reklama

Warta Poznań przespała swoją szansę na trzy punkty. Stal miała ułatwione zadanie

Opublikowano:
Autor:

Warta Poznań przespała swoją szansę na trzy punkty. Stal miała ułatwione zadanie - Zdjęcie główne
Autor: Kacper Paterski | Opis: Dzisiaj w zespole Warty było kilka niedociągnięć.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaWarta Poznań powróciła do gry po przerwie reprezentacyjnej w stylu, który był daleki od oczekiwanego zarówno przez sztab szkoleniowy, jak i samych kibiców. Beniaminek podarował zwycięstwo pogrążonej w kryzysie Stali Mielec i pretensje o taki stan rzeczy może mieć tylko do siebie. Zawodnicy Macieja Tokarczyka zagrali w rozpoczynającym się o 12:00 meczu tak, jakby na murawie pojawili się ledwo co po opuszczeniu łóżek.
reklama

Zamiast wiatru w żagle przyszedł wiatr w twarz. Warta sama była sobie winna

reklama

Początek spotkania był daleki od idealnego dla Warty Poznań. Już w siódmej minucie zespół przyjezdnych został skrzywdzony po dośrodkowaniu, kiedy to krycie Cebuli zgubił w polu karnym Aleksander Wołczek. Zieloni otrzymali mocny, niespodziewany cios, ale natychmiast spróbowali się po nim podnieść. Reakcja była natychmiastowa: agresywny pressing, większe zaanagażowanie przy pojedynkach i bardziej bezpośrednia gra w ofensywie. Niestety, szanse na szybki comeback pogrzebały kolejne błędy indywidualne. W 11. minucie Cebula miał już dublet na koncie po tym, gdy tym razem w rozegraniu pod własną bramką fatalnie pomylił się Azatskyi.

Rozwiń

Zieloni prezentowali się bez zarzutu w grze bez piłki, ale ich niefrasobliwość w rozegraniu mogła zaskakiwać. Po 15. minucie spotkania tempo spotkania spadło, a goście mieli w związku z tym duże trudności z przedostaniem się w okolice pola karnego Stali Mielec. Gospodarze bardzo umiejętnie ustawiali się w średnim i niskim pressingu przez co wyeliminowali główny atut Warty Poznań w postaci szybkich ataków między liniami formacji. Gra w ataku pozycyjnym wyjątkowo "nie leżała" beniaminkowi przy wyniku 0:2 i widać było, że męczył się on na boisku, szukając sposobów na przedarcie się przez zwarte zasieki obronne.

reklama
Rozwiń

Stal Mielec natomiast czuła się komfortowo i pokazywała to coraz bardziej na każdym kroku. Warta Poznań nie zawiesiła wysoko poprzeczki, bowiem nawet w dogodnych sytuacjach po fazach przejściowych marnowała potencjał swoich akcji po niedokładnych zagraniach czy błędnych wyborach. Gospodarze bez większych problemów przejmowali dalekie podania posyłane z linii obrony przez co odcinali napędzającego akcje Mateusza Stanka od podań. Sytuacji nie poprawiały też indywidualne rajdy Kacpra Szymanka, który robił co mógł, by samodzielnie wykorzystywać wolne przestrzenie dzięki swoim rajdom. 

Warta Poznań schodziła na przerwę przegrywając 0:2 i mogła się cieszyć, że wynik dla rywali nie był wyższy. Ostatnie pięć minut pierwszej połowy przyniosło Stali Mielec kilka naprawdę znakomitych okazji strzeleckich, w których to kapitalnymi interwencjami popisywał się raz za razem Leo Przybylak. Kapitan Zielonych miał powody do sporego rozgoryczenia, a wręcz frustracji, że jego koledzy dopuszczali do tak szybkich, regularnych ataków na swoją bramkę. Stal prowadziła 2:0 i wyglądała na sto razy bardziej zmotywowaną do walki czy boiskowej ofiarności niż drużyna Macieja Tokarczyka.  

reklama

Zryw Apolinarskiego nie pomógł. Stal nie dała sobie wyrwać punktów

Po powrocie na boisko Warta Poznań powróciła też do realizowania swoich pierwotnych założeń. Zieloni zaczęli przybliżać się do przejęcia pełnej kontroli nad spotkaniem: wysokie wyjścia stoperów blisko linii środkowej gasiły akcje Stali w zalążku przez co goście zaczęli częściej utrzymywać się przy piłce. Przechwyty skutkowały natomiast natychmiastowymi dalekimi zagraniami na dobieg dla ofensywnych graczy Zielonych. Te jednak nie przynosiły oczekiwanego rezultatu, bowiem brakowało w nich dokładności.

Warta Poznań wreszcie jednak zaczęła przypominać zespół w pełni zdeterminowany, by wrócić do dzisiejszego spotkania. Jakby wreszcie zdała sobie sprawę z niekorzystnego wyniku meczu i musi poważnie nadganiać. Po 50. minucie nie dawali przeciwnikom miejsca do gry, a już zwłaszcza do ataków. Jednocześnie Zieloni, nie mogąc zbliżyć się do okolic bramki Macieja Gostomskiego, zaczęli częściej szukać swoich okazji do strzałów z dystansu.

reklama

W 71. minucie spotkania ciężka praca Warty Poznań wreszcie przyniosła skutek. Potężny wrzut z autu w pole karne autorstwa Marcela Stefaniaka wykorzystał Jakub Apolinarski, który po przedłużonym dograniu Azatskyiego w końcu zaskoczył golkipera Stali Mielec. Gol kontaktowy tylko napędził Zielonych i sprawił, że jeszcze częściej decydowali się oni na dalekie podania na dobieg pomiędzy liniami. W końcówce spotkania na znaczeniu szczególnie zyskali dynamiczni wahadłowi. 

Finalnie Warta Poznań nie zdołała wyrwać choćby punktu w Mielcu. Michał Smoczyński miał w końcówce kilka naprawdę świetnych okazji, żeby dać remis swojej drużynie, a tymczasem niewiele brakowało, by to Stal podwyższyła prowadzenie na 3:1. Na listę strzelców na chwilę wpisał się rezerwowy Maciej Domański, ale sędzia odgwizdał spalonego. Warta poniosła piątą porażkę w tym sezonie, ale na sukces dziś nie zasłużyła. Błędów i niedociągnięć u beniaminka było zdecydowanie zbyt wiele. 

 

Stal Mielec - Warta Poznań 2:1 (2:0)

 

Gole: Cebula 7., 11. - Stal - Apolinarski 71.

Stal: Gostomski - Matynia, Cebula (Domański 74.), Wlazło (Kościelny 81.), Ziobroń (Wyparło 61.), Tupaj, Gerbowski, Puerto, Oure (Gmur 61.), Cybulski (Kruszelnicki 74.), Kwiecień.

Warta: Przybylak - Lelito (Lepczyński 46.), Azatskyi, Avdeev - Apolinarski, Łysiak, Rejczyk (Steblecki 56.), Stefaniak - Wołczek (Kusztal 46.), Szymanek (Wybieralski 69.) - Stanek (Smoczyński 56.).

Sędziował: Piotr Pazdecki (Koszalin) 

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo