Sammy Dudek coraz lepiej adaptuje się do stylu Unii Skierniewice
Poniedziałkowy mecz Unii Skierniewice z Arką Gdynia udowadniał, że Sammy Dudek wciąż nie ustaje w wysiłkach, by jak najlepiej zaadaptować się do warunków gry w nowym zespole. Grając jako jeden z dwóch środkowych pomocników nie zaliczył w starciu ze spadkowiczem z Ekstraklasy ani gola, ani asysty, lecz na boisku aż do momentu zejścia w 78. minucie robił wszystko, by pokazać trenerowi, że zasługuje na jego dalsze zaufanie przy wyborze ogniw do wyjściowych jedenastek.
Dudek jak dotąd wyszedł do gry od pierwszej minuty we wszystkich trzech spotkaniach, utrzymywał się na placu boju przez ponad 70 minut i póki co w niczym nie zawodzi, mając ograniczone możliwości w ataku. Aktualnie zdecydowanie najmocniej rozwija się w grze bez piłki. Przeciwko Arce Gdynia pozostawał w nieustannym ruchu, tworząc swoim partnerom okazje do podań i rozkładania ciężaru gry w ofensywie na skrzydła. Robił to ściągając na siebie uwagę przeciwników i umiejętnie ustawiając się na murawie.
W pressingu natomiast cechował się dużą intensywnością, grając faktycznie tak jakby każdy odbiór miał decydować o jego być albo nie być. Łatał wszelkie dziury po błędach w rozegraniu swoich kolegów, a także zapewniał kontrolę w środku pola zbierając drugie piłki. Wciąż jednak nie jest to piłkarz decydujący dla Unii Skierniewice. Zespół poprzez swoją grę w ataku pokazywał, że potrafi sobie radzić w tej fazie gry bez niego. Dudek jest oddelegowany bardziej do zadań mających na celu ubezpieczać akcje z tyłu.
Wychowanek Lecha Poznań na wypożyczeniu póki co bardziej rozwija boiskową inteligencję oraz umiejętności taktyczne czy też te bazujące na grze w defensywie przy pojedynkach. W meczach bardziej koncentruje się na destrukcji ataków rywali, mając niewiele kontaktów z piłką w ofensywie. Zazwyczaj o przebiegu akcji starał się decydować jednym, dynamizującym podaniem.
Trener komplementuje Tymoteusza Gmura. "Bardzo szybko wyciąga wnioski"
W przypadku Tymoteusza Gmura jest zupełnie inaczej. Grający na stricte ofensywnej pozycji 18-latek eksponuje w swojej grze wszystko, co najlepsze. Jest przebojowy, efektowny, odważny i przyciąga uwagę kibiców. W zremisowanych derbach ze Stalą Rzeszów zaliczył prawie stuprocentową celność podań, a wynosiła ona doładnie 87% 13/15. 9/11 miało natomiast na połowie przeciwnika, co pokazuje, że piłkarz dobrze wywiązywał się ze swoich zadań w kreacji gry.
Przeciwko Stali Rzeszów oddał także jeden strzał na bramkę, który został finalnie zablokowany, a także wygrał jeden pojedynek z dwóch możliwych. Gmur na boisku spędził 88. minut podkreślając tym samym swoją wartość dla drużyny. Po niedzielnym spotkaniu w pamięci kibiców szczególnie pozostanie to, jak na boku boiska popisał się rewelacyjną sztuczką techniczną, kładąc na ziemię swojego przeciwnika.
W derbach Gmur miał inne zadania niż wcześniej, bowiem tworzył duet atakujących z Marcinem Cebulą, ale podobnie jak w przypadku Sammy'ego Dudka raczej stanowił on opcję ubezpieczającą aniżeli decydującą o akcji. Wypożyczony gracz Stali Mielec w starciu z Rzeszowianami najwięcej wnosił zdecydowanie swoją wysoką grą w wysokim pressingu oraz zaangażowaniem przy odbiorach.
Po młodym piłkarzu zdecydowanie widać, że nadmiar wolnej przestrzeni na boisku bardzo mu służy, ale jednocześnie goniąc cały czas za piłką po dalekich zagraniach na dobieg miał mniejszy wpływ na przebieg akcji niż kontrolując futbolówkę na skrzydle. Należy jednak odnotować, że mógł zapisać sobie asystę w omawianym pojedynku, ale jeden z jego kolegów nie wykorzystał sytuacji sam na sam z golkiperem rywala.
Mimo to, jego głód gry i wola walki spotkała się z uznaniem ze strony szkoleniowca. Sam piłkarz znalazł się na ustach ekspertów drugi tydzień z rzędu.
- Myślę, że w tym wieku taka dojrzałość u niego była widoczna. Pierwsze treningi były takie, że popełniał bardzo dużo takich błędów juniorskich, ale wydaje mi się, że bardzo szybko wyciąga wnioski. To jest zawodnik, który na pewno jest w stanie rywalizować w takim klubie jak Lech Poznań. Potrzebuje tylko troszeczkę ogrania, spojrzenia z innej strony i myślę, że wtedy będzie topowym zawodnikiem naszej Ekstraklasy - oceniał podopiecznego trener Stali Mielec, Damian Skiba w programie TVP Sport.
Hoffmann wreszcie wraca do gry. Dał pozytywny znak
Z kronikarskiego obwiązku warto także odnotować, że pierwszy raz na boisko w barwach Mjallby zameldował się Ian Hoffmann. Prawy obrońca Lecha Poznań spędził blisko godzinę w starciu z Elfsborgiem, które to ostatecznie jego ekipa przegrała 0:1. Amerykanin zanotował bardzo przyzwoity występ notując cztery ważne akcje w defensywie. Dwa razy popisał się udanym wślizgiem, zanotował trzy odbiory i wygrał trzy z sześciu pojedynków.
Większych zastrzeżeń nie można było także mieć do jego wkładu w rozegranie. Hoffmann potrafił popisać się 72% skutecznością podań, zaliczając też jedno kluczowe dogranie. Na własnej połowie był prawieże nieomylny. Oczywiście, jego szanse na pozostanie w Lechu Poznań są zerowe, ale piłkarz ewidentnie robi, co może, by zwiększyć swoje szanse na lepszą przyszłość poza Bułgarską.
Nic pozytywnego nie można natomiast napisać o Gislim Thordarsonie. Islandczyk niemalże od razu po dołączeniu do St. Pauli doznał urazu mięśniowego na treningu, a data jego powrotu jest nieznana. Więcej na jego temat pisaliśmy TUTAJ.
W przypadku Bartłomieja Barańskiego należy natomiast wspomnieć, że w konfrontacji z Puszczą Niepołomice na boisku spędził pierwsze 45 minut. Drużyna 19-latka co prawda jako pierwsza wyszła na prowadzenie już w piątej minucie, ale niedawny ekstraklasowicz wpakował jej w trakcie tego meczu aż trzy gole. Po sobotniej porażce Odra Opole plasuje się na czternastym miejscu w stawce, a również sam Barański nie zaliczy tego meczu do udanych pod względem indywidualnych statystyk. Jedyne co można było zapisać przy jego nazwisku to wysokie procenty podań.
Komentarze (0)