Marchwiński wciąż na bocznicy w Lecce. Powrót do zdrowia kompletnie nic nie zmienił
Wraz z wejściem w obecny rok Filip Marchwiński powrócił do zdrowia po tragicznym zerwaniu więzadeł krzyżowych i uszkodzeniu łąkotki, co miało miejsce zimą 12 miesięcy temu, ale jego dyspozycyjność wcale nie sprawiła, że odzyskał miejsce w składzie. Od momentu dołączenia do kadry zespołu Lecce 24-latek tylko i wyłącznie przesiaduje na ławce rezerwowych w kolejnych spotkaniach. Szans na choćby minutę gry w barwach swojej drużyny nie dały mu nawet nieobecności ważnych graczy w środku pola jak Coulibaly czy Ramadani.
Sytuacja wychowanka Lecha Poznań jest głęboko frustrująca, bowiem nie dostaje on nawet szans na grę wtedy, gdy mecz jest już w zasadzie przesądzony. Niejednokrotnie dochodziło nawet do takich zdarzeń, że Marchwiński nie pojawiał się na boisku również w chwilach, gdy trener di Francesco miał możliwość przeprowadzenia zmian. Wszystko to kontrastowało z wcześniejszymi słowami uznania wobec pracy Marchwińskiego na treningach w tym także wypowiedziami szkoleniowca o tym, że piłkarz ma cechy kompletnej "dziesiątki".
Alessio Amato, dziennikarz portalu calciolecce.it, zwracał w rozmowie dla "Przeglądu Sportowego", zwracał uwagę właśnie na to, że piłkarz został ściągniety po to, by występować za plecami środkowego napastnika w systemie 4-2-3-1. Właśnie tego, który preferuje di Francesco. Jednak widząc problemy zawodnika i niechęć jego szkoleniowca do korzystania z jego usług, pewnym jest, że problemy "Marchewy" są ewidentnie dużo poważniejsze.
– Marchwiński trenuje regularnie z drużyną od października zeszłego roku. Okazji, by wprowadzić go na boisko, było wiele, na przykład wtedy, kiedy wynik meczu był już rozstrzygnięty. Trener często wykorzystywał jednak tylko cztery zmiany z pięciu możliwych – mówił Amato dla "Przeglądu Sportowego".
Zdaniem dziennikarza jedną z decydujących przyczyn, dla których piłkarz nie może się wkupić w łaski Eusebio di Francesco jest to, że w swoich poczynaniach prezentuje zbyt mało odwagi i zbyt lekkie podejście do gry. Co najgorsze brakuje w tym zakresie jakiegokolwiek przełomu i jakiejkolwiek nadziei na to, że sytuacja Marchwińskiego się odmieni. Jak informuje dziennikarz, Polak jest do dyspozycji trenera od października, a mimo to stan rzeczy pozostaje bez zmian. Jego wyjątkowo krótka przygoda we Włoszech najwyraźniej nadal zmierza ku końcowi.
- Kontuzje oraz problemy z adaptacją do włoskiego futbolu zajęły trochę czasu w skali dwóch sezonów, ale Lecce po prostu wcale nie korzystało z jego usług. Możemy powiedzieć, że klub uznał, iż nie prezentuje on poziomu Serie A - podsumował włoski dziennikarz w kontekście najdroższego, letniego nabytku Lecce w 2024 roku.
Przypomnijmy, że "Marchewa" zakończył rozgrywanie swoich meczów w Serie A na... debiucie! Miało to miejsce w starciu z Atalantą 19 sierpnia 2024 roku, kiedy to Polak spędził na boisku 15 minut. Od tamtej chwili nie zasmakował gry w najwyższej klasie rozgrywkowej we Włoszech przychodząc do klubu za 3 miliony euro. Uznania nie zyskiwał już u wcześniejszego trenera - Luki Gottiego - który swego czasu protekcjonalnie określił go mianem "chłopca" i punktował jego kiepską adaptację do gry w warunkach Serie A.
Ostatni raz w barwach Lecce w oficjalnym spotkaniu wystąpił natomiast niewiele później po swoim debiiucie - 24 września tego samego roku w pucharowej rywalizacji z Sassuolo. Jego drużyna przegrała wtedy tamto starcie 0:2, ale sam Marchwiński spędził na boisku godzinę. Niestety poważnych liczb nie dostarczył. Pierwszy i ostatni raz, kiedy coś takiego miało miejsce nastąpiło w sparingowym starciu z Niceą, gdzie Polak swoim dubletem zwiększył oczekiwania kibiców, co do swoich umiejętności
Czy dla Polaka jest jeszcze ratunek? Były trener Lecha Poznań nie ma wątpliwości
Sytuacja jest także o tyle trudna, że nie wiadomo, kto spośród czy to włoskich, czy to innych, europejskich klubów byłby gotów zainwestować w Marchwińskiego i jakkolwiek zaufać mu po blisko dwóch sezonach bez gry. Piłkarz ma aktualnie 24 lata i już musi się zmagać właśnie z trudnymi dylematami w kontekście swojej kariery, podczas gdy nic nie zwiastowało takich problemów, gdy opuszczał Kolejorza. Miał wtedy na koncie występy w fazie pucharowej Lidze Konferencji, a łącznie w ostatnim sezonie w 35 spotkaniach zdobył 11 goli i sześć asyst.
Jego nieprzeciętne umiejętności podkreślał w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą sam Dariusz Dudka, który jako trener i wcześniej zawodnik Kolejorza miał dobre warunki, by obserwować "Marchewę" z każdej perspektywy. Jego słowa tylko podkreślały skalę trudności sytuacji w jakiej znalazł się 24-latek, ale równocześnie dla młodego piłkarza Lecha Poznań istnieje nadzieja na lepsze jutro.
- To jest chłopak, które ma jedne z największych umiejętności i uważam, że on wróci i będzie jeszcze grał. Musi się jednak odbudować i wydaje mi się, że potrzebuje powrotu do Ekstraklasy, żeby to zrobić i tym samym wykonać kolejny krok - zwracał uwagę w rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą Dariusz Dudka, były trener Lecha Poznań.
Na ten moment brakuje jakichkolwiek informacji odnośnie tego, gdzie mógłby powędrować Filip Marchwiński. Jeszcze niedawno wydawało się, że Polak jest najbliżej transferu do Udinese, w którym to można zaobserwować rozwijającą się małą, polską kolonię. Obecnie grają tam tacy piłkarze jak Jesper Karlstrom (były lider Lecha będący obecnie kapitanem Udine), Jakub Piotrowski czy Adam Buksa. Trenerem jest natomiast Kosta Runjaić, który ma doświadczenie z Ekstraklasy i dobrze odnajduje się na Półwyspie Apenińskim.
Jeśli "Marchewa" celuje w odrodzenie właśnie we włoskiej Serie A bez konieczności powrotu do Polski, Udinese wydaje się naturalnym krokiem. Jednak w obliczu wyciszenia jakichkolwiek doniesień transferowych, istnieje duże prawdopodobieństwo, że Polak będzie musiał pójść w ślady takich graczy jak Robert Gumny czy Kamil Jóźwiak i szukać szczęścia w Ekstraklasie. W ostatnim czasie mówiło się także o innym wychowanku Kolejorza, który wkrótce może zostać zmuszony do powrotu do Polski, o czym pisaliśmy TUTAJ. Jedno jest pewne: dla Marchwińskiego to kolejny, trudny test charakteru, któremu był już poddawany w Lechu Poznań, o czym więcej u Tomasza Ćwiąkały mówił Dariusz Dudka.
- To są oczekiwania "złotego chłopaka". Cały czas każdy go głaskał i mówił, że będzie najlepszy. Nie było momentu, w którym było powiedziane jak jest (...) Bardziej go budowałem i chciałem to robić w rozmowach (...) Uważam, że będąc wychowankiem urodzonym w Poznaniu, zlinczowanym przez kibiców jako 18/17-latek, który jako 16-latek strzelił bramkę Legii potrzebował wsparcia. A z każdej strony dostawał obuchem, był wyśmiewany. Widać było, że to jego zaufanie troszeczkę spada i widać to było na treningach. To nie jest tak, że przyjdziesz, pstrykniesz palcami i zaraz złapiesz formę. On pracował z psychologiem, żeby to zmienić. Niestety nie da się od wszystkiego odciąć i zawodnicy muszą to wiedzieć. Tak samo otoczenie, które nim się zajmuje musi dbać o to, żeby te bodźce odsuwać na bok - zwracał uwagę były piłkarz i szkoleniowiec Lecha Poznań.
Komentarze (0)