Stefaniak zamienił pewniaka na underdoga. "Wiele osób łapało się wtedy za głowę"
Na początku sezonu 2024/25 po transferze do Warty Poznań wróciły na chwilę stare demony z wcześniejszych klubów. Znów szybko trafiłeś na ławkę rezerwowych, pojawiły się problemy zdrowotne i niepewny grunt. Ponownie czekałeś na swoje szanse. Decyzja o zamianie Chojniczanki, która była o włos od awansu do Betclic 1. ligi na słabnącą w oczach Wartę Poznań była co najmniej kontrowersyjna. Jakie argumenty tobie przedstawiono, że zamiast dobrze prosperującego projektu sportowego wybrałeś znak zapytania, gdy wreszcie złapałeś balans w karierze?
Dobrze pamiętam tamten okres. Wiele osób łapało się wtedy za głowę, pytając: "co ty robisz?", "dokąd odchodzisz?". Wiadomo, że w tamtym czasie Warta nie kojarzyła się z klubem, który jest stabilny pod względem organizacyjnym i finansowym. Zwłaszcza po tych dwóch, feralnych spadkach. Głośno mówiło się o tych zaległościach względem zawodników czy ogólnych kłopotach z pieniędzmi. Największą rolę w tym, o co mnie zapytałeś odegrał trener Tokarczyk. Cała rozmowa z nim, spotkanie i prezentacja, którą mi przedstawił wraz z dyrektorem Michałem Wlaźlikiem były bardzo przekonujące. Czasami mówi się, że decyzje, których najbardziej się boimy są tymi, które powinniśmy podjąć. Myślę, że w tamtym okresie to był jeden z tego typu wyborów. Dużą rolę w kontekście transferu odegrała także moja żona, która mnie w tym wszystkim wspierała i pchnęła w stronę tego pomysłu. Finalnie bardzo się cieszę, że do tego wszystkiego doszło.
Co było takim największym atutem tego planu przedstawionego przez trenera Tokarczyka? To nie były zapewne założenia rodem z projektu "Galacticos" jak na tamte warunki Warty. Jakby tego było mało, byłeś także na wspomnianej fali wznoszącej. Co szczególnie skłoniło cię do tego, by dołączyć do Warty Poznań?
Myślę, że sam sposób gry był bardzo ważny. W Chojniczance byłem bocznym obrońcą - wiadomo, że na tej pozycji atuty ofensywne są ważne, ale zazwyczaj także ograniczone. W przypadku filozofii trenera Tokarczyka od razu przedstawiono mi system gry, gdzie mam być wahadłowym. Pokazał mi, jakie mam cechy jako zawodnik, które pasują do jego koncepcji i co musiałbym poprawić. To też mi imponowało, że są obszary, które on wyraźnie widzi i które jestem w stanie realnie ulepszyć. Gdyby udało mi się to zrobić, miałyby one bardzo duży wpływ na moją dyspozycję na boisku. To było dla mnie ważne, bo żeby móc grać wyżej, muszę się rozwijać i wiedzieć, w jaki sposób to zrobić.
Trenera Tokarczyka pewnie pamiętałeś także z czasów rywalizacji z Wisłą Puławy. Spodziewam się, że jako piłkarz Chojniczanki miałeś dobre wspomnienia na pierwszym spotkaniu, bo o ile się nie mylę, kiedy byłeś na boisku w meczu przeciwko jego drużynie wygraliście wtedy 4:1.
Tak. Dobrze pamiętam z tych analiz, które mieliśmy przed tym meczem, że bardzo mi imponował sposób gry Wisły Puławy. Mimo tego, że były tam problemy finansowe, a zespół nie dysponował nazwiskami z najwyższej półki w 2. lidze, to grali naprawdę fajny i atrakcyjny futbol. Myślę, że to też mnie skłoniło do transferu do Warty Poznań. Jako piłkarz lubię grać ofensywnie i głównie być na połowie przeciwnika, a nie pod swoją bramką. Wracając, bardzo ważny był dla mnie też cały ten wspomniany wcześniej plan rozwoju, zapewnienia ze strony władz klubu oraz stabilność finansowa wraz z planem restrukturyzacji. Tak naprawdę mogę teraz stwierdzić, że ze wszystkiego się wywiązali. Przez cały okres nie było opóźnień tak jak oni mówili, więc nie były to słowa rzucone na wiatr.
Lider Warty przez lata hartował swój charakter. "Miałem chwile zwątpienia"
Dzisiaj wszyscy cię podziwiają, zachwycają się twoją dyspozycją i jesteś na ustach wszystkich, ale nie zawsze tak było. Biorąc pod uwagę to jakie problemy spotkały cię w GKS-ie Tychy, te na początku kariery związane z kontuzjami, rzucanie z pozycji na pozycje i brak stałej gry, miałeś w głowie takie myśli, że trzeba sobie z tym wszystkim dać spokój? Było poczucie na zasadzie: "Nie ma opcji, nie wyjdę już z tej drugiej lub nawet trzeciej ligi"?
W Pogoni Szczecin przeżywałem swój najlepszy czas juniorsko-seniorski. W wieku 16 lat zacząłem grać w 3. lidze, byłem też zgłoszony do pierwszego zespołu i Ekstraklasy, a nawet miałem okazję grać w tych samych drużynach kadry narodowej co Moder oraz Puchacz. Wszystko szło w bardzo dobrym kierunku, wręcz modelowo, ale w pewnym momencie to się zastopowało. Ta poważna kontuzja, która mi się przytrafiła w 2018 roku wszystko zahamowała. Potem przyszedł proces rehabilitacji i decyzja, żeby zmienić klub na Widzew, który był wysoko w 2. lidze. Był tak naprawdę głównym kandydatem do awansu, więc naturalnie przyszła wizja wskoczenia z nim do pierwszej, co było bardzo atrakcyjne. Tam jednak prawdziwej szansy nie dostałem, a na domiar złego zakończyliśmy sezon na czwartym miejscu. Potem przyszły też zmiany na stanowiskach trenerskich i dyrektorskich przez co pojawił się inny pomysł na moją osobę. W efekcie wypchnięto mnie pod koniec okienka na wypożyczenie...
... No i to chyba właśnie od tego zaczął się cały efekt kuli śnieżnej, jeżeli chodzi o wszystko co najgorsze w twojej karierze.
Tak. W związku z momentem, w którym ze mnie zrezygnowano, opcji pod znalezienie na rynku klubu z 2. ligi, który byłby na mnie chętny już nie było. Pozostała mi trzecia liga, a dalej przyszedł ten nieszczęsny COVID, przez który tylko te ligi centralne dokończyły sezon. Niżej tego nie było, więc straciłem kolejne pół roku gry. Potem trafiłem do wspomnianego przez ciebie GKS-u Tychy, gdzie trener Derbin stawiał na innych zawodników. Krzysztof Wołkowicz był graczem, z którym byli razem w Bełchatowie i stanowił jego pewny punkt, więc nie dziwię się, że mój pobyt tam wyglądał tak jak wyglądał. Zdobywał gole, notował asysty, więc musiałem czekać na swoją szansę. Zagrałem może w sześciu spotkaniach, ale potem zanotowałem za to dobry czas w Olimpii i dzięki temu znów trafiłem na piłkarską mapę. Stamtąd trafiłem do Chojniczanki, gdzie tylko udowadniałem swoją jakość.
Dałeś się w pewnym momencie faktycznie złamać? Były już chwile, w których traciłeś nadzieję, że wykonasz krok naprzód i spełnisz zarówno swoje oczekiwania jak również ludzi, którzy w ciebie wierzyli? Pytam, bo kiedy już przychodzi pech za pechem, to w pewnym momencie naprawdę wydaje się, że jest to niepowstrzymana, przygniatająca siła, przed którą nie ma ucieczki.
Ta droga była długa i wyboista. Nie będę ukrywać tego, że miałem chwile zwątpienia, gdzie chciałem rzucić to wszystko. Miałem w głowie to, że wszystkie moje problemy zdrowotne i złe decyzje spowodowały, że tułałem się po 2. lidze czy rezerwach pierwszoligowego klubu po tym, gdy jeszcze względnie niedawno grałem w reprezentacji Polski z kolegami, którzy w tym samym czasie zbierali doświadczenia w Serie A albo Premier League. Jednak niezależnie od tego, gdzie faktycznie byłem, to robiłem wszystko, co trzeba było i jeszcze więcej. O ten mental zawsze mocno dbałem, starając się zawsze robić więcej. W Pogoni Szczecin robiłem nawet aż za dużo, co pewnie mi przeszkodziło w rozwoju mojej przygody i miało wpływ na późniejszą kontuzję. Myślę jednak, że tak po prostu musiało być. Ten mental miałem ciągle na odpowiednim poziomie, a dodatkowo on ciągle się rozwijał przez to, że się nie poddawałem. Ciągle wierzyłem i ciągle wierzę, że jestem zawodnikiem, który będzie w stanie grać na poziomie Ekstraklasy.
Z perspektywy czasu uważasz, że to wszystko, co się wydarzyło to był zwyczajny brak szczęścia, trafienie w nieodpowiednie środowisko w nieodpowiednim czasie? A może jednak chodziło o twój brak dojrzałości z racji braku doświadczenia i młodego wieku jak na tamten trudny czas? Pytam dlatego, że wciąż mam w głowie to, co powiedziałeś o tej gruntownej analizie oferty trenera Tokarczyka. To wydaje się teraz takie oczywiste, takie proste.
Kiedy jest się młodszym, to nie ma się takiego doświadczenia w tych sprawach. Niektóre z nich są dla ciebie nowe. Masz agentów, którzy oczywiście tobie doradzają, a ty jako młody zawodnik wierzysz w to, co oni mówią. Chcesz podejmować dla siebie jak najlepsze decyzje, jak słyszysz o planach czy wizjach. To się wydaje świetnym pomysłem, ale dopiero po czasie okazuje się decyzją trafioną. Trudno jest mi ocenić, co było dokładną przyczyną tego wszystkiego. Może wszystko po trochu? Może brak szczęścia? Myślę, że niektóre sytuacje wydarzyły się na moje własne życzenie. Może jakbym był chłopakiem, który bardziej chciał słuchać, a nie takim, który wie wszystko najlepiej i ma pewną obsesję to byłoby lepiej.
Obsesję?
Tak. Głównie na punkcie treningów piłkarskich i motorycznych. Panowała wtedy pewna "moda" na doskonałość i myślę, że nie tylko to mi mogło to wyrządzić krzywdę. W Pogoni było pełno świetnych trenerów, którzy chcieli dla mnie dobrze, a ja ich nie słuchałem - robiłem im na przekór. Wszystko po to, by udowodnić sobie i im, że wiem lepiej. Myślę, że to też miało znaczenie, bo może wtedy nie doszłoby do jakichś poważniejszych kontuzji. Może rozwijałbym się tak, jak miałem się rozwijać. To jest jednak tak naprawdę teraz takie wróżenie z fusów. Najwyraźniej tak musiało być. Jest sporo historii zawodników, którzy dość szybko weszli na ten poziom Ekstraklasy, korzystając z tego przepisu o młodzieżowcu. Teraz przykładowo rozgrywają mecze na poziomie trzeciej lub czwartej ligi. Niektórzy pewnie już nawet nie grają w piłkę. Ja natomiast nie byłem beneficjentem tego programu i powiedzmy, że taką pokrętną drogą, trochę pod górę, trochę nie tak jakby każdy sobie tego życzył dotarłem tu, gdzie jestem. Powiedzmy, że tak musiało być.
Tak, jak teraz spoglądasz na to wszystko i wspominasz w rozmowie ze mną, masz jakieś momenty, których szczególnie żałujesz? Gdybyś mógł cofnąć czas, to w szczególności chciałbyś zmienić coś na osi czasu?
Wszystkie te doświadczenia w pewien sposób mnie ukształtowały. Dzięki nim jestem teraz w Warcie Poznań i dzięki nim poznałem takie osoby, jakie poznałem. Obierając tę drogę, którą obrałem poznałem także swoją żonę. Gdyby nie fakt, że pojechałem na Śląsk do GKS-u Tychy, to istniałyby marne szanse, bym poznał swoją partnerkę, która jest właśnie z tego miasta. Myślę, że tak właśnie miało być. Obecnie jestem bardzo szczęśliwy i tak naprawdę niczego nie żałuję. Cieszę się z tego, co jest teraz i cieszę się z tego, co mam oraz z tego, na jakiej drodze jestem. Nie chcę szukać rzeczy, które można było zrobić lepiej, bo po prawdzie wszystko można było zrobić lepiej. To jednak człowiek wie po czasie. Ważne jest, żeby wyciągać wnioski na przyszłość i nie powielać błędów.
Gwiazda Warty mówi o planach na przyszłość. "Za marzenia nie karzą"
Powiem tobie szczerze, że mimo wszystko nawet teraz nie zazdroszczę tobie sytuacji. Jesteś szczęśliwy w tym miejscu, w którym jesteś, masz wszystko ustabilizowane w życiu zawodowym i prywatnym, a z drugiej strony... nie uwierzę, że latem tego roku nie rozdzwoniły się po ciebie telefony w trakcie okna transferowego (śmiech). Nie uwierzę w to, że nikt nie proponował ci gry wyżej. Przed tobą kolejny trudny wybór: zostać w sukcesywnie rozwijającym się projekcie, czy znów wypuścić się na głęboką wodę?
Kontrakt kończy mi się z końcem czerwca 2027 roku. Żadne rozmowy nie zostały jeszcze rozpoczęte na temat przedłużenia, ale spodziewam się, że prędzej czy później usłyszę w kuluarach, że to się stanie. Co będzie za rok? Ciężko mi powiedzieć. Każda hipotetyczna decyzja, którą podejmę nie zmieni mojego podejścia. Myślę, że wiele osób chciałoby być na moim miejscu i jest to w gruncie rzeczy fajna sytuacja. Wiadomo, że rodzi pewien ból głowy, bo decyzje są czasami ciężkie, ale skutek zobaczymy dopiero za jakiś czas. Życzę sobie i każdemu innemu, by te decyzje były jak najbardziej trafne, bo nie ma co się oszukiwać, że mają ogromny wpływ na nasze życie. Teraz nie wiem, jaką decyzję podejmę.
Zatem można powiedzieć, że masz pewien ból głowy.
Tak, ale jednocześnie staram się, by w każdym meczu i w każdym mikrocyklu treningowym robić wszystko jak najlepiej. Tak, by zaprezentować się jak najlepiej w meczu i w każdym z nich udowadniać swoją piłkarską wartość na poziomie 1. ligi. W poprzednim sezonie zrobiłem to na niższym szczeblu i kluby spoglądały na mnie w kontekście ewentualnego transferu, ale wciąż, podkreślę to, udowodniłem tą wartość jako zawodnik drugoligowy. Z dosyć fajnymi liczbami jak na wahadłowego, ale wciąż drugoligowy. Teraz moim celem jest to, aby udowodnić swoją wartość na zapleczu Ekstraklasy. Czysto hipotetycznie jakbym teraz w to lato odszedł z Warty i przyszedł do klubu z 1. ligi, to byłbym postrzegany jako bardzo dobry zawodnik jak na warunki trzeciego szczebla rozgrywkowego. Natomiast jeśli teraz podtrzymam swoją regularność w grze i pod względem osiąganych liczb, wszyscy będą na mnie patrzeć już zupełnie inaczej. To jest dla mnie cel na ten sezon. Myślę, że zarówno ja jak i ktokolwiek inny nie spodziewał się, że osiągnę taki... "całkiem niezły" początek pod względem statystyk.
Twoje wypowiedzi wskazują zatem na to, że kibicom Warty Poznań może towarzyszyć umiarkowany optymizm w kontekście twojej przyszłości. Wygląda na to, że nie zamierzasz odchodzić przy pierwszej, lepszej okazji byle tylko do wyższego rangą zespołu.
Cieszę się z tego, gdzie jestem i co przyniesie mi każdy kolejny tydzień. Każdy kolejny mecz będzie inny i postaram się z niego wyciskać tyle, ile się tylko da. Potem zobaczę, co przyniesie mi koniec sezonu. Życzę sobie tego, jak również mojej drużynie, mojemu klubowi i całej społeczności Warty Poznań, żeby ten wynik był podobny do poprzedniego. Życzę sobie abyśmy zrobili awans do Ekstraklasy i żebym tam grał w barwach Warty Poznań. To też byłoby dla mnie bardzo dobre rozwiązanie z racji tego, że bardzo dobrze czuję się w klubie, a i w samym mieście z żoną żyje nam się świetnie. Jest tutaj super energia, mamy świetną drużynę i to byłoby najlepsze rozwiązanie. Jak to się jednak wszystko potoczy? Zobaczymy za kilka miesięcy.
Latem tego roku miałeś już pewien przedsmak tego, co może cię czekać po 30 czerwca 2027 roku?
Z tego, co wiem zainteresowanie było dość duże. Moja umowa nie posiadała jednak kwoty odstępnego, a w związku z tym żadnych konkretów nie było. Wiadomo, że trzeba było zapłacić za mnie jakąś sumę. Nie jestem już najmłodszy, więc może nie ma we mnie takiego potencjału sprzedażowego (śmiech). Nie wiem, ale zupełnie na poważnie, to wiem o zainteresowaniu innych klubów choć konkretów nie było. Rozmawiając ze mną czy z menedżerem wiedzieli, że mam ważny kontrakt i tyle. Ewentualnie bardziej intensywnie zrobi się w okolicach zimy albo pod koniec rundy wiosennej.
Czy w obliczu pewnej niesamowitości twojej drogi, pewnej niezwykłości masz w sobie poczucie, że Ekstraklasa będzie spełnieniem twoich marzeń, czy może raczej stawiasz sobie poprzeczkę jeszcze wyżej? Twoja historia to idealny przykład, że wszystko się może zdarzyć. Może nawet przydarzy się jakiś wyjazd za granicę. Masz tylko 26 lat, czyli tyle, ile Jamie Vardy, gdy zaczynał karierę zawodniczą (śmiech).
Wiadomo, że wybiegamy dość mocno w przyszłość, ale jak to mówią... za marzenia nie karzą. Najbliższym celem na ten moment jest to, żeby móc regularnie grać w Ekstraklasie i zdobyć tam gola. Chcę tam udowodnić swoją wartość piłkarską i pokazać, że jestem w stanie tam rywalizować. Nie ma co się oszukiwać, ta Ekstraklasa z perspektywy ostatnich lat bardzo mocno się rozwinęła. Poziom poszedł w górę, co pokazuje, że ten cel nie jest łatwy do zrealizowania. Czuję jednak, że mogę go osiągnąć. Co do jeszcze dalszej przyszłości, to jestem człowiekim, który stawia sobie realistyczne cele, ale też ma w głowie plany będące bardziej "wyzywające". Poprzeczkę będę sobie ustawiać coraz wyżej. Myślę, że gdyby po dobrym sezonie w Ekstraklasie czy dłuższym okresie byłaby możliwość wyjazdu, to chciałbym go zrealizować. Pewnie po opublikowaniu naszego wywiadu będą osoby, które po przeczytaniu go pukną się w czoło przy tym fragmencie, ale myślę, że kibice już nie takie historie widzieli. Ona napisze się sama - ważne aby nigdy się nie poddawać. Życie zawodowego sportowca jest krótkie i trzeba wyciskać z niego jak najwięcej. Po zakończeniu kariery nie chcę sobie pluć w brodę, że czegoś nie udało mi się zrobić, a było blisko, bo czegoś nie dopilnowałem. Będę ciągle walczyć o to, żeby zaistnieć coraz wyżej.
Skoro mówimy o pukaniu się w czoło, to mnie osobiście bliżej jest do łapania się za głowę widząc, co wyprawiasz na boisku. Po dziewięciu kolejkach zrobiłeś połowę swojego indywidualnego wyniku z całego poprzedniego sezonu. Jakby tego było mało, liczby rozkładają się tak, że tylko w dwóch meczach nie odnotowałeś gola czy asysty. Dla mnie to jakiś kompletny ewenement. Zapytam zatem jako kibic na sam koniec, z czego wynika to, że na boisku nie da się ciebie zatrzymać? Jak to się dzieje, że zawsze dajesz "coś"? To efekt tego, że umocniłeś się na swojej pozycji i złapałeś tę stabilizację, której wcześniej nie było?
Zaufanie trenera i wiara we mnie mają bardzo duże znaczenie. To na pewno bardzo wiele daje, bo co tydzień gram regularnie po blisko 90 minut. Kiedy się zdobędzie gola czy odnotuje asystę, nabiera się takiego przeświadczenia, że zrobi się to znowu. Mamy w szatni takie powiedzenie: "prawo serii". Ja w nie mocno wierzę. Tak jak kiedyś mówiłem: "nie no, muszę dać cztery asysty i bramkę, bo wtedy będę zadowolony", tak teraz mam kompletnie inną skalę postrzegania tego wszystkiego. Pewność siebie i wiara w swoje umiejętności jest duża, bo co mecz coś sobie udowadniam. Ja nawet nie byłem świadomy tych liczb, które osiągam (śmiech). Ktoś mi ostatnio wysłał statystykę, że jakbym zdobył gola lub dał asystę w meczu z Grodziskiem, to byłby to mój dziesiąty mecz z rzędu z jakąś bramką czy asystą. Bardzo się cieszę ze swojej dyspozycji i co daję w związku z tym swojej drużynie.
To też jest w pewnym sensie imponujące, gdy mówisz o tym "prawie serii". Aby trzymać tempo rozwoju musisz być nakierunkowany na siebie, a z drugiej strony w tej pogoni za samodoskonaleniem ciągle masz przed sobą także dobro zespołu. Potrafisz łączyć dwie skrajności? Ego ciebie nie gubi?
To jest właśnie fajne, że każdy w zespole bierze odpowiedzialność za to, co robi. Każdy daje dużo jakości. Najlepiej o tym świadczy przykład Kacpra Szymanka, który w końcu do nas wrócił. Już w dwóch meczach dał liczby. To samo Mateusz Stanek w pierwszych kilku meczach dołożył od siebie cztery bramki i zaliczył asystę w meczu z Arką Gdynia. To też jest budujące, że wokół ciebie są zawodnicy, którzy dają dużo jakości i odpowiedzialności za zdobywanie goli. W naszej drużynie wszystko się fajnie rozkłada, co tylko pokazuje, jak ta drużyna została mądrze skonstruowana i jak mądrze funkcjonuje.
Komentarze (0)