Mecz walki przy Drodze Dębińskiej. Warta zmagała się z wyjątkowymi trudnościami
Tłumnie zgromadzeni na trybunach kibice Warty Poznań zdecydowanie nie mogli narzekać na brak emocji w starciu z Sandecją Nowy Sącz. Obie drużyny już od pierwszych minut wyszły na siebie z otwartymi przyłbicami i jasno pokazywały, że każda z nich chce przejąć inicjatywę za wszelką cenę. Fani obu drużyn praktycznie non stop oglądali akcje z wykorzystaniem pressingu, a zawodnicy toczyli ze sobą wyrównane pojedynki. W pierwszych minutach to jednak przyjezdni zdawali się być bliżej wyjścia na prowadzenie, oddając częste strzały na bramkę Leo Przybylaka przy każdej możliwej okazji.
Ich ataki tylko się nasilały, a Warta Poznań miała początkowo problem, żeby zapanować nad przebiegiem spotkania. Dość szybko pozbywała się piłki i próbowała wyjść na prowadzenie za pomocą szybkich atakach po fazach przejściowych. Ich niedokładność odbierała jednak okazje na gole choć trzeba przyznać, że sama Sandecja była świetnie dysponowana pod względem fizycznym. Zieloni szukali sposobu na uspokojenie gry, ale rywale nie dawali im wychnienia zmuszając gospodarzy do ciągłych pojedynków pod presją.
Jednak podopieczni trenera Macieja Tokarczyka również w niczym nie odpuszczali przyjezdnym i zostawiali na murawie absolutnie wszystko byle tylko ich powstrzymać przed wyprowadzaniem groźnych akcji. W związku z tym, że nikt nikomu nie ustępował w wysiłkach rywalizacja przez pierwsze 30 minut była niesamowicie wyrównana. Kibice nie oglądali wielu groźnych okazji strzeleckich, a zamiast tego byli świadkami nieustannych starć w środku pola i na bokach boiska.
Najlepsze okazje na gole pojawiały się niemal wyłącznie po rajdach Marcela Stefaniaka i Daniela Pietraszkiewicza na skrzydłach. To w dużej mierze po ich centrach w pole karne napastnicy Sandecji Nowy Sącz i Warty Poznań szukali swoich szans na gole. Często kluczową rolę odgrywały także kontrataki po przechwytach jednak i w takich sytuacjach bramkarzom zawsze towarzyszyła znakomita asekuracja. Kibice nie mieli okazji cieszyć się po golach w pierwszej połowie, a było to zasługą fantastycznie dysponowanych bloków defensywnych.
Obrony Warty i Sandecji były nie do złamania. Ich determinacja robiła świetne wrażenie
Po powrocie do gry Warta Poznań na nowo szukała swojego rytmu w grze. Jakość stała po stronie Sandecji Nowy Sącz i to ona częściej prowadziła akcje w ofensywie. Zieloni co prawda nadal wykonywali świetną pracę w pressingu, lecz rywale łapali pewność siebie i przenikali przez linie poszczególnych formacji za pomocą serii dokładnych podań. Gospodarze natomiast nie pokazywali w pierwszych minutach niczego ambitniejszego prócz dalekich podań na Michała Smoczyńskiego, który przegrywał pojedynki z rosłymi obrońcami Sandecji.
Warcie nie wychodziły także podania między liniami w trzecią tercję, co znacząco utrudniało im prowadzenie groźnych akcji. Ich rywale znajdowali rozwiązanie praktycznie na ich każdy pomysł, a gdzie nie mogli czegokolwiek wskórać tam Zielonym brakowało akurat dokładności. Jednakże Kacper Szymanek i Marcel Stefaniak pchali swój zespół ciągle do przodu, wypracowując najgroźniejsze okazje oraz dając potrzebny impuls do walki. Żelazna obrona Sandecji pozostawała jednak niewzruszona - opcji do ataku wciąż było bardzo mało i Zieloni otrzymywali najdogodniejsze sytuacje strzeleckie w zasadzie tylko po kontratakach i wyjściach na wolne pozycje.
Zieloni mieli znakomitą szansę, by wyjść na prowadzenie w 70. minucie meczu, ale nawet w sytuacji sam na sam z bramkarzem piłkę lecącą w światło bramki po uderzeniu Szymanka zatrzymał obrońca. Ta akcja dobitnie podkreślała nieustępliwość przyjezdnych, którzy zamykali wszystkie drogi dostępu. Warta jednak wraz ze zbliżającym się końcem meczu przeważała w meczu, odzyskując kontrolę nad jego przebiegiem. W okolicach 85. minuty Zieloni stanęli przed kolejną wyśmienitą okazją na gola, ale tym razem Szymanek pomylił się dosłownie o centymetry przy strzale w polu karnym.
Finalnie jedyni i drudzy musieli się zadowolić bezbramkowym remisem, a warciarze mogli szczególnie zgrzytać zębami po końcowym gwizdku. W ostatnich minutach gry wypracowali sobie kilka znakomitych okazji, ale słaba decyzyjność odebrała im szanse na prowadzenie. Zieloni nie zwiększyli w związku z tym swojej przewagi nad Olimpią Grudziądz i nie doskoczyli do Unii Skierniewice. Rywalizacja z Sandecją Nowy Sącz pokazała, że ostatnie trzy mecze mogą być szalenie emocjonujące dla Warty Poznań.
Warta Poznań - Sandecja Nowy Sącz 0:0 (0:0)
Warta: Przybylak - Lepczyński, Michalski, Waluś, Kumoch, Stanek, Niedzielski, Stefaniak, Kusztal (Stanek 90.), Avdieiev, Rychert, Smoczyński (Szymanek 54.).
Sandecja: Jeleń - Pleśnierowicz (Słaby 33.), Żurawski, Wołczek, Pietraszkiewicz (Oue 65.), Talar (Juszczyk 76.), Smajdor (Nawotka 65.), Kołbon, Brenkus (Kasprzak 76.), Błyszko, Ogorzały.
Kartki: Niedzielski 90. - Warta - Pleśnierowicz 18., Kołbon 19. - Sandecja
Sędziował: Piotr Pazdecki (Koszalin)
Komentarze (0)