Pojedynek rewolwerowców zza łuku. Stankowski i Blanton w trybie terminatorów
Enea Basket Poznań weszła w mecz bez wyraźnego ognia w ataku. Drużyna przyjezdnych miała problem z wyprowadzaniem skutecznych, zespołowych akcji głównie za sprawą niedokładności w rozegraniu. Opanowanie piłki i decyzyjność nie stały dziś na początku spotkania po stronie przyjezdnych, a podopiecznych Edmundsa Valeiko w grze utrzymywali przede wszystkim Patryk Stankowski, ale też i Devontae Blanton.
Goście rozhulali się na parkiecie dopiero po pierwszych zmianach, kiedy to na parkiecie pojawili się Jan Malesa oraz Filip Siewruk. Enea Basket Poznań niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki złapała flow w ofensywie, a zawodnicy zaczęli rzucać i trafiać jak natchnieni. Na cztery minuty przed końcem pierwszej kwarty było już 10:17. Przyjezdni zafundowali rywalom prawdziwy koncert trójek. Przebieg ostatnich kilku minut wyglądał jakby dopiero wtedy na parkiet wyszła docelowa pierwsza piątka. Malesa kapitalnie sprawdzał się w obronie, na rozegraniu czy przy wymuszaniu fauli, a swoje cegiełki dokładali też wspomniany Siewruk, a w szczególności Blanton.
Enea Basket Poznań odżyła w ataku, ale gospodarze też nie próżnowali. Miasto Szkła Krosno wchodziło w drugą kwartę przegrywając 20:28 i zagrażało gościom przede wszystkim udanymi layupami na kosz. Największe zagrożenie generował oczywiście Murray, ale reszta jego kolegów też nie zawodziła przy dogodnych okazjach. Koszykarze Edmundsa Valeiki bronili na dobrej intensywności, w swoim stylu, energicznie i bardzo wysoko jednak gospodarze wypracowywali sobie szanse dzięki dobremu zgraniu i kilku naprawdę trudnym, celnym rzutom.
Mimo to, przewaga Enei Basket Poznań w połowie kwarty była solidna. Zespół Edmundsa Valeiki prowadził 34:25, a to wszystko za sprawą kontroli gry dzięki zbiórkom w obronie. Poprzez częste, udane interwencje udawało się regularnie napędzać ataki, gdzie wciąż na półdystansie zachwycał Devontae Blanton, ale też mocno wspierał go Stankowski wraz z Malesą. Jaylen Murray parł jednak naprzód jak taran stanowiąc jednoosobową armię w ofensywie.
Ostatnie dwie minuty drugiej kwarty zmieniły się w pojedynek rewolwerowców zza łuku. To był prawdziwy wet za wet, gdzie raz górą było Miasto Szkła Krosno, a zaraz potem na problemy odpowiadał zachwycający Patryk Stankowski. Kapitan Enei Basket Poznań już po pierwszej połowie miał aż 16 punktów oraz aż cztery trafione trójki z sześciu prób. To w dużej mierze dzięki jego wysiłkom przyjezdni prowadzili do przerwy 47:45.
Ekstraklasowiczowi pozostało tylko współczuć. Magiczna trzecia kwarta Enei Basket Poznań
Wydawało się, że na kibiców w Krośnie czekała zażarta, emocjonująca druga połowa, ale Enea Basket Poznań miała inne plany. Wrzuciła szósty bieg w ofensywie. Brakowało momentami słów by opisać to, co wyprawiali pod koszem rywali Stankowski z Blantonem, którzy pod względem poziomu swojej formy wyglądali wręcz jak postacie z gry komputerowej z ogólną oceną 99. Byli bezwzględni, w zasadzie nieomylni. Problemy Krosna potęgowała do tego rosnąca skuteczność Arkadiusza Adamczyka.
Poszczególni zawodnicy w zespole gospodarzy mieli coraz większe problemy w przedarciu się pod kosz po akcjach indywidualnych i tym samym przy zdobywaniu łatwych punktów. Ich ratunkiem były praktycznie tylko rzuty osobiste, a zespół Miasta Szkła Krosno w połowie trzeciej kwarty wyglądał jakby doszedł do ściany w kontekście kreatywności pod koszem rywali. Wszystko to w związku z głęboką, strefową obroną przyjezdnych. Tymczasem Enea Basket Poznań trafiała skąd chciała, jak chciała i nad kim chciała. W połowie trzeciej kwarty było już 50:67, a finalnie zakończyła się ona wynikiem aż 85:66. Gospodarze stracili w niej aż 38 punktów, a skuteczność Enei Basket Poznań z gry wynosiła... 60%
Miasto Szkła Krosno było całkowicie bezradne. Przyjezdni wygrywali tak wysoko w dużej mierze dzięki fenomenalnej rotacji w ataku. Obłędnie dysponowani byli nie tylko Blanton i Stankowski, ale też Adamczyk, Siewruk i Malesa. Nie było na nich mocnych i nie było nawet konkretnego sposobu by ich powstrzymać. Każdy mocniejszy atak w obronie na jednego z nich sprawiał, że więcej miejsca pozostawiał inny zawodnik. Ten mecz był doskonałym przykładem tego, czego od drużyny oczekiwał Edmunds Valeiko - stałej, równej formy od wszystkich w drużynie.
Jaylen Murray wraz z Filipem Struskim zbijali jak mogli niekorzystny wynik w sobotnim spotkaniu, ale przypominało to ręczne wylewanie wody z tonącego Titanica. W połowie czwartej kwarty było już 97:77 dla przeciwnika, ale Miasto Szkła Krosno walczyło za wszelką cenę pod koszem o kolejne punkty. Przewaga Enei Basket Poznań topniała w oczach, a ostatnie kilka minut meczu stanowiło najwyższy test dla koncentracji zespołu Edmundsa Valeiki. Murray harował w ofensywie jak wół, będąc wspieranym przez Hlebowickiego czy Pawlaka, ale gasnąca w oczach z powodu ogromnego wysiłku ekipa z Poznania finalnie obroniła zwycięstwo i odnotowała drugie zwycięstwo z rzędu.
Miasto Szkła Krosno - Enea Basket Poznań 98:107 (20:28, 25:19, 21:38, 32:22)
Miasto Szkła: Murray (27 punktów, 7 zbiórek, 5 asyst), Struski (15 punktów, 6 zbiórek, 5 asyst), Jankowski (14 punktów, 1 asysta), Pawlak (6 punktów, 2 zbiórki, 1 asysta), Radić (10 punktów, 4 zbiórki, 4 asysty), Durski (2 zbiórki, 2 asysty), Chodukiewicz (3 punkty, 2 zbiórki), Hlebowicki (21 punktów, 3 zbiórki, 2 asysty), Chrabota (2 punkty, 1 zbiórka)
Enea Basket: Nowicki (3 punkty, 5 zbiórek), Blanton (24 punkty, 4 zbiórki, 7 asyst), Stankowski (30 punktów, 5 zbiórek, 8 asyst), Rompa (7 punktów, 3 zbiórki, 2 asysty), Adamczyk (11 punktów, 7 zbiórek, 1 asysta), Malesa (9 punktów, 4 zbiórki, 2 asysty), Samsonowicz (3 punkty), Kluj (1 zbiórka).
Komentarze (0)