Trener Lecha postawił sprawę jasno. Fani stanęli za nim murem
Niels Frederiksen na pomeczowej konferencji prasowej potwierdził dziś powody, dla których odebrał swojemu podopiecznemu możliwość wyjścia w podstawowym składzie na prestiżowy mecz Ligi Europy. Duńczyk podjął ryzykowną decyzję, rezygnując z usług jednego z najlepszych zawodników w swoim zespole i jednego z najlepszych pomocników PKO BP Ekstraklasy, ale wysłał tym samym jasny sygnał do innych zawodników: "W szatni nie będzie świętych krów i nikt nie będzie stawać wyżej od zespołu".
- W drużynie piłkarskiej, niezależnie od tego, w jakim klubie się przebywa, obowiązują pewne zasady. Istnieje pewna kultura wokół drużyny i wszyscy zawodnicy w każdej sytuacji muszą się stosować do tych zasad. Mieliśmy przykłady zdarzeń, w których Pablo tego nie robił. W związku z tym podjąłem decyzję o tym, by posadzić go na ławce od początku. Musicie zrozumieć, że nasze zasady i kultura to podstawa - coś najważniejszego w drużynach na najwyższym poziomie. Każdy musi się do tego stosować. Szczególnie ci zawodnicy, którzy grają dużo jak Mikael Ishak, Joel Pereira, Radosław Murawski, Antoni Kozubal czy właśnie Pablo Rodriguez. Niektórzy z tych graczy są tymi, którzy budują tą kulturę i ją utrzymują. To jest bardzo ważne i to był powód, dla którego nie wyszedł w pierwszym składzie. Pablo zagrał kilka dobrych meczów, ale nie ważne kim jesteś, musisz trzymać się kultury - poinformował dziś po spotkaniu Niels Frederiksen.
Dwukrotny mistrz Polski jeszcze w poprzednim sezonie pokazał, że nie jest człowiekiem, który przechodzi do porządku dziennego wobec braku szacunku ze strony swoich podopiecznych czy ich lekceważącej postawy. Z powodów dyscyplinarnych gotów był zrezygnować z usług Timothy'ego Oumy i zesłać go do drużyny rezerw zamiast pozwolić mu pojechać z pierwszą drużyną na zimowy obóz przygotowawczy. Niels Frederiksen jasno powiedział wtedy, że przyszłość Kenijczyka w drużynie przyszłego obrońcy tytułu będzie zależeć tylko od jego postawy.
Co ciekawe, gdy doszło do zawirowań w sytuacji Pablo Rodrigueza kibice Lecha Poznań w większości stanęli murem właśnie za swoim szkoleniowcem. Duńczyk zbudował sobie na tyle silny autorytet dwoma mistrzostwami kraju, etyką pracy i progresem, jaki pod jego pieczą wykonała drużyna, że fani przedłożyli jego postawę nad wybór opcji, sprzyjającej hiszpańskiemu ekscentrykowi.
Za Lechem Poznań nerwowy czas. Spekulacji nie brakowało
Historia, której części wspólnie ułożyli Dawid Dobrasz, Maksymilian Dyśko oraz portal KKSLech.com brzmi następująco. Do eskalacji napięcia doszło podczas środowego treningu na płycie głównej stadionu przy Bułgarskiej, kiedy to Pablo Rodriguez spóźnił się na odprawę. Piłkarz miał ponoć wyjść z tunelu jako ostatni i "z łaską" ustawić się w kółku, gdy inni czekali już na przemowę trenera.
Pomocnik stawił się ponoć ledwie minutę później od innych i to wystarczyło do tego, by Niels Frederiksen zakomunikował Hiszpanowi, że mecz przeciwko Bayerowi Leverkusen zacznie na ławce rezerwowych. Taka sytuacja mogła się wydawać dziwna z perspektywy zawodnika, bowiem według relacji, co prawda często przychodził jako ostatni, ale zawsze o czasie. Tutaj niestety narracje dziennikarzy się wykluczają ze względu na to, że według informacji KKSLech.com piłkarz miał spóźniać się już wcześniej.
Idąc dalej, według informacji Dawida Dobrasza wielokrotnie dochodziło do sytuacji, w których to inni zawodnicy też się spóźniali i nie otrzymali od Frederiksena sankcji w postaci braku gry w wyjściowym składzie. Ponadto dotychczas miały one formę płacenia kary. Wykluczające się informacje pojawiają się także w opisie samej konfrontacji.
Dziennikarz Meczyków.pl twierdzi, że nie doszło do szczerej rozmowy na ten temat między Nielsem Frederiksenem a piłkarzem, co dodatkowo sprawiło, że Hiszpan poczuł się potraktowany bez należytego szacunku. KKSLech.com podaje natomiast, że Duńczyk osobiście oznajmił pomocnikowi, że nie zagra z Bayerem w pierwszym składzie. Niels Frederiksen poinformował jednak jak to wyglądało z jego perspektywy.
- To nie była kwestia spóźnienia na jedno spotkanie o jedną minutę. Nie o to chodziło, bo to nie byłby wystarczający powód. W celu wyjaśnienia całej sprawy; zawodnik został poinformowany o decyzji na spotkaniu zanim ktokolwiek inny został poinformowany - wspominał Niels Frederiksen.
Późniejsze wydarzenia są już jednolite. Tak nagła i surowa kara, w dodatku przed jednym z najbardziej prestiżowych meczów w tym sezonie, podziałała na Pablo Rodrigueza jak płachta na byka. Hiszpan natychmiast się obraził, z wściekłością odjechał z parkingu, a ponadto do klubu błyskawicznie zaczęły spływać pretensje ze strony jego menedżerów. Atmosferę podgrzewały kolejne niepotwierdzone przez klub doniesienia o tym, że piłkarz miał czuć się potraktowany w sposób niesprawiedliwy, a kara była jego zdaniem nieadekwatna do popełnionego czynu.
Piłkarz Lecha dolewał oliwy do ognia. Dał się we znaki już na rozgrzewce
Cała afera zaczęła zataczać jeszcze szersze kręgi, bowiem piłkarz miał być poirytowany tym, że sprawa przedostała się do mediów. Pojawiały się nawet doniesienia o tym, że Pablo Rodriguez miał ponoć stracić szacunek do części osób w samym klubie. Równocześnie, gdy cała sprawa wypłynęła w ogólnopolskich mediach, Hiszpan kompletnie nie zachowywał się jak ktoś, kto dąży do wygaszenia całej sytuacji. Było wręcz przeciwnie.
Pomocnik zainicjował kilka dziwnych i niejednoznacznych decyzji w swoich social-mediach. Największą uwagę przyciągnęło jego story na Instagramie, w którym to piłkarz jadąc autem w stronę zachodzącego słońca, a zdjęciu centralnie umieścił... emotikonę ucha. To tylko nakręciło spekulacje na platformie "X". Ponadto piłkarz na Instagramie nieoczekiwanie skomentował także post autorstwa TVP Sport, który informował o całej sprawie z jego udziałem.
- Mogli użyć lepszej fotografii🥺🥹 - krótko skomentował zawodnik Lecha Poznań.
Atmosfera była napięta do tego stopnnia, że nie wiadomo było czy Pablo Rodriguez w ogóle zdecyduje się zasiąść dziś na ławce rezerwowych. Finalnie Hiszpan zgodnie z oczekiwaniami pojawił się w kadrze meczowej, ale jego postawa na rozgrzewce przed meczem mówiła sama za siebie w kontekście. Zamaskowany, bierny na murawie, niechętny do ćwiczeń, stojący z boku i przyglądający się kolegom. Zawodnik otrzymał jednak blisko 15 minut gry w końcówce spotkania i pokazał, że zdecydowanie nie zamierza przekładać swojej frustracji na tak ważne mecze. Więcej o jego dyspozycji pisaliśmy TUTAJ.
- Teraz musimy iść dalej. Myślę, że Pablo zaprezentował się w dobry sposób, kiedy wpuściliśmy go na boisku i teraz jesteśmy gotowi, żeby pójść naprzód i zapomnieć o całej sprawie - zakończył temat Niels Frederiksen.
Komentarze (0)