O odejściu asystenta było wiadomo w Lechu od grudnia, ale klub nie był w stanie od razu rozpocząć poszukiwań nowego. Przyszłość Nielsa Frederiksena w Poznaniu też nie była wyjaśniona, dlatego zarząd w pierwszej kolejności rozglądał się za ewentualnym pierwszym trenerem i przy okazji dokonywał wstępnej selekcji asystentów. Gdy udało się osiągnąć porozumienie z Duńczykiem, można było usiąść do kompletowania jego sztabu.
W poszukiwaniach pomogła firma zewnętrzna, która wskazała 30 kandydatów pasujących do profilu oczekiwanego przez Lecha. Dyrektor sportowy Tomasz Rząsa oraz dział naukowy dokonali analizy przedstawionych trenerów, a następnie wybrali mniejszą grupę, nad którą rozpoczęli jeszcze szersze obserwacje i przedstawili trenerów Nielsowi Frederiksenowi.
Szkoleniowiec bierze czynny udział w procesie wyboru asystenta, gdyż ma to być osoba, która zyska jego zaufanie. Mistrzowie Polski od lat stawiają na swoich pracowników w sztabie szkoleniowym, ale wiedzą też, że pierwszy trener potrzebuje mieć "swojego" człowieka w tym gronie.
Lech wybierze spośród kilku dostępnych opcji
Zbliża się kluczowy etap dokonywania wyboru, gdyż Lech zawęził listę potencjalnych trenerów. W tym momencie znajduje się na niej mniej niż 10 nazwisk, a wśród kandydatów znajdują się trenerzy ze Skandynawii. To dość naturalny kierunek, biorąc pod uwagę poprzednie ruchy w sztabie Nielsa Frederiksena, gdy do drużyny trafiał właśnie Sindre Tjelmeland lub Markus Uglebjerg.
Najwygodniejsze dla klubu byłoby domknięcie tej sprawy jeszcze przed rozpoczęciem obozu przygotowawczego, choć przykład Tjelmelanda pokazuje, że nie zawsze jest to możliwe. Szczególnie w przypadku trenerów skandynawskich, bo tam rozgrywki odbywają się systemem wiosna-jesień. Norweg dotarł do Wronek na początku lipca i tuż przed dołączeniem do Kolejorza kończył jeszcze swoje obowiązki w poprzednim klubie.
Komentarze (0)