Liczby mówią jasno. Lech Poznań wyraźnie urósł formą
Na potwierdzenie tego, że Lech Poznań wykonał pewien wyraźny progres warto w pierwszej kolejności przytoczyć imponujące wyniki. W samej PKO BP Ekstraklasie rok temu we wrześniu Kolejorz wygrał cztery z dziewięciu spotkań, zremisował trzy razy i dwa razy schodził z boiska na tarczy. Przełożyło się to na sumę 14 punktów i ledwie szóste miejsce w tabeli. Dla porównania teraz po ośmiu meczach podopieczni Nielsa Frederiksena tylko raz odnosili remis oraz porażkę. Pogromcą mistrza Polski okazał się Górnik Zabrze - obecny lider tabeli.
Kolejorz zajmuje obecnie trzecie miejsce z jednym meczem straty do reszty rywali. Dodajmy do tego wszystkiego fakt, iż wygrał pięć meczów z rzędu, a łącznie na swoim koncie zebrał 17 trafień. Dla porównania rok temu w ośmiu meczach miał ich 13, a wśród rywali z górnej półki, z którymi się mierzył był Górnik Zabrze, Raków Częstochowa, Widzew Łódź, Korona Kielce czy Zagłębie Lubin. Teraz większość z wymienionych ekip pokrywa się z zeszłymi.
Na plus zmieniła się także forma obrony w PKO BP Ekstraklasie. Siedem straconych goli w ośmiu meczach to drugi najlepszy wynik w lidze zaraz po Pogoni Szczecin, która ma ich sześć. Dla porównania Górnik Zabrze i Legia Warszawa wpuściły ich osiem. Aby pokazać skalę zmian warto przytoczyć wynik Kolejorza na początku kampanii 2025/26 czyli aż 15 straconych goli. To nieporównywalnie gorsza statystyka, na którą złożyły się przede wszystkim porażka z Cracovią na inaugurację 1:4, wygrana 4:3 z Lechią i remis 2:2 z Rakowem.
Kolejorz bronił wtedy tragicznie, a dziennikarze prześcigali się w przytaczaniu historycznych statystyk wskazujących na załamanie Lecha w tym aspekcie. Zmianę takiego stanu rzeczy przyniosła dopiero listopadowa przerwa reprezentacyjna, w czasie której przekaz taktyczny był prosty: "Panowie, bronimy jakby od tego zależało nasze życie". Plan zadział, a teraz jest dobry moment wyjścia do opowieści o tym, jak drużyna zaczęła lepiej się sprawdzać pod własną bramką bez głośnych deklaracji o konieczności ofiarnej obrony.
W bloku defensywnym nie mogło być lepiej. Lech osiąga tam najwyższy poziom
Obecnie oglądamy Lecha Poznań, którego blok defensywy jest już w pełni ukształtowany i ugruntowany, a postacie, które w nim się znajdują, doskonale pasują do wizji gry Nielsa Frederiksena. Lech Poznań pozyskał bramkarza, który mimo kontrowersyjnego stylu gry, bardzo przydaje się w funkcjonowaniu jako ostatni stoper. Mateusz Lis stał się lekiem na proste straty goli Kolejorza po fazach przejściowych dzięki temu, że asekuruje on linię defensywy wysoko na przedpolu jako ostatni obrońca. Cechuje się świetnym czytaniem gry, mobilnością, refleksem oraz dobrą mentalnością. Jakby tego było mało wiele wnosi do budowy akcji od tyłu, co jest fundamentem dla Nielsa Frederiksena.
Również obrońcy Lecha Poznań prezentują najwyższy poziom. Zwłaszcza w przypadku Wojciecha Mońki, ale też i momentami u Terry'ego Yegbe jest on wręcz elitarny. Obaj zawodnicy mają znakomite warunki fizyczne przez co potrafią dominować w obronie, grając "na ścianę" czy też utrzymywać się przy piłce pod presją. Ich technika użytkowa sprawia, że budowanie akcji od tyłu przynosi efekty, a równocześnie są oni wręcz modelowo skrojeni do bezkompromisowej gry w wysokim pressingu i tym samym trzymaniu rywali na dystans od własnej bramki.
Pewna postawa towarzyszy też na bocznym obrońcom, gdzie do nienagannej gry Joela Pereiry, który nie schodzi z wysokiego poziomu dobił Michał Gurgul. Początek zeszłego sezonu był dość problematyczny dla lewego obrońcy, bowiem jeszcze nie potrafił on łączyć ze sobą równie jakościowej pracy w ataku jak i obronie, co ma miejsce teraz. On wraz z Wojciechem Mońką są najlepszym przykładem jednej z kluczowych zmian w tym sezonie, które opierają się na osiągnięciu szczytu piłkarskiej dojrzałości u młodych graczy. Wcześniej na taką sytuację trzeba było długo czekać, a teraz wreszcie można zebrać plony z okresu dorastania.
Lech Poznań wreszcie też doczekał się odzyskania nieobecnych, kluczowych piłkarzy, co stanowi kolejną różnicę między tym, a poprzednim sezonem. Kontuzje będące ceną poniesioną za zdobyte mistrzostwo zobligowały niektórych graczy do nauki gry na innych pozycjach. To również miało wpływ na dyspozycję gry w obronie, co widać było doskonale na przykładzie Antoniego Kozubala, który potrzebował czasu, by zastąpić na "szóstce" Radosława Murawskiego. Finalnie ta sztuka mu się udała przez co "Kozi" stał się zawodnikiem kompletnym, ale niestety Kolejorz okupił to czasem na wdrożenie go w nowy system obowiązków.
Operacja odbywała się wtedy na żywym sercu, a teraz po bezpiecznym, letnim powrocie do gry "Murasia", Antoni Kozubal na nowo odblokował wszystkie swoje najlepsze atuty w ofensywie takie jak: atak na wolną przestrzeń w polu karnym przeciwnika, grę na małej przestrzeni pod presją w środku pola, szybkie rozegranie przed jedenastką czy wysoki pressing. Tymczasem Radosław Murawski w obronie nie zatracił swojego dawnego blasku i charakteru, a ostatni mecz z Radomiakiem Radom pokazał (poza straconą pierwszą bramką) za czym kibice mogli faktycznie tęsknić.
Kolejorz trafił w dziesiątkę z transferami. Wyciągnął wnioski z poprzedniego sezonu
Dobra sytuacja zdrowotna odbiła się też na formie ofensywy, gdzie inaczej niż wcześniej, wreszcie cały okres przygotowawczy przeszedł z drużyną Patrik Walemark. Dzięki temu kibice Lecha Poznań mogli się poczuć jakby Szwed był w istocie nowym zawodnikiem. Jego liczby, kluczowy wpływ na gole, aparycja, odwaga i przebojowość sprawiły, że forma piłkarza nabrała wymiaru, jakiego jeszcze kibice nie doświadczali w jego przypadku przy Bułgarskiej. Szwed przejął na swoje barki ciężar formatu supergwiazdy, który rok temu dźwigał Luis Palma.
Strzałem w dziesiątkę okazał się również wybór Allahyara Sayyadmanesha. Irańczyk inaczej niż Bengtsson sezon temu z miejsca dostarczył najważniejszych liczb. W ośmiu kolejkach PKO BP Ekstraklasy zdobył już tyle samo goli, co Szwed przez niemal cały sezon w polskich rozgrywkach! Sayyadmanesh to podręcznikowy wręcz przykład rewelacyjnej roboty, jaką wykonał pion sportowy ściągając do zespołu piłkarzy, którzy z miejsca dali praktycznie najwyższą jakość bez większych problemów adaptacyjnych.
W zeszłym roku było zupełnie inaczej, a przykład Pablo Rodrigueza dobitnie to uzmysławia. Hiszpan na tym samym etapie sezonu temu przypominał jeźdźca bez głowy - bardzo aktywnego, agresywnego i ambitnego, ale przy tym nieokrzesanego, roztargnionego oraz chimerycznego. Dziś takie oskarżenia brzmią jak sen wariata, bowiem wychowanek Realu Madryt stał się ulubieńcem publiczności, ale rok temu forma zawodnika była daleka od oczekiwanej. Wszystko to ze względu na ikoniczny już etap aklimatyzacji, który w porównaniu do obecnego zdawał się trwać lata świetlne. Tu należy pochwalić działania skautingu jak i otoczenia dyrektora sportowego.
Drużyna Kolejorza wskutek pokaźnych, letnich zmian kadrowych sezon temu wydawała się jakby okres przygotowczy przeszła dopiero w listopadowej przerwie listopadowej. A warto wspomnieć, że i tak nie dawała wtedy fanom pełnego spokoju. Dziś taka sytuacja nie ma już miejsca, a mistrz Polski nie daje po sobie poznać na polskich boiskach, że można go łatwo złamać czy znaleźć słaby punkt. Największym zagrożeniem dla Lecha Poznań, na tyle na ile możemy obserwować rozgrywki jest... Lech Poznań!
Lech Poznań nie unika trudności. Niektórzy piłkarze mają problemy
Należy być jednak także uczciwym i wspomnieć o obecnych mankamentach, które uwydatniają się w drużynie Kolejorza. Pierwszym z nich wydaje się utracona magia Luisa Palmy. Wydawało się, że Honduranin po obiecującej wiośnie będzie już tylko rósł formą, a na razie zdaje się bardziej cieszyć się życiem, grając mecze na poziomie znanym z charytatywnych imprez legend aniżeli prezentując w swoich poczynaniach bezwzględny, zabójczy styl znany sprzed roku. Trener Niels Frederiksen jednak broni piłkarza, tłumacząc, że każdy miewa gorsze momenty.
Drugim nieco mniej skrajny przykładem jest obecnie Mikael Ishak. Pozycja "Króla" w zespole jest nietykalna i niepodważalna, ale statystyki wskazują, że Szwed również zalicza spadek formy. Obecnie w PKO BP Ekstraklasie ma na koncie zaledwie gola oraz asystę, podczas gdy poprzednio po dziewięciu kolejkach zanotował pięć trafień i decydujące podanie. Sześć goli w siedmiu spotkaniach europejskich kwalifikacji tylko potwierdzało, że Ishak był wręcz wybitnie dysponowany strzelecko. Teraz w czterech starciach na arenie międzynarodowej odnotował tylko jedno trafienie i asystę. Zdecydowanie za mało jak na jego warunki.
Z tematu Mikaela Ishaka można natomiast płynnie przyjść do problematyki konkurencji w składzie. Nie ma co ukrywać, że Niels Frederiksen w tym sezonie pokazuje swój trenerski kunszt, kiedy to jego zmiany w trakcie spotkań ratują Lechowi Poznań skórę. Tak było w rywalizacji z Widzewem Łódź, Jagiellonią, Rakowem oraz Piastem Gliwice. Wtedy to rezerwowi pojawiali się w doskonałym miejscu o doskonałym czasie, zapewniając Kolejorzowi gole i punkty. Problemem jest jednak poziom konkurencji i to, co może się wydarzyć, gdy czołowych graczy nagle zabraknie.
W obronie najmocniejsza rywalizacja panuje obecnie tylko na prawej stronie, gdzie Joel Pereira równorzędnie wręcz walczy o skład z Robertem Gumnym. Lewa to natomiast królestwo Michała Gurgula, gdzie Joao Moutinho pełni bardziej rolę stażysty niż konkurenta. Na środku obrony Mońka wydaje się osamotniony, a Mateusz Skrzypczak wraz z Alexem Douglasem nie wyglądają na graczy gotowych nawiązać równą walkę z nim oraz Yegbe pod względem umiejętności.
Problemy trapią też lewe skrzydło, gdzie Palma i Bengtsson zdają się jeszcze dalcy od swojej docelowej formy. W ataku natomiast desperacko stara się zaistnieć Yannick Agnero, ale kibice powątpiewają w to, czy piłkarz w ogóle nadaje się do stylu, który preferuje Niels Frederiksen. Iworyjczyk haruje w pocie czoła na treningach, przeszedł dużą przemianę fizyczną i stara się naśladować Mikaela Ishaka. Niestety, przez większość czasu wygląda jakby starał się oszukać przeznaczenie, którym jest gra przodem do bramki, ściganie się z obrońcami oraz przenikanie między liniami poszczególnych formacji. Powyższe aspekty są jedynymi, które obecnie psują sielankowy nastrój w Lechu Poznań.
Komentarze (0)