać nasz dobry moment - relacjonował Daniel Myśliwiec.
Z tego powodu rodzi się pytanie: czy Lech Poznań z racji na swoją siłę, automatyzmy, powtarzalność i jakość, to w istocie zespół, którego do końca trzeba trzymać na dystans stosując głębokie zasieki obronne?
Być może to pozwoliłoby Piastowi Gliwice osiągnąć korzystny rezultat, tak jak to miało miejsce w pierwszej połowie, ale Daniel Myśliwiec ewidentnie "wynikowcem" nie jest. W swoich wypowiedziach podkreślał, że to właśnie w chwilach, gdy Piast starał się nawiązywać równorzędną walkę z Kolejorzem w kontekście pressingu, mistrz Polski w istocie miał największe problemy. Efekt w postaci porażki aż 0:3 mówi jednak sam za siebie.
- Więcej dobrego mieliśmy w chwilach, gdy pressowaliśmy. Dając odrobinę wolnego Lisowi czy któremuś ze środkowych obrońców, oni potrafili wtedy znaleźć wolnego człowieka. Dlatego pierwsza połowa, gdy częściej pressowaliśmy i robiliśmy to dobrze, przynosiła nam dobre okazje. Przy większej precyzji mogliśmy stworzyć ich nawet więcej. Dlatego to nie jest tak, że Lech gra w taki sposób i musimy się do niego dostosować. Wierzę, że każda drużyna powinna mieć swój styl i próbować go narzucić. Próbowaliśmy to robić - w pierwszej połowie wyglądało to nieźle, w drugiej słabiej, oceniając oczywiście przez efekt. Stąd moje ryzyko lub pójście va banque ze zmianami. (...) Chciałem pójść jeszcze bardziej do przodu i pomyliłem się - dzielił się odczuciami po spotkaniu trener Piasta Gliwice.
Komentarze (0)