Szalony występ doświadczonego stopera
Zmagania w 9. kolejce PKO BP Ekstraklasy inaugurowało piątkowe starcie Widzewa Łódź z Wieczystą Kraków. Zarówno dla gospodarzy, jak i gości mecz ten był przede wszystkim okazją na przełamanie niekorzystnych serii. Łodzianie podchodzili do rywalizacji z Wieczystą po sześciu kolejnych meczach bez zwycięstwa. Beniaminek z Krakowa na wygraną czekał natomiast od pięciu spotkań.
W mecz zdecydowanie lepiej weszli podopieczni trenera Mateusza Stolarskiego, którzy wykreowali sobie kilka niezłych sytuacji strzeleckich, a w 19. minucie udało im się objąć prowadzenie. Stipe Biuk płasko wstrzelił piłkę w pole karne, a do własnej siatki niefortunnie skierował ją... były zawodnik Lecha Poznań, Antonio Milić.
Choć wydawało się, że kolejne trafienia dla gospodarzy są jedynie kwestią czasu, w 37. minucie Wieczysta dość niespodziewanie doprowadziła do wyrównania. Po dalekim zagraniu bramkarza gości, Mateusza Kochalskiego i błędzie Marcela Krajewskiego piłka spadła pod nogi Lucasa Piazona, a były zawodnik m.in. Fulham, Eintrachtu Frankfurt czy londyńskiej Chelsea nie pomylił się w sytuacji sam na sam z Drągowskim. Na przerwę obie drużyny udały się więc przy wyniku 1:1.
Po zmianie stron prowadzenie ponownie objął Widzew. W 65. minucie gry rozgrywający fenomenalne zawody lewy obrońca Łodzian, Mario Garcia, wykorzystał przytomne zgranie Sebastiana Bergiera i atomowym strzałem przy słupku nie dał żadnych szans Kochalskiemu. Wieczysta po raz drugi zdołała jednak odpowiedzieć - na 10 minut przed końcem spotkania, tym razem już do właściwej bramki, futbolówkę skierował Antonio Milić. Doświadczony Chorwat, który latem podpisał kontrakt z krakowskim beniaminkiem, wykorzystał precyzyjne dośrodkowanie Petara Pusicia i uderzeniem głową otworzył dorobek strzelecki w nowych barwach. Trafienie to ustaliło wynik piątkowego meczu, zapewniając Wieczystej remis.
Chorwat uratował posadę trenera?
Decyzję 32-letniego środkowego obrońcy o odrzuceniu propozycji Lecha Poznań i nieprzedłużeniu wygasającego z końcem czerwca tego roku kontraktu trudno uznać jednak za udaną. Chorwat wylądował w Wieczystej Kraków - klubie o sporych ambicjach i jeszcze większych możliwościach finansowych, który boleśnie przekonuje się jednak o tym, jak wymagającą ligą jest Ekstraklasa. Choć latem szeregi klubu ze stolicy Małopolski zasiliły takie nazwiska jak wspomniany już Milić, Mateusz Kochalski, Mateusz Wieteska czy Efthymios Koulouris, na chwilę obecną znajduje się on w strefie spadkowej, z dorobkiem zaledwie pięciu punktów w ośmiu meczach.
Wieczysta, której właścicielem jest znany z podejmowania impulsywnych, opartych w dużej mierze na emocjach Wojciech Kwiecień, dokonała już w obecnych rozgrywkach roszady na stanowisku pierwszego trenera. Po sierpniowej porażce z Cracovią pracę stracił Kazimierz Moskal - szkoleniowiec, który wprowadził klub z Krakowa do Ekstraklasy. Na jego następcę wybrano pochodzącego z Chorwacji Zeljko Kopicia, który, łagodnie mówiąc, nie może zaliczyć pierwszych tygodni w nowym klubie do udanych.
Beniaminek pod wodzą byłego trenera m.in. Hajduka Split i Dinama Zagrzeb nie wygrał ani jednego z pięciu meczów, odpadając przy okazji z rozgrywek o Puchar Polski po porażce z... występującą na trzecim poziomie rozgrywkowym Avią Świdnik. W Ekstraklasie Wieczysta przegrała natomiast z Wisłą Kraków i Pogonią Szczecin, a także wyszarpała remisy w starciach z Zagłębiem Lubin i Widzewem. Niewykluczone, że gol Milicia, który zapewnił ekipie z Krakowa punkt w "Sercu Łodzi", uratował jego rodaka przed utratą posady.
Wydaje się, że projekt Wojciecha Kwietnia potrzebuje przede wszystkim stabilizacji, o którą Wieczystej może być niezwykle trudno, znając temperament jej właściciela. Na chwilę obecną trudno zakładać, że zespół z Krakowa będzie walczył w tym sezonie o coś więcej niż utrzymanie - jedynym promykiem nadziei pozostają indywidualne umiejętności poszczególnych zawodników. A o tym, że zbiór indywidualności na dłuższą metę zawsze będzie funkcjonował gorzej niż dobrze poukładana drużyna, najlepiej świadczą dotyczasowe wyniki klubu z ul. Chałupnika.
Komentarze (0)