reklama

Kiepska sytuacja byłego gracza Lecha w nowym klubie. Teraz będzie tylko trudniej?

Opublikowano:
Autor:

Kiepska sytuacja byłego gracza Lecha w nowym klubie. Teraz będzie tylko trudniej? - Zdjęcie główne
Autor: Przemysław Szyszka | Opis: Były piłkarz Lecha Poznań nie ma lekko po transferze do nowego klubu.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaByły piłkarz Lecha Poznań nie ma lekko w swoim nowym klubie. Po tym, gdy jego transfer ściągnął na niego uwagę ogólnopolskich mediów i dostarczył masy gratulacji, zawodnik szybko przekonał się, że z wielkimi możliwościami przychodzą równie trudne chwile. Media zapowiadają gorący czas, który może sprawić, że zawodnik jeszcze długo nie zazna komfortowych warunków po transferze.
reklama

Były gracz Lecha musi być cierpliwy. Narazie gra tyle co nic

Dzisiejszy przekaz we włoskich mediach zdominowały doniesienia o potencjalnych konsekwencjach związanych z fatalną sytuacją w zespole Venezii, dla której na co dzień występuje Kornel Lisman. 20-latek przeniósł się do beniaminka Serie A tego lata za szokującą cenę 2,5 miliona euro. Jego transfer był kompletnym zaskoczeniem nie tylko ze względu na kwotę oraz ligę, w której zagra mistrz Polski z Kolejorzem, ale głównie ze względu na to, że piłkarz przeniósł się tam po bardzo poważnej kontuzji kolana, która wyeliminowała go z gry na całą rundę wiosenną. 

reklama
Rozwiń

Zawodnik sam jednak stwierdził, że najwyraźniej, aby zapewnić sobie transfer do topowej ligi nie trzeba było zostać wiodącą postacią w swojej drużynie. Jego pewność siebie w kontekście regularnej gry dla beniaminka Serie A budowały przede wszystkim skłonność do ciężkiej pracy na treningach, szybkość, technika oraz gotowość do wykazania się w defensywie. To właśnie ten ostatni aspekt ma szczególne znaczenie na Półwyspie Apenińskim na pozycji wahadłowego, gdzie miał sprawdzić się Lisman. 

- Kontuzje nie pomagały, ale nie jest to żadna wymówka, bo w Lechu byłem 2,5 roku, a 12 miesięcy straciłem przez urazy. Miałem kilka swoich momentów, jak mecz z Genkiem, gdy wygrywałem z konkurencją. Wiadomo, że tych minut nie było jakoś specjalnie dużo, ale pamiętajmy, że Lech to najlepszy zespół w Polsce. Może tak musiało być. Może nie musiałem zostać gwiazdą Lecha, żeby dostać szansę w silniej lidze. Nikt mi tego transferu nie dał za darmo. Musiałem na niego zapracować. Nie grałem tyle w Lechu, ile moi poprzednicy, którzy też wyjechali, ale myślę, że to nie jest wielki problem, żeby wyjechać i próbować walczyć - mówił po transferze Kornel Lisman w rozmowie z Antonim Partumem.

reklama

Niestety, piłkarz zgodnie z przewidywaniami sceptyków nie notuje obecnie wejścia "z drzwiami" do pierwszego zespołu. Chociaż konsekwentnie pracował nad tym, żeby jak najlepiej dopasować się formą fizyczną do kolegów na obozie przedsezonowym i dorównać im kondycyjnie, obecnie nie może tego pokazać na boisku. Trener Giovanni Stroppa jeszcze nie dał mu się wykazać na boiskach Serie A nawet przez minutę. Lisman przesiedział cztery z pięciu spotkań ciągiem na ławce rezerwowych, a przeciwko Milanowi wylądował nawet poza kadrą. 

Rozwiń

Jedyne na co Polak mógł liczyć ze strony Stroppy to nieco ponad kwadrans w pucharowym starciu z Udinese, które ostatecznie beniaminek Serie A przegrał 1:2. Kibice Lecha Poznań mogą doświadczać swego rodzaju flashbacku z sytuacji związanej z Filipem Marchwińskim. Wychowanek Kolejorza również przychodził do klubu w podobnej sytuacji i błyskawicznie odczuł, że dobre wrażenie związane ze świetnym wpisem do piłkarskiego CV jest proporcjonalnie duże do kłopotów, jakie wiążą się ze specyficznymi warunkami gry

reklama

- Nie narzucam sobie żadnych liczb, ile chce strzelić goli, czy zaliczyć asyst. Cel jest taki, by codziennie ciężko pracować, by udowodnić, że zasłużyłem na miejsce w składzie. A jak już dostanę swoje minuty, to myślę, że liczby w pewnym momencie same przyjdą - zaznaczał Kornel Lisman.

Szkoleniowiec jest na gorącym krześle. Przed byłym graczem Lecha sporo znaków zapytania

Venezia to klub, który od samego początku gra o przetrwanie w najwyższej klasie rozgrywkowej. Niestety dla Lismana, sytuacja jego drużyny jest bardzo trudna, bowiem przegrała ona wszystkie pięć spotkań z rzędu i plasuje się na szarym końcu tabeli Serie A. Łącznie w pięciu meczach zdobyła tylko cztery gole, a w trzech spotkaniach nie znalazła drogi do siatki. Ofensywnie usposobiony Kornel Lisman, który miał rozruszać zespół szybkością, techniką i dynamiką póki co stygnie na ławce

reklama

Krytyczne wyniki Venezii i zero punktów na koncie sprawiły, że włoscy dziennikarze podnieśli larum w mediach. Forsowanie pomysłu zwolnienia obecnego trenera byłego gracza Lecha Poznań i spekulowanie na temat działań klubu w tej kwestii stało się ich pełnoprawnym hobby. Wszyscy, jak jeden mąż sadzają go na czerwonym, rozgrzanym do czerwoności krześle, ale informacje przekazane przez telewizję "Sky" wskazują na to, że pozycja szkoleniowca jest względnie bezpieczna.

Rozwiń

Giovanni Stroppa nie straci stanowiska w tej przerwie reprezentacyjnej, ale warunkiem jego dłuższego pozostania w zespole jest oczywiście punktowanie. Zdaniem dziennikarza Nicolo Schiry, optymizm włodarzy klubu jest budowany na całościowej aparycji drużyny, która prezentuje odważny styl gry. Niemniej, na miejsce obecnego trenera Lismana już czyha chociażby Roberto D'Aversa czy Igor Tudor - znany z pracy w Lazio, Juventusie czy Tottenhamie. 

- Tabela nie odzwierciedla pracy wykonanej przez zespół. Pierwsza połowa była znakomita, nasz plan na grę był dobrze przygotowany, a chłopaki wdrożyli go w życie jeszcze lepiej. Sytuacja związana z rzutem karnym dla Lazio utrudniła nam zadanie, ale drużyna cały czas w siebie wierzyła - podsumował ostatnią porażkę z Lazio Giovanni Stroppa. 

Napięta sytuacja w Venezii w teorii zdecydowanie nie zwiększa szans Kornela Lismana na częstszą grę. Stroppa będzie potrzebować teraz pewnych opcji do gry szczególnie, że stawka staje się już ekstremalnie wysoka. 19-letni Polak będzie musiał na dwieście procent wykorzystać każdą możliwą okazję na to, by przekonać będącego pod presją szkoleniowca do swojej boiskowej wartości.

- Gdybym był prezesem, nie zwalniałbym trenera. Przed nami ogrom pracy, ale to nie ja o tym decyduję. Wszystko zależy od tego, na czym skupi się ocena: na wynikach czy na pracy wykonanej na boisku - mówił dla Gianluki Di Marzio Giovanni Stroppa.

Szkoleniowcowi nie można ujmować tego, że jak na warunki Serie B zawsze osiągał bardzo dobre wyniki ze swoimi drużynami, ale za każdym razem po awansie do Serie A czy to z Monzą, czy to wcześniej z Crotone, forma jego ekip drastycznie pikowała w dół. Przed nim ważny test tego, czy po latach zaczął wyciągać wnioski ze swoich błędów. Jego ewentualne zwolnienie może przynieść Kornelowi Lismanowi jeszcze więcej znaków zapytania w kontekście regularnej gry i przydatności dla drużyny.

Rozwiń
reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo