Sportowy-Poznan.pl: Kim jest najbardziej tajemniczy trener AZS OŚ Taekwondo Poznań (śmiech)? Proszę opowiedzieć, czym zajmuje się Pan na co dzień, jak wyglądały Pana początki w sekcji i jak doszło do tego, że dziś prowadzi Pan jej najbardziej barwną i niestandardową grupę?
Hubert Pilarczyk: Na co dzień uczę w szkole, konkretnie w szkole muzycznej. Ale nie wychowania fizycznego, tylko informatyki i edukacji zdrowotnej. Mam również uprawnienia do nauczania WF-u i biologii, choć na razie z nich nie korzystam.
A skąd w Pana życiu wzięło się taekwondo? Pojawiło się dopiero na studiach, kiedy trafił Pan do grupy dla dorosłych AZS OŚ, czy miał Pan z nim kontakt już wcześniej?
Moja przygoda z taekwondo miała dwa etapy. Pierwszy zaczął się w moich rodzinnych stronach, w Wolsztynie, kiedy miałem osiem albo dziewięć lat. Trenowałem wtedy u trenera Krzysztofa Frankiewicza. Ten etap zaczął się jednak i dość szybko skończył, bo w młodości dopadła mnie dolegliwość kolan dość często spotykana u dzieci w tym wieku. Dotarłem chyba do żółtego pasa i mniej więcej w wieku dziesięciu lat taekwondo na jakiś czas zniknęło z mojego życia.
Ale ta historia na tym się nie skończyła?
Na szczęście nie. Drugi etap zaczął się w 2013 roku, kiedy na trzecim roku studiów w Poznaniu trafiłem do obecnej grupy „dla dorosłych”, czy też „dla każdego”. Wówczas, również historycznie rzecz ujmując, była to po prostu grupa studencka. Tak ją nazywano z bardzo prostego powodu - trenowali w niej przede wszystkim studenci. Szefem sekcji już wtedy był Robert Sadurski, którego kojarzyłem jeszcze z Wolsztyna, bo przyjeżdżał do nas jako egzaminator. Trenerem grupy studenckiej był natomiast Waldemar Łakomy. Dziś można powiedzieć - legenda sekcji. Wtedy, w 2013 roku, wiedziałem już, że grupa zawodnicza nie jest już na moje siły i zdolności, a opcja grupy studenckiej, zwanej też rekreacyjną, była ostatnim ratunkiem. Ważną postacią był dla mnie trener Łakomy, co chciałbym podkreślić. To on pokazał, że rozwój wymaga czasu, taekwondo można szybko uprawiać i szybko z niego zrezygnować, ale można też pomału i zostać na długo, a nawet na zawsze.
Taekwondo można szybko uprawiać i szybko z niego zrezygnować, ale można też pomału i zostać na długo, a nawet na zawsze.
Byli wtedy w tej grupie zawodnicy, którzy szczególnie zapadli Panu w pamięć?
Oprócz mnie trenowali w niej chociażby Wojtek czy Roman, który doszedł do nas później, a którego dziś wiele osób może kojarzyć z rolek i filmów promujących sekcję. Co ciekawe, obaj są z nami do dziś. Roman miał przerwę, ale wrócił. Różne drogi poszczególnych osób z tej grupy... Jednak każda prowadzi do sali przy Reymonta, to taki nasz Rzym (śmiech).
Ale Pana przygoda nie zatrzymała się na samym „chodzeniu na grupę studencką”. Z czasem płynnie przeszedł Pan do roli jej trenera.
Wspomniany Waldemar Łakomy został trenerem kadry Polski w taekwondo i zaczął sporo wyjeżdżać. Z czasem prosił mnie, żebym go zastępował. Raz, drugi, trzeci… i w ten sposób zostałem na stałe trenerem tej grupy. Bywało różnie. Najtrudniejsza była pandemia, mieliśmy silną grupę, a po pandemii zaczynaliśmy praktycznie od zera. Były treningi na których były dwie osoby - ja i ćwiczący
Taekwondo: sport czy sztuka walki?
Taekwondo olimpijskie jest dla Pana bardziej sztuką walki czy sportem walki?
Dla mnie było przede wszystkim szkołą dyscypliny. Wiedziałem, że trenując sam, nie byłbym w stanie narzucić sobie takiego reżimu, niezależnie od tego, co bym ćwiczył. Czyli, jak widać, jest to dla mnie trochę bardziej sztuka niż sport walki. Ale to drugie oblicze taekwondo olimpijskiego też bardzo lubię. Całkiem dobrze czuję się podczas sparingów.
A skąd pomysł, żeby zostać trenerem? Pedagogiczne ciągoty?
W pewnym momencie mocno wkręciłem się w taekwondo i stwierdziłem, że warto zdobyć uprawnienia instruktora. Prowadzę też zajęcia z taekwondo dla dzieci - kiedyś w Wirach, teraz przy Reymonta - i jestem egzaminatorem. Być może kiedyś pójdę w rozwijaniu się jako trener jeszcze o krok dalej.
Jako nauczyciela WF-u Pana uczniowie też kiedyś będą mogli spotkać w szkole?
Tutaj również niczego nie wykluczam. Jak mówiłem, mam uprawnienia do prowadzenia tego przedmiotu. Na razie czasami biorę zastępstwa i jest całkiem sympatycznie.
A przez szatnię nie idzie czasem szmer: „to ten, co ma czarny pas w taekwondo”? (śmiech)
Zdarza się, ale dzięki temu lekcje są chyba bardziej intrygujące. (śmiech)
Taekwondo dla studentów, dla dorosłych, dla każdego
Przejdźmy do wyjątkowej grupy, którą prowadzi Pan w sali przy Reymonta, za Areną. To nadal ta sama grupa, działająca od lat pod różnymi nazwami: studencka, dla dorosłych, niezawodnicza. Treningi odbywają się w poniedziałki i środy o godz. 20.30.
To prawdziwy zbiór indywidualności. Do tej grupy nadaje się właściwie każdy, a każda z ćwiczących osób ma swój własny pomysł na siebie. Każdy sam wyznacza sobie cele i nikogo nie demotywujemy. Nie ma jednego obowiązującego schematu, do którego wszyscy muszą się dopasować.
Ale jak podczas jednego treningu pogodzić cele 13-latka, który nie jest zawodnikiem, ale chce zrobić duży progres, z celami 50-letniego taty przyprowadzonego przez córkę z grupy sześciolatków, 30- i 40-letnich facetów ważących po 120 kilogramów i mających doświadczenie w sportach walki oraz z oczekiwaniami 15-latki, która przychodzi do Was przede wszystkim dla relaksu i dobrej kondycji psychicznej?
Jakoś nam to wychodzi i chyba bez większego problemu. Kluczem jest dobra atmosfera i indywidualne podejście. Prowadzenie tej grupy to dla mnie za każdym razem wyzwanie - każdy trening pomimo wcześniejszych założeń musi być na bieżąco układany ze względu na różność indywidualność trenujących. To nie założenia, które trzeba wykonać, tylko człowiek, który ma się rozwijać. Zapraszam wszystkich. Jeszcze nie było osoby, która chciałaby zostać z nami na dłużej, ale z jakiegoś powodu nie mogła. Dla każdego znajdzie się miejsce.
A tych miejsc potrzeba ostatnio coraz więcej. Wspomniany Roman czy chociażby Agnieszka występują w rolkach promujących grupę w mediach społecznościowych. Materiały przyciągają kolejne osoby, które chcą spróbować taekwondo niezależnie od wieku czy aktualnej formy.
Te nagrania, swoją drogą bardzo profesjonalne i naprawdę fajne, pokazują nie tylko umiejętności osób, które u nas ćwiczą. Przede wszystkim widać na nich zaangażowanie ludzi i atmosferę panującą w grupie. W poniedziałki i środy o godz. 20.30 przy Reymonta 35 naprawdę mile widziani są wszyscy. Nie wierzysz? Zapraszam na najbliższy trening. Można przyjść nawet bez wcześniejszej zapowiedzi. A to, jak długo z nami zostaniesz, zależy już tylko od Ciebie.
Komentarze (0)