ROW Rybnik ma argumenty, by zaszkodzić PSŻ-owi Poznań
Jacek Kannenberg przyznał w rozmowie z nami, że po tym jak ułożyła się tabela po meczu z Polonią Piła, zespół przeczuwał, że Abramczyk Polonia Bydgoszcz wybierze czwarty Orzeł Łódź, a wiceliderowi przypadnie ostatecznie trzeci w kolejności ROW Rybnik. PSŻ-owi Poznań w uniknięciu najgorszego mocno pomógł też styl, w jakim "Skorpiony" przejechały starcie z beniaminkiem Metalkas 2. Ekstraligi. Jak twierdzi menedżer zespołu, pewne play-offy sprawiły, że na jego żużlowcy nie dźwigali na barkach nadmiernej presji.
- Naszym celem był awans do fazy play-off. Przed rozpoczęciem sezonu przyjęliśmy sobie takie założenie i udało się je zrealizować. Tak naprawdę, jeśli chodzi o tę fazę sezonu i to, z kim będziemy jechać, to wiadomo było, że Polonia Bydgoszcz już jakiś czas przed ostatnią kolejką zapewniła sobie pierwsze miejsce. Nie mieliśmy w związku z tym żadnych założeń i przeciwko komu pojedziemy - wspominał Jacek Kannenberg.
Przedstawiciel PSŻ-u Poznań wspomniał w rozmowie z nami, że w play-offach wyniki z sezonu zasadniczego zostają odstawione na bok, a rozgrywki zaczynają się od nowa. Tymczasem warto przypomnieć, że "Skorpiony" dwukrotnie przecież jak dotąd pokonywały ROW Rybnik w ostatnich miesiącach. Z tego powodu dopytywaliśmy, czy tamte sukcesy mimo wszystko wpływają jakoś na zespół i stanowią o pewnej przewadze PSŻ-u Poznań?
- Pamiętajmy, że w pierwszym meczu, który jechaliśmy z ROW-em w Rybniku przeciwko nam jechała jeszcze stosunkowo inna drużyna. Nie było w niej chociażby Nicolaia Klindta, który dołączył do niej krótko po naszym starciu. Teraz jest to już zupełnie inny zespół oparty na dwóch mocnych liderach, którzy jadą bardzo równo. Mam tutaj na myśli właśnie Klindta oraz Janka Kvecha. Mimo wszystko pokonaliśmy Rybnik w rundzie zasadniczej i mamy też wyciągnięte wnioski po meczu wyjazdowym. Mamy też pewną bazę wiedzy zbudowaną również na podstawie meczu domowego. Mimo tego, że go wygraliśmy, to nie byliśmy z niego w pełni zadowoleni, bo ta wygrana to była męczarnia i trzeba to przyznać otwarcie. Te dwa wygrane mecze nie mają jednak większego znaczenia, bo wszystko się liczy od nowa - wskazywał menedżer poznańskiej ekipy w rozmowie z nami.
Wydaje się, że priorytetem PSŻ-u Poznań w nadchodzącym dwumeczu będzie powstrzymanie wspomnianego Jana Kvecha oraz być może przede wszystkim Nicolaia Klindta. Duńczyk okazał się być jednoosobową armią w ostatnim starciu na Golęcinie, a jego występy były praktycznie gwarancją trzech oczek dla jego ekipy. Indywidualny wynik renomowanego żużlowca z tamtej rywalizacji wyniósł 17+1 i to właśnie on mógł odebrać PSŻ-owi zwycięstwo. Jacek Kannenberg odpowiadał, czy w związku z tym priorytetem jego drużyny powinno być przede wszystkim ograniczenie do minimum atutów gwiazdy ROW-u.
- Nie możemy się skupiać na jednym zawodniku, bo powstrzymując jednego z nich poprzez np. inne przygotowanie toru możemy spowodować, że sami sobie strzelimy w stopę. Może się zdarzyć, że po takim zabiegu akurat nam przestanie taki tor odpowiadać, a innym zawodnikom z Rybnika jak najbardziej. Przyznam szczerze, że jeśli chodzi o występ Nicolaia to też mu go gratulowałem, bo był doskonały. Zrobił w zasadzie maksymalny wynik, jaki się dało i też dzięki jego postawie oraz Janka Kvecha Rybnikowi udało się sprowadzić wynik do tylko dwóch punktów straty w meczu. Mogę zapewnić, że nie będziemy się szczególnie skupiali na tym, by w jakiś szczególny sposób wyłączać jednego z naszych rywali. Zrobimy wszystko, by pomóc naszej ekipie i sprawić, by warunki torowe w Poznaniu odpowiadały nam jak najbardziej. Oczywiście będziemy mieć z tyłu głowy to, by być szczególnie czujnymi i uważać czy to na Klindta, czy to Kvecha - informował nas menedżer poznańskiego zespołu, Jacek Kannenberg.
Mówiąc też o tym, co może przechylać szalę na korzyść zespołu ROW-u Rybnik należy wspomnieć o kontuzji Kamila Witkowskiego. Utalentowany młodzieżowiec, który kilkukrotnie mocno zaznaczał swoją obecność na torach Metalkas 2. Ekstraligi i wnosił cenne punkty do zespołu PSŻ-u Poznań, złamał ostatnio rękę podczas DMPJ w Pile. To sprawiło, że przeciwko Polonii musiał pojechać Stanisław Ignaszak. ROW Rybnik będzie rywalem z zupełnie innej kategorii wagowej, a strata Witkowskiego może okazać się bardzo bolesna.
- Na pewno brak Kamila, tym bardziej, gdy w ostatnich dwóch meczach domowych był jednym z czołowych i najbardziej wyróżniających się zawodników, będzie odczuwalny. Z drugiej strony ta przerwa z powodu kontuzji też może nie potrwać tak długo jak się niektórym wydaje więc trzymam kciuki i serdecznie go pozdrawiam. Czuję, że szybko się zregeneruje i niejednego zaskoczy datą swojego powrotu. Oczywiście jednak nie wywieramy na nim żadnej presji i najważniejsze jest to, by doszedł do pełni zdrowia. Przeczuwam jednak, że jeszcze w play-offach będzie w stanie nam pomóc i jeszcze w tym sezonie dla drużyny z Poznania pojedzie - twierdził Jacek Kannenberg.
Koniec sezonu coraz bliżej. PSŻ już myśli o transferach?
Mówiąc o największych atutach, jakie stoją po stronie PSŻ-u Poznań we wspomnianej rywalizacji z ROW-em Rybnik, przedstawiciel "Skorpionów" wspominał w rozmowie z nami, że o sile drużyny stanowi przede wszystkim naturalnie silny lider w postaci Ryana Douglasa, który w zasadzie co mecz jest w stanie dorzucać przynajmniej 10 punktów do wyniku drużyny. Dodatkowo przesądza też swoimi występami o wyniku swojej drużyny. Równocześnie nie jest w tej kwestii osamotniony. W ekipie Eryka Jóźwiaka wspierają go też inne ważne ogniwa.
- Tak naprawdę poza Ryanem Douglasem mamy bardzo wyrównaną drużynę. Nawet, jeśli któryś zawodników ma gorszy dzień (wyłączając mecz domowy z Krosnem), to pozostali są w stanie tę lukę wypełnić. Zawsze mamy w swoich szeregach takiego bohatera czy bohaterów. Przed momentem w Pile w ich role wcielili się Niels-Kristian Iversen oraz Dimitri Berge. W meczu domowym z Łodzią natomiast świetnie pojechał Kacper Pludra i uratował wynik w biegach nominowanych. Myślę, że w perspektywie całego sezonu to był nasz duży atut, że po prostu mieliśmy drużynę. Oczywiście na Ryana mogliśmy liczyć w każdym meczu, ale do tego zawsze ktoś udziela mu wsparcia. Dzięki temu rezultaty w większości przypadków były korzystne i zakończyliśmy rundę zasadniczą na drugim miejscu - zauważał Jacek Kannenberg.
W związku z tym, że PSŻ Poznań wydaje się bardzo dobrze zbalansowaną drużyną, która odnosi sukcesy, pytaliśmy menadżera "Skorpionów", czy to oznacza, że reszta roku kalendarzowego będzie dla niego łatwiejsza niż wcześniej w kontekście budowy kadry? Większość wyborów do składu okazała się trafiona, a więc teraz trudno jest teraz znaleźć dziury, które wymagają szczególnego załatania.
- Oczywiście gdzieś pewne rozmowy są już prowadzone. Nie tylko ja odpowiadam za kwestie transferowe, bo to też prezes Kozaczyk jest w to mocno zaangażowany oraz choćby trener Eryk Jóźwiak. Wspólnie nad tym wszystkim pracujemy, ale sytuacja jest też na tyle komfortowa, że mamy utrzymanie w Metalkas 2. Ekstralidze i dzięki temu możemy już bardziej konkretnie myśleć o przyszłym sezonie. Mimo wszystko, na takie konkretne deklaracje czy nazwiska będziemy musieli poczekać. Mogę powiedzieć tyle, że nie śpimy, czuwamy i pracujemy nad przyszłym sezonem. Często towarzyszą nam już bardziej konkretne rozmowy, ale na ten moment sondujemy rynek i rozważamy różne koncepcje składu. Potrzebujemy chwili, żeby podjąć ostateczną decyzję - informował menedżer PSŻ-u Poznań.
Temat zmian kadrowych w PSŻ jest nierozerwalny z kwestią przyszłości Ryana Douglasa. Doniesienia o jego odejściu stają się coraz głośniejsze wraz z każdym kolejnym przejechanym meczem. Nie jest tajemnicą, że utrzymanie jednego z najlepszych "rajderów" Metalkas 2. Ekstraligi w ekipie "Skorpionów" graniczy obecnie z cudem, a jego odejście może stać się decydujące dla budowy kadry w przyszłym sezonie. Jacek Kannenberg odpowiadał na nasze pytanie dotyczącego tego, czy potencjalny wysoki wynik w play-offach w postaci chociażby awansu do finału pozwoli utrzymać "Ryanaira" na Golęcinie.
- Na pewno Ryan Douglas chce jeździć w Ekstralidze i mamy tego świadomość. Osobiście jestem też zdania, że jeśli ma spróbować tam swoich sił, to jest to odpowiedni moment. Rozumiem go jako sportowca, że chce się rozwijać i iść do przodu. Będziemy go w tej decyzji wspierali. Odnosząc się jednak do pytania, jeżeli udałoby nam się awansować no to pewnie szanse na pozostanie Ryana Douglasa w Poznaniu mogłbyby wzrosnąć. Awans na pewno mógłby nam pomóc, ale tak jak mówię, wiem, że bardzo zależy mu na tym, by jeździć w Ekstralidze. Całkowicie go wspieram w tej decyzji, a jak faktycznie będzie, to ostatecznie będziemy musieli jeszcze trochę poczekać - mówił dla nas Jacek Kannenberg.
Komentarze (0)