- Przed sztabem szkoleniowym Lecha czas trudnych wyborów. Kto powinien być wiodącą postacią?
- Transfer Lisa przyniesie Lechowi cenny atut. Tym Mrozek nie może się pochwalić
- Lech zyskuje ogrom jakości w rozegraniu. To zaważy na wyborze "jedynki"?
- Lech przygotował sobie plan B. Konkurować ze sobą będą równorzędni zawodnicy
Przed sztabem szkoleniowym Lecha czas trudnych wyborów. Kto powinien być wiodącą postacią?
Lech Poznań w tym sezonie zapewnił sobie póki co dwa bardzo ważne wzmocnienia w ofensywie. Do drużyny na stałe trafił Luis Palma, a także niedawno podpisano kontrakt z Allahyarem Sayyadmanesh - wszechstronnym graczem KVC Westerlo. To jednak transfer Mateusza Lisa wywołuje szczególnie dużą dyskusję, co do obsady bramki Kolejorza. Niels Frederiksen ma w tym momencie do dyspozycji dwóch jakościowych golkiperów, którzy wiedli w minionym sezonie prym w swoich ligach. Obaj są też w dobrym wieku i mają na koncie duże doświadczenie.
Wraz z końcówką sezonu wydawało się, że Mateusz Lis będzie następcą Bartosza Mrozka, ale jak pokazuje czas, najlepszy bramkarz sezonu 2024-25 póki co zdaje się nie ruszać ze swojego klubu. Tym samym Kolejorz najprawdopoobniej rozpocznie sezon przygotowawczy z dwoma świetnymi bramkarzami między słupkami. To z pewnością bardzo dobra informacja z punktu widzenia kadrowego, że Lech ma ogrom jakości na każdej z pozycji, ale z drugiej strony jeden i drugi nie przywykli do tego, by pełnić rolę "dwójki" w meczach. Każdy z nich sezon temu zagrał w zdecydowanej większości spotkań, nie dając powodów ku temu, żeby trener miał wątpić w ich gotowość do gry w każdym meczu. Na dodatek Mateusz Lis wcielał się też w rolę kapitana.
Podobieństw między zawodnikami jest więcej: obaj są niemalże tego samego wzrostu, a także mają tą samą wiodącą nogę. Co ciekawe zyskali oni także podobne liczby w zakresie... obronionych rzutów karnych! Mateusz Lis w minionym sezonie miał jedną taką interwencję, a Mrozek w dwóch z pięciu spotkań Ekstraklasy.
Transfer Lisa przyniesie Lechowi cenny atut. Tym Mrozek nie może się pochwalić
Mówiąc o Bartoszu Mrozku oraz Mateuszu Lisie w oczy w ich grze rzucają się przede wszystkim różnice w grze piłką oraz wszechstronności w kontekście sposobów interwencji. Porównanie obu graczy warto zacząć od samych obron, których 26-letni bramkarz Kolejorza miał 2,7 na mecz. Średnio w minionych rozgrywkach tracił natomiast 1,33 bramki na spotkanie. Były golkiper tureckiego beniaminka w pierwszym przypadku również uchronił swój zespół przed stratą gola w 2,7 sytuacjach, ale za to w drugim zestawieniu był już nieco lepszy. Z nim między słupkami zespół tracił 0,94 bramki na mecz.
Portal "FotMob" obrazuje też wyraźną przewagę Mateusza Lisa w kontekście momentów, w których uchronił zespół przed stratą gola. Ten aspekt to jego wizytówka, bowiem średnio 0,10 razy na mecz ratował swojej ekipie skórę w krytycznych momentach. Mrozek natomiast znajdował się w Lechu na przeciwnym biegunie z wynikiem -0,14 gola. To tylko jeden z kilku powodów, dla których Mateusz Lis przy pozostaniu Mrozka w klubie może być przyszłą "jedynką". Piłkarz Goztepe częściej sprawdzał się w roli ostatniego obrońcy niż jego nowy partner z Kolejorza i to właśnie on stanowi bardzo wyraźną różnicę między graczami.
Styl gry byłego gracza Southampton czy Troyes określa się mianem "bramkarza-libero". To oznacza, że bramkarz nie jest przyspawany do linii bramkowej, lecz aktywnie asekuruje swoich obrońców, wychodząc wysoko i nie boi się grać na przedpolu czy popisywać się ryzykownymi zagraniami jako wspomniany wcześniej ostatni obrońca. Taka opcja stanowi dla Lecha cenne zabezpieczenie ze względu na to, że klub będzie mógł sobie pozwolić na więcej ryzyka w ataku.
Statystyki gry w defensywie świadczą na korzyść nowego nabytku Lecha Poznań. Odnotował on 75% skutecznych interwencji, podczas gdy jego rywal sezon temu miał ich 65%. Przełożyło się na stracone 32 gole choć trzeba wyraźnie zaznaczyć, że Lis inaczej niż Mrozek występował tylko w rozgrywkach krajowych. W związku z tym zmęczenie mogło się przyczynić do tego, że trzykrotny mistrz Polski stracił 44 gole.
Lech zyskuje ogrom jakości w rozegraniu. To zaważy na wyborze "jedynki"?
Dla trenera Nielsa Frederiksena z pewnością niebagatelne znaczenie będzie miało to, jak jego bramkarze radzą sobie w rozegraniu piłki. Nie ma co ukrywać, że w drużynie, która jest wyjątkowo mocno nastawiona na rozgrywanie od tyłu, kontrolę nad futbolówką i dominowanie rywala, bramkarz będzie musiał pełnić istotną rolę przy kreowaniu gry. Tutaj Mateusz Lis może się znajdować na przegranej pozycji w związku z tym, że jego Goztepe w niewielkim procencie wykorzystywało go do tworzenia sytuacji i budowania akcji. Odzwierciedlają to statystyki. Sama drużyna natomiast bazowała raczej na nisko ustawionym bloku obronnym.
Wyprowadzał on średnio tylko dziesięć podań na mecz na skuteczności 38%. Bartosz Mrozek w tej statystyce wręcz dominuje swojego rywala. Dwukrotnie częściej w pojedynczym meczu wyprowadzał kolejne zagrania wspierające zespół. Dodatkowo celność jego krótkich podań wynosiła w poprzednim sezonie aż 80%. W teorii wydaje się zatem, że jeśli Niels Frederiksen chce grać przeciwko wysoko ustawionym drużynom, które chcą stawiać na silny pressing, to Bartosz Mrozek będzie w tej sytuacji nieodzowny.
Mateusz Lis ma jednak pewien ważny atut, który także może się przydać w starciu z agresywnie grającymi drużynami, których linia obrony jest ustawiona dość wysoko: długie piłki. W Goztepe 29-letni bramkarz stał się wręcz specjalistą od dynamizowania gry dalekimi wybiciami do przodu, a w szczególności na skrzydła. W ten sposób jego drużyna potrafiła skutecznie omijać pressing, zyskując okazje na zbudowanie przewagi po pojedynkach. A trzeba przyznać, że w tym sezonie Kolejorz na skrzydłach będzie miał ogrom jakości: Bengtsson, Gholizadeh, Walemark, a także Allahyar Sayyadmanesh. Posiadanie bramkarza umiejącego obsłużyć tych graczy może stanowić duży atut Lecha.
Mateusz Lis odnotował w minionym sezonie aż 8,34 takich zagrań na 33% skuteczności, co dystansuje w tej statystyce Bartosza Mrozka. Dotychczasowy pierwszy bramkarz Kolejorza miał zaledwie 3,27 takich zagrań na zbliżonej skuteczności. Kibice Kolejorza oglądając mecze byłego golkipera Stali Mielec mogli odnieść wrażenie, że poziom przerzutów piłki na skrzydła i dynamizowania akcji mógłby stać na wyższym poziomie. Szczególnie teraz, gdy Lech Poznań stawia na szybkich i dynamicznych graczy. Już w poprzednim sezonie Lis udowodnił, że potrafi dzięki takim zagraniom odnotowywać 0,008 asysty, czym nie może się pochwalić Bartosz Mrozek.
Pozostaje pytanie, jak bardzo niskie procenty celności rozgrywanych piłek pod presją będą oddziaływać na grę zawodnika jako ostatni obrońca czyli wspomniany "bramkarz-libero". Czy Mateusz Lis będzie zapewniać spokój jako rozgrywający na małej przestrzeni, czy może raczej zostanie oddelegowany do roli gracza w pełni skoncentrowanego na eliminowaniu zagrożeń? Pod względem podań Bartosz Mrozek wygląda pewniej wyprowadzając 739 celnych podań, na 351 swojego konkurenta między słupkami.
Lech przygotował sobie plan B. Konkurować ze sobą będą równorzędni zawodnicy
Powyższe statystyki pokazują, że jeśli Bartosz Mrozek faktycznie nie zdecyduje się na odejście i zdecyduje się pozostać w ekipie Lecha Poznań, Niels Frederiksen może mieć swoisty kłopot bogactwa na pozycji pierwszego bramkarza. Zdecydowanym plusem w zaistniałej sytuacji jest fakt, iż Kolejorz jest znakomicie zabezpieczony na wypadek utraty najlepszego golkipera Ekstraklasy w sezonie 2024/25.
Przypomnijmy, że w minionych rozgrywkach PKO BP Ekstraklasy Bartosz Mrozek zachował 10 czystych kont w 33 meczach, natomiast Matuesz Lis w Super Lig miał ich aż 16 w 34 spotkaniach. Najlepszy bramkarz ligi tureckiej dał się zaskoczyć 44 razy, a drugi wpuścił natomiast 32 gole. Kolejorz pod względem jakości zdecydowanie nie będzie miał na co narzekać.
Komentarze (0)