Była ostoja Lecha przestrzeliła z wyborem klubu? "Ma duży potencjał"
Odejście Antonio Milicia z Lecha Poznań nie było dużym zaskoczeniem dla wszystkich tych, którzy od zimy tego roku bacznie śledzili jego sytuację. Piłkarz 30 czerwca 2026 roku miał stać się wolnym zawodnikiem, a Kolejorz dokładał starań, żeby zatrzymać zasłużonego weterana na dłużej. 32-letni Chorwat ewidentnie bardziej skłaniał się ku temu, by przenieść się do klubu z Turcji lub Zjednoczonych Emiratów Arabskich, licząc na tzw. "złoty strzał". Doniesienia medialne wskazywały na to, że gracz chciał wskoczyć do ostatniego pociągu gotowego zabrać go do miejsca, gdzie zarobi o wiele większe pieniędze.
Lech nie ustawał w wysiłkach, by przedłużyć kontrakt z trzykrotnym mistrzem Polski wysyłając wiele ofert, na które sam piłkarz jak i jego środowisko nie odpowiadali. Pytany o przyszłość swojego bliskiego kumpla z drużyny Mikael Ishak pół żartem, pół serio mówił po sezonie, że nie ustaje w wysiłkach, by przekonać swojego partnera z obrony do pozostania w klubie. Teraz sam zainteresowany odniósł się do całej sytuacji związanej z odejściem, wskazując na jasny powód tamtej decyzji.
- Nie mogłem z Lechem dojść do porozumienia w sprawie kontraktu, więc się rozstaliśmy. I tyle, nie ma tu jakiejś większej historii. Szukałem innego klubu. Gdy byłem na wakacjach, odezwała się Wieczysta, wykazała największe zainteresowanie. Dlatego zdecydowałem się przenieść tutaj - relacjonował w rozmowie z Arturem Bogackim dla "dziennikpolski24.pl" obecny lider Wieczystej Kraków.
Nastroje kibiców Lecha Poznań po ogłoszeniu przenosin Chorwata do ekipy beniaminka były podzielone. Jedni wskazywali na racjonalność tego wyboru ze względu na dobre warunki bytowe, znajomość ligi i spokojną grę bez presji, co jest ważne przy pogarszającej się fizyczności. Inni natomiast byli zdania, że to nierozsądny wybór ze względu na to, że 32-latek przenosząc się na dół Polski rezygnował z ambicji, walki o trofea, sukcesów w rozgrywkach europejskich, a w szczególności bycia częścią zespołu, który miał szansę wejść do Ligi Mistrzów. Antonio Milić nie narzeka jednak na swoją obecną sytuację.
- Dobrze się tu czuję. Oczywiście na początku trzeba było zaadaptować się do nowych warunków, innego klubu, innej drużyny. Uważam, że Wieczysta ma duży potencjał, możemy się poprawić. Wierzę, że wkrótce pokażemy to na boisku (...) Trochę pospacerowałem po mieście, uważam, że jest bardzo ładne. To fajnie miejsce do życia. Najbardziej lubię chodzić na Rynek - opowiadał dla "dziennikapolskiego24.pl" zasłużony stoper Kolejorza.
Zamiast walki o najwyższe cele jest walka o przetrwanie. "Brakowało nam trochę szczęścia"
Antonio Milić na własne życzenie trafił do drużyny z kompletnie przeciwnego bieguna tabeli PKO BP Ekstraklasy, z kompletnie innymi celami piłkarskim i kompletnie inną filozofią. Mimo to, w rozmowie z Arturem Bogackim zawodnik bardziej niż na teraźniejszości skupiał się na przyszłości. W szczególności na tym, co klub może osiągnąć, jeśli dalej będzie się rozwijał. Od Chorwata biło dużo optymizmu, mimo tego, że Lech Poznań traci aktualnie trzy punkty do lidera przy jednym meczu straty, a Wieczysta Kraków ma dwa oczka przewagi nad... ostatnim w tabeli Rakowem Częstochowa.
- Pewnie, że jakieś różnice są, bo przecież Wieczysta jeszcze niedawno grała w niższych ligach. Widać, że klub chce się zmieniać, poprawiać. Moim zdaniem wszystko zmierzą pod tym względem w dobrą stronę. Ja nie mam na co narzekać - mówił wprost Milić.
Kolejną diametralną różnicą między Lechem Poznań, a Wieczystą Kraków jest to, że zespół beniaminka jest w ciągłej budowie. Słowo balans jest w szatni jeszcze obce, co daje się wyczuć na boisku. Niedawno doszło do zmiany trenera, kiedy to Kazimierza Moskala zastąpił Zeljko Kopic. Ponadto już w letnim oknie transferowym przybyło wiele nowych nazwisk i w zasadzie tyle samo ubyło. Nic dziwnego zatem, że Antonio Milić podkreśla, że drużyna do osiągania lepszy rezultatów potrzebuje stabilizacji, którą może w pewnym stopniu zapewnić obecnie trwająca przerwa reprezentacyjna.
- Niezależnie od tego, czy wyniki są dobre czy złe, zawsze jest miejsce na poprawę. Wierzę, że wkrótce pokażemy lepszą, skuteczniejszą grę. Nie chciałbym mówić o jakimś konkretnym miejscu w tabeli, najważniejsze dla nas jest to, żeby złapać stabilizację, regularnie punktować - wskazywał Chorwat.
Paradoksalnie ten brak stabilizacji, który przez wszystkie przypadki odmieniał Chorwat, jest póki co jego zdaniem najbardziej odczuwalny w defensywie. Trzykrotny mistrz Polski mówił wprost, że Wieczysta traci stanowczo za dużo bramek i to jest główny powód tego, że nie zdobyła tylu punktów, ile by faktycznie chciała. Beniaminek do tej pory stracił aż 17 goli, co jest drugim najgorszym wynikiem w lidze! O tym jak trudna jest obecnie gra w nowym klubie pod własną bramką przekonał się sam Chorwat, kiedy to... wpakował piłkę do własnej siatki przeciwko Widzewowi. Więcej o tym pisaliśmy TUTAJ.
- Mamy dużo jakościowych zawodników. Pokazaliśmy już, że możemy na równi rywalizować z innymi zespołami. Wyniki może nie zawsze to potwierdzają, brakowało nam jednak trochę szczęścia. Mam nadzieję, że to się zmieni - informował Antonio Milić.
Sytuacja, w której obecnie znajduje się piłkarz zdecydowanie nie przystaje warunkami do tej w Lechu Poznań. Zamiast walki o mistrzostwo i Europę Chorwat stara się teraz utrzymać drużynę na powierzchni. Miał czuć większy spokój, a tymczasem jego klub zbiera baty w lidze wygrywając póki co tylko jeden mecz. Piłkarz nie zamierza patrzeć w tył i koncentruje się na rozwoju drużyny, ale z racjonalnego punktu widzenia wygląda na to, że decyzja o zmianie barw nie należy aktualnie do najlepszych.
Komentarze (0)