- Trener Enei Basket o wartościach w drużynie."Dla mnie to zespół jest gwiazdą"
- Enea Basket znów przeszła gruntowne zmiany. "Każdy trener chciałby takiego zawodnika"
- Trener Enei Basket Poznań ma żal do poprzedniego klubu? "Mam świadomość, co zrobiłem"
- Trener Valeiko architektem kolejnego, imponującego projektu?"Bardzo lubię budować"
Trener Enei Basket o wartościach w drużynie."Dla mnie to zespół jest gwiazdą"
Czy trudno było Panu odstawić koszykówkę na bok po tym, gdy sezon zasadniczy w 1. lidze się zakończył?
Koszykówka zawsze w życiu jest obok mnie. Miałem dużo pracy przy wyborze graczy, którzy będą reprezentowali nasz klub w nadchodzącym sezonie. Na drugi dzień zaczęliśmy pracę nad tym, jak ma wyglądać kadra i krok za krokiem już na początku czerwca mieliśmy podpisanych 90% zawodników. Potem natomiast udałem się w super podróż po Europie. Nie wiem, ile miast zdążyłem zwiedzić... 30, a może 32? Przejechałem przez dziewięć lub dziesięć państw i było to trochę takie moje tourne.
Enea Basket zadziałała tego lata bardzo szybko i sprawnie na rynku transferowym. Czy jest Pan zadowolony z tempa prac nad stworzeniem nowego zespołu?
Dzisiaj mogę powiedzieć, że tak. Kiedy przeglądam budżety i pensje rywali na rynku, to jestem bardzo zadowolony. Chcę bardzo podziękować zawodnikom, którzy nie poszli za pieniędzmi, lecz postawili na swój rozwój.
To pierwszy raz, kiedy mógł Pan współpracować z Przemysławem Szurkiem nad budową kadry zawodniczej. Prezes przyzwyczaił nas do pewnej surowości, zdecydowania, konkretności i konsekwencji w swoich działaniach. To człowiek o bardzo jasnym i wyrazistym podejściu do koszykówki. U Pana jako trenera również możemy wskazać bliźniacze cechy. Jak zatem przebiegała wasza współpraca w kontekście tworzenia zespołu?
Do tej pory nie było między nami problemów i nie widzę takiej opcji w przyszłości. Sytuacja jest odwrotna: kiedy rozmawiamy, towarzyszą nam dobre decyzje. Nie koncentrujemy się na pobocznych kwestiach i lawirowaniu. Prezes jasno się komunikuje i wolę taką komunikację niż, gdy nie wiesz jak będzie. Prezes mówi wprost o warunkach pracy, a ja mówię: "dobrze, działamy". Bazujemy na faktach, a nie marzeniach. Kadrę budowaliśmy razem. Gdy miałem kogoś na oku czy na myśli, od razu dzwoniłem do prezesa i rozmawialiśmy. Potem droga była już o wiele dłuższa: przez zawodnika, do agenta i kwestii pieniędzy.
W tym sezonie będziemy mieć do czynienia z nowym rozdaniem. Teraz to Pan od samego początku miał wpływ na to, jacy gracze trafili do klubu i może ich Pan prowadzić od samego początku. Czy to będzie pewien istotny atut, który sprawi, że sezon potoczy się inaczej niż poprzedni? Może właśnie dlatego druga runda Enei Basket była tak trudna? Ten projekt zwyczajnie nie był w całości Pański.
Nie chcę mówić, że to był zespół poprzedniego trenera. Zawsze pracę od czegoś się zaczyna - od jakiegoś początku. Jeśli nie zgadzasz się z kształtem jakiejś drużyny, zawsze możesz powiedzieć po prostu "nie". Przyszedłem do klubu, a zespół był super przygotowany. Jednak, gdy ma się problemy z kontuzjami, przez które czterech zawodników nie gra, to zawsze odciska się to na drużynie.
Kształt tej nadchodzącej ekipy wygląda dość specyficznie. Po utracie Jamesa Washingtona nie zdecydowaliście się pozyskać wiodącego koszykarza, który będzie gwiazdą i będzie przewodzić drużynie. Zamiast tego postawiliście na grupę bardzo solidnych, renomowanych "zadaniowców".
Dla mnie to zespół jest gwiazdą. W tamtym sezonie James był super zawodnikiem, ale nie traktowałem go jako gwiazdora. To jest jeden dobry, doświadczony zawodnik. Zależy mi na tym, by każdy mój gracz czuł, że jest gwiazdą i każdy z nich jest ważny. Wtedy każdy z nich łapie pewność siebie.
Czego będzie Pan w szczególności wymagać jako trener od swoich podopiecznych? Zawodników ma cechować przede wszystkim walka i zostawianie serca na parkiecie? Ta charakterność będzie ważniejsza od ego?
Charakter i walka muszą iść razem, nieodłącznie. Wszyscy zawodnicy w moim zespole będą chcieli walczyć i się rozwijać. Mogli zarobić większe pieniądze i dostać lepsze oferty, gdzie indziej, a jednak zdecydowali się grać tutaj, za co im bardzo dziękuję.
To jest ciekawe, że wszyscy zawodnicy, jak jeden mąż, odpowiadając na pytanie, dlaczego zdecydowali się dołączyć do Enei Basket wskazali... Pana! Spodobał im się plan na ich rozwój oraz to, jak trener ich widzi w swoim systemie.
Bardzo przyjemnie słyszeć takie słowa, ale jeszcze nie do końca wiedzą, jaki proces będzie na nich czekać (śmiech). To nie jest łatwe i dlatego ci nowi zawodnicy pytali także innych zawodników, którzy ze mną pracowali, jak to wszystko wygląda. Mogę powiedzieć, że proces, który jest przed nimi nie będzie łatwy. U mnie na pierwszym planie jest dyscyplina i szacunek. To moje dwie podstawowe wartości koszykarskie i nie wszyscy dawali radę wytrzymać z tym pierwszym elementem. Mogę powiedzieć, że jestem najlepszym kumplem poza parkietem, ale kiedy już na nim jesteśmy to staję się wrogiem. Cały czas widzę, to co zawodnik musi robić częściej i więcej - kluczem jest zaufanie do siebie nawzajem. Wkładam w to bardzo dużo pracy i robię wszystko, by wyszło im wszystko na plus. Dla mnie najważniejsze jest to, by moi zawodnicy po sezonie byli lepsi jako ludzie - to jest dla mnie sukces.
Serce do gry to priorytet?
Tak. Jestem mocno zdyscypliowanym człowiekiem i wkładam w pracę całego siebie, całą energię. To, co widać na meczach to nie jest teatr. Ja z tego sportu czerpię życie, moc i energię - wszystko razem. Jeżeli ja jestem taki, to chcę u swojego zawodnika widzieć to samo. Chcę widzieć ten ogień.
Enea Basket znów przeszła gruntowne zmiany. "Każdy trener chciałby takiego zawodnika"
Kadra Enei Basket bardzo mocno się zmieniła tego lata. Nie ma już wspomnianego Jamesa Washingtona, ale też Andrzeja Krajewskiego, Kacpra Mąkowskiego, Konrada Rosińskiego czy Mikołaja Stopierzyńskiego. Co zdecydowało o tak dużych zmianach?
Nie ma jednej przyczyny. Zmiany wynikały z pewnej kompleksowości i złożoności pewnych czynników: gdzieś tam do głosu doszedł charakter, gdzieś tam pieniądze. Już na koniec sezonu, gdy widzieliśmy, że nie będzie play-offów oglądałem zawodników w nieco inny sposób. Ten obecny zespół, niezależnie od wyniku i tego czy będziemy +20 czy -20, cały czas musi grać na sto procent dla kibiców. To dla nich pracujemy. Na zmiany w drużynie złożyło się dużo detali.
Ale dwa ważne nazwiska pozostały. To Michał Samsonowicz i Patryk Stankowski. Co stało za tym, żeby zaufać im na dłużej? Mam tutaj głównie na myśli kapitana Pańskiej drużyny - trapiły go kontuzje, co siłą rzeczy odcisnęło się na jego liczbach w poprzednim sezonie.
Mówiąc o Michale, nie było innej opcji. Miał ważny kontrakt na ten sezon, ale też trzeba powiedzieć, że przez dwa ostatnie lata super zaczynał sezony tutaj w Poznaniu. Potem jednak kontuzje dawały o sobie znać. Sądzę, że nawet on nie wie do końca, jakim jest zawodnikiem. Gdy tu przyszedł, od razu powiedziałem, że to gracz, który robi zmianę w 1. lidze, ale potem przyszły te kontuzje. To był schemat: sezon zaczynał super, a potem kontuzje. W tym ostatnim było tak samo. Rozmawialiśmy o tym, jak to jest możliwe i powiedziałem mu, że może to czas, by lepiej przygotować swoje ciało. Powiedziałbym mu: 3x3 to jest trochę taki bonus. Wszystko sprowadza się do siłowni oraz dłuższych przygotowań niż cztery miesiące. Myślę, że on ma jeszcze szanse zagrać w PLK, ale do tego musi dojść serce i zdrowie.
Mówiąc o Patryku Stankowskim to też jest ciekawa historia, bo miał Pan okazję z nim współpracować w Mieście Szkła Krosno w sezonie 2023/24, ale ostatecznie zawodnik opuścił klub i przeszedł do Enei Basket. W zeszłym sezonie był wiodącą postacią i przedłużenie z nim współpracy wskazuje na to, że teraz też tak będzie. Jaką zmianę na przestrzeni lat zauważył Pan u tego zawodnika i dlaczego jest tak ważny?
Po pierwszym sezonie w Krośnie długo rozmawiałem z Patrykiem i mówiłem mu, chłopakowi marzącemu o najwyższej lidze: "Zostań tu, a będziesz w PLK". Teraz przeprowadziliśmy taką samą rozmowę i też miał oferty. Powiedziałem mu wtedy: "Patryk, a pamiętasz o czym wtedy rozmawialiśmy?" (śmiech). Jestem wdzięczny Patrykowi, że został i zrezygnował z miejsca, gdzie może dostać dużo więcej. Dziękuję mu za to, że... wierzy w to, co robimy. Patryk będzie jednym z bardziej kluczowych zawodników. Każdy trener chciałby takiego zawodnika - jak on cały czas pracuje na 100%, cały czas jest głodny. To właśnie w nim widzę... tę świetną etykę pracy. Zresztą jest też bardzo inteligentną osobą.
Przejdźmy może zatem do tematu nowych nabytków. Uwaga fanów na pewno będzie się teraz koncentrować szczególnie na Devontae Blantonie, o którym wiadomo względnie mało. Poprzednio grał w lidze fińskiej. Co Pana i prezesa Szurka skłoniło do tego, by zakontraktować akurat tego zawodnika?
On jest bardzo wszechstronny w ataku. Może sam kończyć akcję i zdobywać punkty. Tworzy zagrożenie z różnych stref na parkiecie i potrafi zdobywać punkty także ustawiony plecami do rywala. To mocny gracz, który potrafi grać 1na1 i ma dużo różnych zagrań w ataku. Zarówno w obronie jak i z piłką potrafi funkcjonować od pierwszej do czwartej pozycji. Dobrze sobie także radzi na pick&rollu oraz w rogu. To obcokrajowiec, więc oczekiwania w jego przypadku będą naturalnie większe. Ile on ostatecznie będzie grać i jaki będzie mieć wpływ na zespół? Zawsze odpowiadam zawodnikowi na to pierwsze pytanie: "Jak będziesz dobrze grał, to będziesz grał, a jak nie, to będziesz dostawać 15-20 minut".
Blanton to na ten moment jedyny obcokrajowiec w Pana drużynie. Oczekuje trener dodania jeszcze jednego zawodnika zza granicy do swojego składu czy może już wiadomo, że ktoś jeszcze dołączy?
Może dzisiaj, może za tydzień...
Równie ciekawym wyborem, według mnie, jest także pomysł zaufania Sebastianowi Rompie. Poprzedni sezon w jego wykonaniu nie należał do najlepszych w jego wykonaniu - zresztą to samo można powiedzieć o całej Noteci. Rompa zaliczył niższe wyniki punktowe i nie był wiodącym graczem na swojej pozycji. A jednak widzi go Pan w miejscu Andrzeja Krajewskiego.
Sebastian ma dobry rzut jak również wzrost. Ma także super wyczucie gry w trzech sekundach przy bloku. On to robi naprawdę świetnie. To też jest taki gracz, który jeszcze nie do końca odkrył swój potencjał... nie na sto procent. On miewał naprawdę super mecze, ale też bardzo nijakie. Teraz dla niego najważniejsze jest utrzymanie równej linii formy na cały sezon. Oczywiście nie oczekuję od niego 20 punktów i 10 zbiórek na mecz, ale wszyscy zawodnicy muszą pracować tak jak serce... równo, rytmicznie. Czasami oczywiście muszą być oczywiście "na górze", ale ta linia formy nie może wyglądać tak skrajnie. Nie może być tak, że jednego dnia jesteś gwiazdą, a drugiego nie dajesz z siebie kompletnie nic.
Ten skład, który złożył Pan lub składa z prezesem Szurkiem ma pokazać, że w polskiej koszykówce pieniądze i gwiazdy nie są kluczowe do zbudowania jakościowej drużyny? Wydaje mi się, że właśnie takie przeświadczenie obecnie panuje wśród kibiców. 1. liga stała się nieprawdopodobnie konkurencyjna przez pieniądze, które płyną do ŁKS-u, do Kotwicy Kołobrzeg, a nawet Polonii Leszno! Dodatkowo wróciło do niej też Miasto Szkła Krosno czyli uznana marka. Jest lekki stres, jak pomyśli Pan z kim się zmierzy na początku sezonu?
Ten stres jest zawsze. Jeżeli ktoś mówi, że nie, to już nie żyje. U mnie zawsze są nerwy, żeby zbudować zespół najlepiej jak się da. To jest złożony proces. Jeśli, ktoś ma pomysł jak to robić, to proszę bardzo. Już sporo takich ekspertów widziałem w swoim życiu. Mam stres przed treningiem, mam stres przed meczem i myśląc o koszykówce mam stres. Najlepszy moment jest wtedy, kiedy piłka idzie w górę przy rozpoczęciu gry. Wtedy nie ma stresu, jest już tylko praca.
Trener Enei Basket Poznań ma żal do poprzedniego klubu? "Mam świadomość, co zrobiłem"
Zastanawiam się, na ile też te pieniądze i duży budżet doprowadził Pana do dwukrotnej pozycji lidera po sezonie zasadniczym i awansu do koszykarskiej Ekstraklasy z Miastem Szkła Krosno.
Po pierwsze chcę podziękować klubowi i miastu za wsparcie drużyny. Nie robimy skoku na rekordowe budżety, a zamiast tego wykonujemy krok za krokiem. I tak mamy za sobą już duży ruch w porównaniu do poprzedniego sezonu za co jestem wdzięczny. Widzimy co się dzieje u innych i jakie skoki wykonują. Życzę najlepiej wszystkim klubom, także tym z dużymi budżetami, ale życie swoje już pokazało. W Krośnie mieliśmy szósty, może dziesiąty budżet w 1. lidze przez dwa lata z rzędu. W pierwszym, po sezonie zasadniczym udało nam się wywalczyć pierwsze miejsce, co mogło być dużą niespodzianką. Nasza późniejsza porażka w pierwszej rundzie z GKS-em Tychy już nią nie była. Graliśmy wtedy bez Zagórskiego i Jankowskiego, więc... no przepraszam. W drugim natomiast wszyscy byli zdrowi i tu masz odpowiedź na pytanie. Budżet nie pracuje, a jedynie robi rating przed sezonem. Każdy mecz się zaczyna od wyniku 0:0, a pieniądze w nim nie grają. Nazwiska są tylko z tyłu. W moim zespole wszyscy muszą być głodni i agresywni.
Co zatem jest tą tajemnicą sukcesu Miasta Szkła Krosno za Pańskiej kadencji skoro nie budżet? Coś szczególnie przychodzi Panu na myśl po latach? Pytam dlatego, że może przykład tej historii z sezonu 2024/25 faktycznie doda nadziei kibicom z Poznania na te wysokie cele nawet, jeśli Enea Basket Poznań nie ma tak kosmicznego budżetu.
Nie wiem. Myślę, że to może być efekt mojego podejścia na zasadzie "budowania domu". Po pierwszym sezonie zostaje trzech zawodników, potem sześciu. Drużyna staje się jak... wielka rodzina. Naprawdę nie wiem, czy jestem w stanie zrobić w swojej karierze trenerskiej jeszcze raz coś takiego. Oczywiście mam nadzieję, że tak się stanie. Do tej pory jestem z zawodnikami w kontakcie: dostaję zdjęcia i wiadomości. Kiedy byliśmy w Krośnie ożenili się: Zagórski, Wrona, Laihonen czy Chrabota. Klub też dołożył coś od siebie, żebyśmy byli bliżej siebie. Charles Jackson III miał w sobie mnóstwo pozytywnej energii jako obcokrajowiec w Polsce. O co tylko go nie zapytałeś, to wypowiadał się o wszystkim i wszystkich z uśmiechem. To jest właśnie taki przykład, jak pozytywne myślenie przenosi się na parkiet. Dzięki niemu możesz zrobić dwa razy więcej rzeczy.
Czuł Pan, że James Washington był podobnym graczem?
Był inny. Nie był gorszy, ale inny. James to jest doświadczony człowiek, dużo w życiu widział, a dla Jacksona wszystko było nowe. Teraz podpisał umowę we Francji i napisał do mnie: "Trenerze, dziękuję za wszystko".
Mówiąc o ekipie z Krosna, jest teraz u Pana taka potrzeba rewanżu po tym, gdy został Pan zwolniony? Przyznam szczerze, że dla mnie było to dość bulwersujące. Dokonał Pan z nimi czegoś wielkiego, wchodząc do koszykarskiej Ekstraklasy, a potem błyskawicznie z Pana zrezygnowali, gdy tylko zaczęło się źle dziać. Spędził Pan dużo lat w tym klubie, dał im wszystko, co najlepsze, a jak coś idzie nie po myśli to wiadomo... trener jest pierwszy do odstrzału. Dla mnie to trochę taki brak szacunku.
To ty powiedziałeś, a nie ja (śmiech). Mówiąc serio, mam świadomość, co zrobiłem w tym klubie. Pamiętam tamten zespół, gdy byłem tam przez pierwsze dni i ilu kibiców było na meczu. Tak samo jak to miało miejsce ostatniego dnia. Wiem, co tam zrobiłem i jestem z tego dumny. Dla mnie to będzie kolejny mecz. Jeżeli będę myślał tylko o swoim rewanżu, to zespół na pewno nie będzie gotowy na mecz. Ja jestem tutaj. W Krośnie było super przez 2,5-3 lata, ale życie sportowe jest takie, a nie inne. Jestem dumny z tego co tam osiągnąłem, tak jak mówiłem wcześniej. Zostało dużo dobrych ludzi w tym mieście. Teraz jestem tutaj i cała moja energia skupia się na Poznaniu. Chcę zrobić z Enei najlepszą możliwą drużynę. Jeśli żyjesz historią, to się nie rozwijasz.
Czyli jest Pan szczęśliwy w Poznaniu i czuje Pan, że jest w dobrym momencie swojej kariery?
Tak. Nie myślę o tym: "co by było?". Jestem tutaj i jestem szczęśliwy.
Pytam o ten poziom szczęścia ze względu na to, że Pana nazwisko jest synonimem zwycięstwa w 1. lidze. Gdziekolwiek Pan by nie poszedł, jakiegokolwiek klubu w 1. lidze Pan by nie poprowadził, to nazwisko "Valeiko" jest równoznaczne z sukcesem w tych rozgrywkach. Tymczasem teraz jest Pan w dość trudnym środowisku, w którym o play-offach mówi się jak o marzeniu. Kibice bardzo ich chcą, a część z nich na pewno wychodzi z założenia, że jak nie Pan to, kto może to zagwarantować? Odczuwa Pan ten ciężar nazwiska i oczekiwań?
Presja to jest przywilej. Jestem taki, że chcę wygrywać zawsze i wszędzie, ale teraz na przestrzeni lat zacząłem lepiej rozumieć otoczenie wokół. Stałem się bardziej wyrozumiały i wychodzę z założenia: jak nie teraz, to jutro, a jak nie jutro, to pojutrze. Wierzę w swoją pracę i robię wszystko, by wygrać mistrzostwo.
Trener Valeiko architektem kolejnego, imponującego projektu?"Bardzo lubię budować"
Czego jako kibice mamy oczekiwać po Pana drużynie w nadchodzącym sezonie? Czy Pan jako trener ustawia sobie i drużynie jakiś konkretny cel?
Jesli dzisiaj w naszej rozmowie powiedziałbym: "ja nie chcę być mistrzem", to na jutro prezes przyjdzie i powie: "to co ty chcesz?" (śmiech). Oczywiście chcę wygrać wszystko - dlatego tu jestem, dlatego żyje tak bardzo meczami, dlatego wyglądam w nich trochę tak... agresywnie. Chcę wygrać wszystko. Jednak jeżeli mówimy o celu na sezon, to na pewno moim celem jest walka. Mamy walczyć o dobre imię, miejsce klubu i obecność kibiców. Wierzę w pracę, którą wykonujemy. Chcę widzieć ten zespół na koniec sezonu, niezależnie od wyniku, jako ten, który zrobił wszystko dla kibiców. Chcę, żeby kibice mogli powiedzieć: "tak, oni walczyli do końca". Nie jestem optymistą, marzycielem, ani też pesymistą. Widzę realną sytuację i myślę, że jest sześć lub siedem drużyn, które chcą awansu. Dodatkowo jest jeszcze sześć, siedem, które chcą play-offów. Widzę, jakie są budżety i transfery dlatego to ma być przede wszystkim walka dla kibiców oraz miasta. Chodzi o to, by grać lepiej niż w przyszłym sezonie. Jeśli kibice będą na hali, to będzie dla nas już duży plus.
Wyznaje Pan zasadę, że kluczowa w walce o najwyższe cele jest przede wszystkim obrona? To powinien być fundament sukcesów?
Oczywiście jest taki slogan, że defensywa wygrywa mistrzostwa, ale to jest jeden z tysiąca detali w koszykówce. Oczywiście, w tym sezonie będziemy myślę, że najmłodszym zespołem w lidze, lecz chcę w związku z tym widzieć taką "pozytywną agresję" na parkiecie w swoim zespole.
Pytam o te fundamenty w odniesieniu do wielkiego sukcesu odniesionego z Miastem Szkła Krosno. Staram się jakoś dotrzeć do tego, jak udało się Panu zbudować tą bazę pod te osiągnięcia i czy można to jakoś przenieść do Enei Basket Poznań?
Na początku kluczem do kolejnych zwycięstw była ofensywa, a potem doszła do tego defensywa. Pracowaliśmy nad jej ulepszeniem z meczu na mecz i dlatego ostatecznie wyglądała tak jak wyglądała. Dodatkowo w Krośnie miałem doświadczonych zawodników. W Poznaniu będzie się bardziej liczyć szybkość i agresywność. Zobaczymy, jakie efekty to przyniesie. Teraz oczywiście siedzimy przy kawie i dyskutujemy o koszykarskiej filozofii, ale kiedy zaczniemy pierwsze sparingi i zobaczymy w akcji cały zespół, wtedy obraz będzie już wyraźniejszy.
Czuje Pan, że Enea Basket Poznań jest takim klubem, w którym faktycznie może Pan zostać na dłużej? Poważnie rozważa Pan swoją przyszłość w tym mieście?
Poznań to koszykarska tradycja, która trwa już od lat 90. Praca trenera to jest niewiadoma, ale mogę powiedzieć, że... bardzo lubię budować. Budować od zera. Tak jak to było w Krośnie. Kiedy mogę zbudować coś od zera do mistrzostwa, to czerpię z tego jeszcze większą satysfakcję. Są kluby takie jak Panathinaikos - mogę ci dać najlepszy budżet i najlepszych zawodników, a na koniec nic. Lubię budować, dzisiaj jestem tutaj i jeżeli prezes oraz włodarze będą ufać w to, że jestem trenerem, z którym można budować projekt do Ekstraklasy, to super.
Trzeba przyznać, że atmosfera jest tutaj wyjątkowa: kibice są bardzo blisko drużyny, pozostaje Pan blisko ludzi z zewnątrz związanych z klubem. Wyraźnie widać jak wszyscy mocno się poświęcają dla Enei Basket. Jak chciałby zachęcić kibiców do tego, by dalej tak tłumnie przychodzili na halę?
Chcę widzieć po zawodnikach odpowiedzialność za wszystko. Nie tylko ja i prezes mamy być odpowiedzialni tylko wszyscy razem jako rodzina. Kibice muszą czuć tę energię od zespołu. Mamy być razem niezależnie od wyników, zwycięstw czy porażek i iść dalej.
Komentarze (0)