Lech Poznań UAM nie traci woli walki po przegranym półfinale. "Musimy ochłonąć i grać dalej "

Opublikowano:
Autor:

Lech Poznań UAM nie traci woli walki po przegranym półfinale. "Musimy ochłonąć i grać dalej " - Zdjęcie główne
Autor: Jakub Wyderski | Opis: Lech Poznań UAM rzucił wyzwanie "Gieksie" na swoim terenie. Skuteczność stała jednak po stronie rywalek.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaLech Poznań UAM kończy swój udział w tegorocznej edycji Pucharu Polski z podniesionymi głowami. Zespół Alicji Zając przegrał na własnym terenie z zespołem GKS-u Katowice aż 0:5, ale zarówno trenerka Kolejorza jak i jej kapitanka zwracają uwagę na to, że wynik nie był aż tak straszny jak sama gra. Lechitki wiedzą, co muszą poprawić przed kolejnymi starciami, a w całym ferworze walki i emocji nie zapomniały o tym, by podziękować tłumnie zgromadzonym kibicom na stadionie za ich głośny doping i fantastyczną frekwencję.
reklama
reklama

Lech Poznań UAM pokazał jakość w rozegraniu. Do zwycięstwa potrzeba jednak goli

Lech Poznań UAM przegrał półfinałowe spotkanie w ramach Pucharu Polski z GKS-em Katowice aż 0:5, ale zespół trenerki Alicji Zając do samego końca nie dawał po sobie poznać, że da się jakkolwiek złamać ich ducha walki. Piłkarki Kolejorza po pierwszej połowie, kiedy to przegrywały aż 0:3 w drugiej części spotkania pokazały właściwą mentalność, zdecydowanie przeważając w posiadaniu piłki. Trenerka gospodyń chwaliła nastawienie swoich podopiecznych wyraźnie podkreślając, że końcowy wynik nie oddaje tego jak faktycznie zaprezentowała się ekipa beniaminka Ekstraligi.

- Wynik nie do końca odzwierciedla czy to nasz styl, czy wolę walki w tym meczu. Szczególnie ta bramka na 3:0 podcięła skrzydła, ale postarałyśmy się wpłynąć na morale zespołu - takie aspekty mentalne, że nie mają już nic do stracenia i grają przy fajnej publiczności, na swoim boisku. Chodziło o to, by powalczyły i cieszę się, że druga połowa była zdecydowanie lepsza - zwracała uwagę trenerka Alicja Zając po spotkaniu

reklama

Po spotkaniu nad końcowym wynikiem znacznie bardziej ubolewała Klaudia Wojtkowiak. Mocno akcentowała to, że zespół ostro pracował w trakcie spotkania nad tym, by zachowywać kontrolę i nie dawać się zaskoczyć. Jej zdaniem Lech Poznań UAM zasłużył na więcej przynajmniej w kontekście swoich zdobyczy bramkowych. Szczególnie biorąc pod uwagę to, co działo się w drugiej części spotkania.

- Wiedziałyśmy, że pierwsze 15 minut będzie dla nas ciężkie. Wiedziałyśmy na co się piszemy z tą otoczką na tym stadionie, ale nie sądziłyśmy, że aż 3:0 będzie do przerwy. W jej trakcie trochę sobie porozmawiałyśmy - chciałyśmy poprawić stałe fragmenty gry, a także szybciej przejmować piłki i szybciej grać. Myślę, że ta druga połowa w ogóle nie odzwierciedla tego, że one nam wpakowały kolejne dwie bramki, bo to my powinnyśmy strzelić kolejne dwa gole. Szkoda, ale uczymy się na błędach - relacjonowała kapitan Lecha Poznań UAM, Klaudia Wojtkowiak.

reklama

Nieco inne spojrzenie na przebieg pierwszej połowy miała trenerka GKS-u Katowice - Karolina Koch. Jej zdaniem przewaga aż trzech goli potwierdzała pełną kontrolę przyjezdnych nad w pierwszą połową meczu. Kluczem do zwycięstwa okazała się właściwa praca nad timeingiem. Dodatkowo trenerka "Gieksy" podkreślała, że decydującą różnicą pomiędzy poprzednim spotkaniem z Lechem Poznań UAM w Ekstralidze, a tym wtorkowym w Pucharze Polski była skuteczność. Wczoraj stała ona na o wiele wyższym poziomie.

- Myślę, że w pierwszej połowie całkowicie kontrolowałyśmy to spotkanie pod względem taktycznym. Udokumentowałyśmy to trzema golami. W drugiej trochę oddałyśmy inicjatywę Lechowi Poznań UAM, ale nawet mimo to, gdy strzela się dwie piękne bramki wynik sam w sobie jest wspaniały (...) Oddanie Lechowi inicjatywy i przystąpienie do oszczędzania energii nie było naszym planem w drugiej części spotkania. Chciałyśmy do nich podejść nieco bardziej agresywnie, a kilka przegranych pojedynków z naszej strony napędziło trochę lechitki. Myślę jednak, że przy obronie naszego pola karnego dziewczyny dalej pokazały pełną koncentrację do ostatnich minut - mówiła trenerka Karolina Koch.

reklama

Lechitki odnoszą drugą wysoką porażkę przy Bułgarskiej. Reakcja jest jednak zupełnie inna niż ostatnio

Stadion przy Bułgarskiej pozostaje nieodczarowany dla Lecha Poznań UAM. Ostatnim razem w 1. lidze zespół trenerki Zając przyjął na nim aż sześć ciosów od Polonii Środa Wielkopolska, ale jak stwierdziła sama trenerka Kolejorza, tamto starcie znacząco się różniło od wtorkowego. Wtedy kompletnie nic im nie wyszło pod wieloma względami, a tutaj jej zdaniem dało się znaleźć pozytywy. Choćby jedna bramka dla Kolejorza mogła wiele zmienić.

- Myślę, że wynik nie odzwierciedla spotkania. Tamten mecz kompletnie nam nie wyszedł, a tutaj sądzę, że były te pozytywy. Naprawdę zabrakło nam tej bramki. Mieliśmy tyle okazji... gdyby Julka strzeliła na 3:1, ten mecz mógłby wyglądać inaczej w końcówce. Mogła paść kolejna bramka, mogłoby zrobić się nerwowo, pojawiłoby się więcej emocji, a kibice nas pewnie, by ponieśli - dzieliła się spostrzeżenami Alicja Zając.  

Również sama atmosfera w drużynie po pucharowym spotkaniu była zupełnie inna. Drużyna nie opuściła murawy wyraźnie załamana, bez ducha, a zamiast tego doceniła tę szansę, jaką otrzymała grając w otoczeniu kibiców w półfinale Pucharu Polski. Klaudia Wojtkowiak patrzyła z optymizmem na nadchodzące starcia w Ekstralidze. Zapowiedziała wyciągnięcie wniosków przez drużynę i zachowanie ostudzonych głów.

- Myślę, że ten mecz mimo wszystko dobrze na nas wpłynie przed starciami w Ekstralidze. Przeanalizujemy go sobie, no bo, co by nie mówić znów tracimy dużo bramek. Pierwsza ze stałego fragmentu kompletnie niepotrzebna, ale przed nami jest jeszcze pół sezonu i starcia z drużynami, z którymi możemy powalczyć o pełną pulę. Nie załamujemy się, analizujemy to i już w sobotę mamy kolejny mecz, z kolejnym ciężkim rywalem. Co prawda wygrałyśmy z nim już 1:0, ale to nie będzie to samo, bo każdy mecz jest inny. Będzie on wymagający, ale musimy teraz ochłonąć i grać dalej - zwracała uwagę Klaudia Wojtkowiak, kapitanka Lecha Poznań UAM.

Kibice Lecha Poznań zapewnili znakomitą atmosferę do gry. " To było jedno z moich marzeń"

Po meczu nie sposób było nie docenić fantastycznego dopingu kibiców, którzy zdecydowanie stanęli na wysokości zadania. Ich śpiew niósł piłkarki Kolejorza od początku aż do ostatnich minut tego niezwykle wymagającego starcia w Pucharze Polski. Po spotkaniu za wielkie wsparcie dziękowała między innymi Alicja Zając, która nie kryła tego, że widok wypełnionych trybun przy Bułgarskiej zrobił na niej wielkie wrażenie.

-  Doping bardziej nas niósł. Te dziewczyny są prawdziwymi lechitkami i dałyby się pokroić za ten klub jak Julka, Maja czy Klaudia. Myślę, że to fantastyczna sprawa i dla mnie też to było ogromne przeżycie, gdy się tak stanęło w chwili, gdy wychodziły. Spojrzało się na te trybuny i mówię wtedy "wow". Cieszę się, że jesteśmy w takim miejscu, w jakim jesteśmy i że klub oraz wszyscy ludzie, którzy pracowali przy tym meczu tak się bardzo postarali, by to Lech Poznań znów pokazał coś wielkiego w piłce kobiecej. Myślę, że to jest fajne, że jesteśmy pierwsi i takie rzeczy robimy. Niech to będzie sygnał dla innych klubów - stwierdziła na gorąco po meczu trenerka Lecha Poznań UAM.

Wydawać się mogło, że ten głośny doping i tłumna obecność na trybunach nieco sparaliżuje lechitki w związku z towarzyszącą im presją, ale stało się inaczej. Klaudia Wojtkowiak podkreślała, że cała ta otoczka tylko ją motywowała, a gra przed tak tłumną publicznością na stadionie Lecha Poznań była jej wielkim marzeniem. 

- Mnie osobiście ten doping motywował. Pewnie większość wie, że od małego gram w Lechu i właśnie tak wyobrażałam sobie ten moment na trybunach. Kibice nas nie zawiedli i było to przepiękne. Wiadomo, że nie chciałyśmy, aby wszystko to wyglądało tak na boisku. Jesteśmy Lechem Poznań i chcemy wygrywać - nikt nie lubi przegrywać (...) Myślę, że zagranie przy takiej publiczności to było jedno z moich marzeń. Drugim na pewno było zagranie w finale Pucharu Polski. Jestem strasznie wdzięczna kibicom, którzy przyszli na ten mecz i byli z nami od początku aż do 90 minuty. Pozostało tylko im dziękować - podkreślała wkład kibiców w mecz Klaudia Wojtkowiak. 

Mobilizacja kibiców Lecha Poznań zrobiła także wrażenie na trenerce drużyny przyjezdnych. Karolina Koch ma nadzieję na to, że i w tych najważniejszych meczach także jej zespół będzie mógł liczyć na tak ogromne wsparcie w meczach domowych. Wydaje się jednak, że wynik Lecha trudno będzie przebić. Gratulacje płyną nawet zza granicy, bowiem jak się okazuje kibice Kolejorza przebili nawet rekord w Czechach, gdzie maksymalnie na trybunach pojawiło się 6,882 widzów przy okazji starcia Slavii z Bayernem. 

- Poznań stworzył świetne widowisko i naprawdę, jeśli przyjeżdża się na tak piękny stadion, a kibice dopisują w takiej frekwencji to to jest coś wspaniałego. Życzę każdemu miastu, by organizowało takie mecz, bo to jest świetna reklama piłki kobiecej - mówiła po spotkaniu Karolina Koch.

fot. Jakub Wyderski

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo