Enea Basket nie może się uporać ze swoimi problemami
Enea Basket przegrała już osiem meczów z rzędu, a swoje ostatnie zwycięstwo odnotowała 31 stycznia przeciwko Noteci Inowrocław. Znakomity mecz przeciwko swojej byłej ekipie rozegrał wtedy James Washington. Później jednak zespół z Poznania nie był już się w stanie pozbierać nie tylko w starciach z faworytami do play-offów, ale także z ekipami z ostatnich miejsc w tabeli. Starcia z Weegree Politechniką Opolską oraz z Żubrami Białystok ewidentnie wskazały na to, że zajmowana lokata w 1. lidze kompletnie nic nie znaczy i każda z ekip w praktyce jest w stanie napsuć krwi rywalom.
Wraz z nadejściem druzgocącej serii porażek, w szeregach poznańskiej drużyny zaczęły się uwidaczniać także kolejne problemy. Zespół Enei Basket nie potrafił na dłuższą metę przepisowo bronić dostępu do własnego kosza przez co dawał swoim rywalom okazje na zdobywanie blisko 30 punktów z rzutów osobistych na mecz. Równocześnie podopieczni Edmundsa Valeiki sami nie potrafili ich w żaden sposób wyłapywać na swoja korzyść i doprowadzali do tego, że nawet w teorii najsłabsze drużyny łatwo wykorzystywały ten mankament w grze Poznaniaków.
Wraz z faulami zmniejszało się też pole do rotacji w końcówkach. Trener Valeiko musiał właściwie zarządzać swoimi zawodnikami przy i tak mocno ograniczonej kadrze, co przekładało się na to, że w kluczowych momentach meczów o wynikach decydowali w dużej mierze zawodnicy młodzieżowi. Z końcowych minut, gdzie rywalizacja była niezwykle zacięta, rywale potrafili eliminować Konrada Rosińskiego, Andrzeja Krajewskiego czy Patryka Stankowskiego. Braki fizycznych zawodników prowadziły do tego, że defensywa przeżywała kryzys, a rywale na tym bezwzględnie korzystali.
Liderzy nie pomogą drużynie w końcówce. Potężny cios dla trenera Valeiki
Do tego wszystkiego dochodziły też kontuzje, które przyczyniły się do tego, że na Eneę Basket najprawdpodobniej czeka rozczarowujący finisz rozgrywek. Na trzy mecze przed zakończeniem sezonu zasadniczego klub oficjalnie poinformował na swoich social-mediach, że w ostatnich spotkaniach najprawdopodobniej nie zobaczymy już między innymi dwóch weteranów: kapitana Michała Samsonowicza i Mikołaja Stopierzyńskiego. Pierwszy z wymienionych doznał fatalnie wyglądającej kontuzji nosa w ostatnim meczu z Żubrami Białystok. Podczas walki pod atakowaną obręczą otrzymał potężny cios, po którym zalał się krwią i nie mógł już kontynuować gry. Jak napisał klub w raporcie medycznym, doszło do złamania.
To nie pierwszy raz kiedy Enea Basket straciła swojego lidera, zaliczającego w tym sezonie dziewięć punktów na mecz, blisko dwie zbiórki i jedną asystę. Do tego dokładał też średnio 1.6 trójki na spotkanie. Kibiców może dodatkowo frustrować fakt, że fatalna kontuzja przydarzyła się kapitanowi drużyny tuż po tym, gdy ten... wrócił do drużyny po poprzednim urazie. Jednak jeszcze boleśniejszy dla zespołu może okazać się brak Mikołaja Stopierzyńskiego. Znakomity rezerwowy Enei Basket, gdy był zdrowy, potrafił wnosić dużo dobrego do gry Poznaniaków.
Były gracz WKK Wrocław dawał ważny impuls z ławki i wyglądał świetnie agresywnie wchodząc pod kosz i punktując po layupach czy rzutach z półdystansu. Nie bez powodu jest trzecim najlepszym punktującym w swoim zespole ze średnią 10 oczek na mecz, a także dużo dawał od siebie przy zbiórkach mając ich ponad trzy na spotkanie. Znajduje się statystycznie także w topie najlepszych asystujących swojej drużyny ze średnią 1.5 asyst.
Niestety problemy zdrowotne odcisnęły się również i na nim w tym sezonie, co uniemożliwiło mu regularne wspieranie drużyny. Z powodu kontuzji opuścił 10 z 29 meczów i teraz dołoży do tego najpewniej jeszcze trzy spotkania. Wszystko to w związku z naderwaniem rozcięgna podeszwowego, a nabawił się go już w starciu ze Starogardem Gdańskim, kiedy to przedwcześnie musiał opuścić parkiet. Tamten mecz zakończył mając na koncie wtedy 18 punktów, 4 zbiórki i 2 asysty na koncie i pchał swój zespół do zwycięstwa, które ostatecznie nie nadeszło.
Enea Basket traci jaśniejącą postać. Kto w jego miejsce na ostatnie mecze?
Talię nieobecnych uzupełnił też Jan Nowicki, który tak samo jak Michał Samsonowicz doznał poważnie wyglądającego urazu w starciu z Żubrami Białystok. Skrzydłowy był w pierwszej połowie tamtego spotkania najlepszym punktującym swojego zespołu z dziesięcioma oczkami na koncie, ale kontuzja stawu skokowego na początku trzeciej kwarty pokrzyżowała mu plany na dalsze wsparcie drużyny. Dla trenera Edmundsa Valeiki jest to fatalna wiadomość nie tylko ze względu na jeszcze bardziej pomniejszone pole rotacji, ale też ze względu na fakt, iż jego młody podopieczny zaczął zyskiwać świetną formę.
Od meczu z Weegree Politechniką Opolską Nowicki punktowo oscylował wokół 10 oczek na mecz. Niejednokrotnie podwajał swoje zdobycze ze spotkań, które rozgrywał przed marcem. Akademickiej drużynie wbił 12 punktów, a Fullimpexowi Starogardowi Gdańskiemu aż 15. Z Eneą Abramczyk Bydgoszcz też pokazał się z dobrej strony, mimo tego, że miał ich siedem na liczniku w trakcie 20 minut gry. Jeżeli trener Edmunds Valeiko miał ból głowy, jak zarządzać kadrą przy jakościowych rywalach w poprzednich spotkaniach, to trudno wyobrażać sobie to, jakie myśli muszą mu towarzyszyć biorąc pod uwagę stan jego drużyny na spotkania z Decką Pelplin czy Resovią Rzeszów.
Historia zdaje się powtarzać, bowiem w poprzednim sezonie Enei Basket w końcówce sezonu towarzyszyły dokładnie te same problemy. Z powodu chorób w kluczowej fazie rozgrywek na treningach meldowało się niewielu graczy, a koszykarze w meczach o stawkę musieli grać na silnych lekach przeciwbólowych lub zmagając się z dolegliwościami zdrowotnymi. Następny mecz Poznaniacy rozegrają na własnym terenie z pierwszą z wymienionych ekip 8 kwietnia o godzinie 18:00.
Komentarze (0)