Piłkarze Warty znajdują się między młotem, a kowadłem. Ich decyzje na nic się zdały
Warta Poznań w tegorocznym letnim oknie transferowym nie zdecydowała się pozostawić wszystkich zawodników, którzy przyczynili się do hucznego awansu do Betclic 1. ligi. O tym, że futbol bywa brutalny i pozbawiony sentymentów przekonał się sam Kamil Kumoch. Kapitan drużyny Zielonych, a także zawodnik, który był kluczową postacią dla środka pola Zielonych nieoczekiwanie został zwolniony ze służby. Po rozegraniu 33 spotkań w barwach Warty Poznań, gdzie odnotował 4 asysty i gola musiał czekać jak na szpilkach do ostatnich dni okna transferowego, by zyskać uznanie w oczach działaczy Podhala Nowy Targ dokąd finalnie się przeniósł.
Dotychczasowy żołnierz trenera Macieja Tokarczyka zdołał znaleźć nowego pracodawcę, ale w przypadku dwóch innych zawodników sytuacja wygląda zgoła odmiennie. Mowa o Marcelu Zylli oraz Igorze Kornobisie, których przyszłość wciąż nie jest jasna. Obaj zawodnicy wciąż znajdują się między młotem, a kowadłem. Z jednej strony wciąż trenują indywidualnie, a z drugiej nie mają realnie dokąd odejść. Trener Tokarczyk poinformował dziś, że znajdują się w dokładnie takiej samej sytuacji jak kilka miesięcy wcześniej i niewiele wskazuje na to, by Warta miała ich szybko upłynnić.
- Nic się nie zmieniło. Kadra jest tak budowana, że te miejsca, które zajmowali ci zawodnicy są zajęte przez kogoś innego. Tak naprawdę każdy z nich [Marcel Zylla i Igor Kornobis przyp. red.] miał wolną rękę w poszukiwaniu klubów, każdy z nich o tym wiedział i można powiedzieć, że to tylko ich decyzja spowodowała, że klubów nie znaleźli. Mieli, bowiem takie opcje. Igor leczy w tym momencie kontuzję barku, którą jeszcze wcześniej miał, a Marcel Zylla trenuje indywidualnie - poinformował dziś rano Maciej Tokarczyk.
W mediach brakuje jakichkolwiek doniesień na temat potencjalnych ruchów na rynku z udziałem tych dwóch zawodników, ale pewnym jest, że w zaistniałym momencie czas zdecydowanie nie gra na ich korzyść. Treningi indywidualne nie zastąpią zachowania rytmu meczowego i nie pozwolą utrzymać formy z poprzedniego sezonu. Brak decyzji latem o przenosinach do innego zespołu może zatem słono kosztować obu graczy, którzy póki co zdają się więcej tracić niż zyskiwać na swoich wyborach.
Trener Warty wraca do tematu młodego zawodnika. "Sporo rzeczy musi się wydarzyć"
Równie ciekawa jest także sytuacja Pawła Kwiatkowskiego. 19-latek przybył do Warty Poznań z Widzewa Łódź aby móc się odbudować po problemach zdrowotnych, a tymczasem okazuje się, że historia zatoczyła koło. Po rozegraniu siedmiu z 15 meczów w Betclic 2. lidze w poprzednim sezonie, zawodnik stracił miejsce w kadrze pierwszego zespołu. Trener Tokarczyk jak dotąd nie skorzystał z niego ani razu, co oczywiście jest podyktowane między innymi wzmożonym poziomem rywalizacji wśród środkowych obrońców. Trener już wcześniej wypowiadał się na temat trudnej sytuacji zawodnika.
- Kontuzja Pawła, której doznał jeszcze się ciągnie i jest na etapie powrotu do zdrowia. Tutaj na pewno bardzo dużo zależy od niego. Musi się wykazać taką rzetelnością, bardzo systematycznym podejściem do pracy i głównie tutaj zależy od niego jak szybko do nas wróci - mówił miesiąc temu Maciej Tokarczyk.
Warta Poznań w pierwszej linii dysponuje aktualnie Kacprem Lepczyńskim, Dmytro Avdeevem, Oleksandrem Azatskyim, a także Arkadiuszem Najemskim. W razie potrzeby dysponowany jest także Bartosz Lelito, co tylko podkreśla zażartą rywalizację o swoje minuty. Jakby tego było mało, coraz bliżej powrotu do gry jest także Tomasz Wojcinowicz - filar defensywy Zielonych i lider zespołu. Perspektywy dla Pawła Kwiatkowskiego są zatem dość kiepskie, a trener Tokarczyk podał dziś w tej sprawie więcej szczegółów.
- Sytuacja Pawła Kwiatkowskiego jest nieco złożona. Nie chcę tutaj zdradzać wielu szczegółów. Najważniejsze jest to, że sam zawodnik wie na czym stoi i musi wykonywać pewną pracę, żeby dawać akcenty. Rywalizacja jest jednak na tyle duża, że sporo rzeczy musi się wydarzyć, aby wybierać Pawła do składu na mecz - przekazał dziś trener Maciej Tokarczyk.
Warto wspomnieć, że mimo wysokiego poziomu rywalizacji trener Tokarczyk nie narzeka na nadmiar bogactwa w składzie. Zdaje sobie jednak sprawę z odpowiedzialności, jaka na nim ciąży w kontekście poświęcania minut poszczególnym zawodnikom. Piłkarzy, którzy wciąż czekają na to, by udowodnić swoją wartość jest jeszcze kilku oprócz Kwiatkowskiego.
Spośród nowych graczy powody do rozczarowania z powodu niewystarczającej liczby minut mogą mieć Antoni Młynarczyk czy Adrian Wnuk, którzy nie wydają się aktualnie pewniakami do gry w dłuższym wymiarze czasowym. O wymagających warunkach rywalizacji przekonują się również pierwszoplanowi zawodnicy z poprzedniego sezonu czyli Michał Smoczyński i Kacper Rychert.
Komentarze (0)