Latem klub zapowiadał ściągnięcie "kozaka" na skrzydło - zawodnika, który zrobi absolutne wrażenie i pomoże Lechowi w awansie do upragnionej Ligi Mistrzów. Skrzydłowy dość szybko pojawił się w klubie, ale gdy ogłoszono transfer Leo Bengtssona okazało się, że to nie on jest tym nazwiskiem, które miało rozgrzać kibiców. Szwed był jedną z opcji, które Lech postanowił sprawdzić, gdy zauważono, że w obliczu problemów zdrowotnych, potrzebny jest jeszcze jeden jakościowy gracz, który uzupełni lukę w składzie. Miał być tym piłkarzem, który będzie naciskał na największą gwiazdę.
Bengtsson siłą rzeczy od początku dostawał szansę w pierwszym składzie, gdyż Lech na starcie sezonu miał bardzo duże problemy z obsadą na obu skrzydłach. Pierwsze występy były dość obiecujące, choć Kolejorz przegrał starcie z Legią o Superpuchar Polski (1:2) i całkowicie rozczarował na inaugurację z Cracovią (1:4). Debiutancki gol wpadł dość szybko, bo już w meczu z Breidablik w el. Ligi Mistrzów. Na pierwsze pochwały w lidze 27-latek zasłużył już od wygranego spotkania z Lechią Gdańsk, a pierwszego gola w Ekstraklasie dołożył w czwartej kolejce przeciwko Górnikowi Zabrze.
Można powiedzieć, że jego wejście do drużyny było lepsze, niż się tego spodziewano. Ale przecież nikt nie nakładał presji na zawodniku, bo kibice więcej oczekiwali w tamtym momencie od Luisa Palmy. Skrzydłowy ze Szwecji przez większość rundy jesiennej trzymał się raczej za plecami Honduranina i po prostu wykonywał swoją robotę na boisku.
Największa gwiazda przygasła, a trener Niels Frederiksen dostrzegł, że Leo Bengtsson w pewnym momencie może dać na boisku więcej. Od końcówki listopada Szwed wyszedł w podstawowym składzie na każde ligowe spotkanie i w tym roku obok Alego Gholizadeha należy wskazać go w gronie najrówniej grających piłkarzy w niebiesko-białych barwach. 2 gole i 2 asysty - to bilans 27-letniego skrzydłowego w obecnej rundzie. Nawet jeśli w niektórych spotkaniach brakuje mu liczb, to wciąż widać ogromne zaangażowanie. Na myśl przychodzi np. wymagający mecz z Zagłębiem Lubin, gdy Bengtsson w samej końcówce meczu miał w sobie jeszcze ostatnie pokłady energii, by przenosić piłkę na połowę przeciwników.
Kluczowa postać Lecha Poznań
Oczywiście, każdy gracz w Lechu musi liczyć się z tym, że wymagania są spore, bo ta drużyna potrzebuje jakości. Postać Leo Bengtssona przez ostatnie tygodnie była odbierana jako solidna jednostka w wyjściowym składzie, bez większych oczekiwań. Jeśli spojrzymy tylko na "suche" statystyki z tego sezonu, to już one robią wrażenie i pozwalają postrzegać tego piłkarza jako niezwykle kluczowego dla Kolejorza.
Po jego bramkach kibice mogli cieszyć się już w tym sezonie osiem razy. To drugi najlepszy strzelec w zespole, po Mikaelu Ishaku (28 trafień), biorąc pod uwagę wszystkie rozgrywki. W klasyfikacji kanadyjskiej wyprzedzają go tylko kapitan Lecha, Luis Palma oraz Joel Pereira, którzy byli skuteczniejsi w dogrywaniu piłek do swoich kolegów - tutaj Bengtssonowi trochę asyst brakuje, na swoim koncie ma dwa kluczowe podania. Warto zwrócić uwagę na liczbę występów, bo Szwed jest trzecim najbardziej eksploatowanym piłkarzem w zespole. Łącznie zanotował 43 mecze na boisku, więcej mają zaledwie Antoni Kozubal (44) oraz Bartosz Mrozek (46).
Jego dyspozycja została wzięta pod uwagę także przy wycenach prowadzonych przez serwis Transfermarkt. Skrzydłowy był jednym z czterech piłkarzy, których wartość rynkowa wzrosła od ostatniego czasu. W tym momencie portal sugeruje przy jego nazwisku kwotę opiewającą na 1,5 mln euro. Przypomnijmy, że Lech zapłacił za niego latem o połowę mniej, co wydaje się być znakomitą promocją.
Poprzednio też prowadził kluby do tytułu
Na początku jesieni w trakcie spotkania z przedstawicielami mediów, Antoni Kozubal śmiało przyznał, że najlepszym transferem Lecha w letnim okienku był właśnie Leo Bengtsson. Szwed zrobił bardzo dobre wrażenie na kolegach z zespołu, bo od początku wyróżniał się na treningach dynamiką, techniką oraz bardzo solidnym uderzeniem na bramkę.
Lech wiedział już o tym, obserwując piłkarza dużo wcześniej, gdy ten występował najpierw w szwedzkim BK Hacken, a następnie w cypryjskim Arisie Limassol. W obu klubach sięgał po krajowe mistrzostwo, do którego potrafił przyczynić się swoją postawą na boisku. W Arisie był szczególnie wiodącą postacią, a przez trzy lata swojego pobytu rozegrał tam 115 meczów, zaliczając 22 bramki oraz 16 asyst. Pod względem liczb jego mistrzowski sezon na Cyprze nie różnił się od obecnego, a to może stanowić dobry prognostyk dla Kolejorza.
Przed drużyną Nielsa Frederiksena prawdopodobnie jedno z najważniejszych spotkań w sezonie, bo w sobotni wieczór aktualni mistrzowie Polski zmierzą się na wyjeździe z Jagiellonią Białystok. Leo Bengtsson to zawodnik, którego trudno oczekiwać gdzie indziej, niż w podstawowej jedenastce. Szwed w tym sezonie znalazł już nawet patent na drużynę Adriana Siemieńca, strzelając gola przy Bułgarskiej (2:2). Czy tym razem będzie podobnie?
Komentarze (0)