Początek spotkania rozstrzygnie o końcowym wyniku? "ŁKS ma problem z wygrywaniem ważnych meczów"
ŁKS Łódź to drużyna, która posiada obecnie bilans pięciu zwycięstw, trzech remisów i trzech porażek, co wskazuje na to, że trudno będzie jednoznacznie przewidzieć, jakim wynikiem zakończy się rywalizacja z Wartą Poznań. Zespół trenera Grzegorza Szoki z jednej strony potrafił wyrywać punkty spadkowiczom z Ekstraklasy, czyli Arce Gdynia i Bruk-Bet Termalice Nieciecza, a z drugiej przegrywał także mecze z Ruchem Chorzów czy Pogonią Grodzisk Mazowiecki - ligową czołówką. Serie zwycięstw dzisiejszych rywali Warty nie trwały dłużej niż dwa mecze, a szanse gospodarzy buduje to, iż zdaniem Piotra Grymma ŁKS nie radzi sobie zbyt dobrze w dużych meczach.
- ŁKS ma problem z wygrywaniem ważnych meczów. Był przez chwilę liderem przed przerwą na reprezentację, ale właśnie w ostatniej kolejce przed przerwą przegrali z Pogonią Grodzisk Mazowiecki, a potem z Ruchem Chorzów. Z tego, co mówił trener Grzegorz Szoka, mogę powiedzieć też, że mają słabą skuteczność - kreują bardzo dużo sytuacji, ale tylko ułamek z nich zamieniają na gole - mówił nam dziennikarz portalu "Łódzki Sport".
Warta Poznań wydaje się mieć po swojej stronie także przewagę w kontekście stabilności projektu i solidnej struktury drużyny. Po letnim oknie transferowym udało się zachować trzon zespołu, który tworzą chociażby: Leo Przybylak, Tomasz Wojcinowicz, Sebastian Steblecki, Marcel Stefaniak czy Dmytro Avdeev. Oprócz tego obudowano ich utalentowanymi, jakościowymi zawodnikami, którzy są chętni do rozwoju. ŁKS Łódź przeszedł natomiast dość dużą rewolucję kadrową latem przez co trener Grzegorz Szoka, inaczej niż trener Maciej Tokarczyk, musi zdaniem Piotra Grymma, wdrażać swoją filozofię od zera.
- Grzegorz Szoka chciałby, żeby jego zeszłosezonowy projekt był kontynuowany, ale latem znowu praktycznie pół drużyny mu się zmieniło. On od nowa musi u tych mniej więcej dziesięciu nowych zawodników wypracować to, co zdołał zrobić w poprzednim sezonie. W ŁKS-ie obecnie brakuje takiej stabilizacji. Trzon poniekąd został utrzymany, bo zmieniły się tylko wahadła - doszli obrońcy i napastnicy. Gdyby udało się utrzymać wcześniejszych, najważniejszych graczy z poszczególnych formacji, to też wyglądałoby trochę lepiej niż teraz. Praktycznie od początku letniego okresu przygotowawczego Grzegorz Szoka musiał budować od zera to, co zdołał stworzyć wcześniej - podkreślał Grymm w rozmowie z nami.
ŁKS Łódź ma jednak po swojej stronie cenny atut, który może jednak skutecznie wykorzystać w dzisiejszym meczu przy Drodze Dębińskiej. Mowa o mocnych początkach spotkań mogących później naznaczyć przebieg meczu. Zieloni tymczasem już nie raz udowadniali w tym sezonie, że poprzez swoje błędy indywidualne potrafią mocno komplikować sobie zadanie już na wstępie spotkań. Drużyna Macieja Tokarczyka stoi przed szansą na udowodnienie, że wyciągnęła wnioski z przeszłości i jest gotowa wytrzymywać napór w starciu z drużyną, dla której takie okazje mogą stanowić paliwo do późniejszej wygranej.
- Wszystko zależy od tego, jak ŁKS zacznie spotkanie. Jeżeli szybko zdobędzie gola, to Warta będzie miała dużo problemów, bo rywale tylko się wtedy nakręcą. Natomiast, gdy Warta będzie musiała się jeszcze bardziej otworzyć, bo będzie przegrywać, to ŁKS-owi będzie to bardzo pasować. On uwielbia takie mecze, gdzie pierwszy zdobywa gola i wtedy przeciwnicy się otwierają. Może dzięki temu "rzucać" piłki na Arasa czy innych szybkich zawodników no i można wtedy powiedzieć, że jest to dla nich w to mi graj - punktował dziennikarz "Łódzkiego Sportu".
Arasa to główna broń ŁKS-u. Na te zagrania Warta szczególnie musi uważać
Warta Poznań będzie miała do czynienia z konkretną i intensywną drużyną, która stawia w gruncie rzeczy na proste środki mające zapewnić wygraną. Wyzwaniem dla ekipy Zielonych będzie fizyczność prezentowana przez podopiecznych trenera Grzegorza Szoki, którzy zdecydowanie będą zmuszać przeciwników do ciągłego ruchu. Sam trener Tokarczyk na przedmeczowej konferencji prasowej bardzo liczył się z siłą ofensywy rywali, informując, że biorąc pod uwagę mecze od początku sezonu wykreowała ona jedną z większych wartości expected goals w lidze. Ponadto są jednym z lepszych zespołów pod względem tworzenia zagrożeń po stałych fragmentach gry.
- Na ogół założeniem ich gry jest jak najszybsze przenoszenie akcji pod bramkę rywala. To nie jest raczej zespół, którego interesuje długie rozgrywanie piłki po obwodzie. Posiadanie jej nie ma tam dla nich aż takiego dużego znaczenia. Ich trenerowi zależy na tym, żeby jak najszybciej przenieść piłkę pod bramkę i tam stworzyć dobrą sytuację, kiedy rywal nie jest zorganizowany - zaznaczył w rozmowie z nami Piotr Grymm.
Nasz rozmówca, mówiąc o ofensywie, szczególnie wyróżnił w niej postać Andreu Arasy. 27-letni Hiszpan to jego zdaniem postać absolutnie fundamentalna dla funkcjonowania całej drużyny, a jej boiskowej wartości nie wyrażają jedynie statystyki zdobywanych goli czy asyst, lecz ogólna boiskowa prezencja. Zawodnik porusza się w każdej strefie i dzięki temu wydatnie pomaga drużynie. Jednocześnie przez to, że drużyna trenera Szoka jest mocno zależna od tego gracza, to może ją mocno osłabić przy jego słabszej dyspozycji.
- W ataku dużo zależy od formy Andreu Arasy, który jest ich najlepszym piłkarzem. Gdy on jest "w gazie", to cały ŁKS jest groźniejszy. Jednak, gdy ma gorszy dzień lub nie może grać, to cały zespół na tym cierpi. To skuteczny zawodnik - przebojowy i dynamiczny. Nie jest graczem, który tylko czeka w polu karnym aż ktoś mu dogra piłkę. Takim graczem jest Karol Podliński, który musi dostać ją praktycznie tylko na wykończenie. Arasa natomiast pracuje na całym boisku - pressuje pod bramką rywala, gra także pod swoją i jest dosłownie wszędzie. To człowiek-orkiestra w ŁKS-ie. Do tego ma zaawansowane piłkarskie umiejętności. Wyłącznie Arasy to już takie 40% sukcesu - wskazywał dziennikarz "Łódzkiego Sportu".
Oprócz Andreu Arasy w zespole ŁKS-u Łódź Grymm wyróżnia także Kacpra Nowakowskiego oraz głównie Lenarda Szczygła, odgrywającego ważną rolę w kontekście dynamizowania gry rywali Warty Poznań. Zdaniem naszego rozmówcy 18-latek z każdym meczem wygląda coraz lepiej i systematycznie buduje swoją formę. To może być as w talii trenera Szoki szczególnie w momencie, gdy czuje się pewnie i dobrze wkomponowuje się w założenia taktyczne zespołu.
- To jest przeciwnik, który gra w strukturze 3-5-2. ŁKS ma dość rozbieganych zawodników ofensywnych, czyli np. Arasa, który pokazuje się w różnych przestrzeniach na boisku, więc na to musimy uważać. Są bardzo groźni pod względem diagonalności, a zatem musimy być bardzo uważni na ich wbiegnięcia. To zespół, który świetnie broni pola karnego. Czeka nas wyzwanie, ale spodziewam się ciekawego meczu dwóch drużyn, które mają określony model gry, swoje założenia i swoje założenia - nie mogę się doczekać - dzielił się spostrzeżeniami na przedmeczowej konferencji prasowej trener Maciej Tokarczyk.
Defensywa mocno uprzykrzy życie Warcie?
Niejednoznacznie wygląda także sytuacja w samej defensywie. Na pewno Warta Poznań musi się liczyć z agresywną postawą ze strony stoperów, którzy również postawią przed gospodarzami trudne warunki w pojedynkach. Pierwszą linią ŁKS-u Łódź dowodzi Artur Cranciun - absolutny lider, który wyspecjalizował się w wysokich odbiorach piłki i maksymalnie odcina napastników od piłek w grze "na ścianę". Ubezpieczają go też Bartosz Farbiszewski, Krzysztof Fałkowski oraz Sebastian Rudol, ale mimo tego, że w tym sezonie Łodzianie stracili tylko 11 goli, nie wystrzegają się poważnych błędów.
- Generalnie defensywa ŁKS-u, gdy zostanie naciśnięta, to robi te błędy. To pokazało starcie z Pogonią Grodzisk Mazowiecki czy z Ruchem Chorzów. Problemem jest to, że w meczach może zawodzić nie tylko linia formacji obronnej, ale cała gra defensywna. Widać, że kiedy mecz ŁKS-owi się nie układa, to piłkarze stają się wtedy bardziej "elektryczni". Kiedy mecz idzie po myśli ŁKS-u, to nie ma się tam do czego przyczepić, ale gdy mecz jest na styku i jedna druga piłka im nie wejdzie do bramki, to oni robią się bardziej nerwowi i łatwiej popełniają te błędy - wspominał w rozmowie z nami Piotr Grymm.
Pierwsze minuty spotkania powinny być niezwykle intensywne dla jednej i drugiej ekipy, bowiem gol, który otworzy mecz może spowodować efekt domina. Warta Poznań ma jednak wszelkie możliwości, by wykorzystać po swojej stronie atut dużej jakości w rozegraniu i stawiać na grę "na wyprzedzenie", gdzie pod tym względem brylować będą szybkie "dziesiątki" czy utalentowani, ofensywnie usposobieni wahadłowi jak Stefaniak czy Apolinarski.
- ŁKS raczej nie gra głęboką linią obrony i stara się nie oddawać inicjatywy przeciwnikowi. Jeszcze w tym sezonie ŁKS miał problemy z tym, że gdy wychodził wysoko, to jak przeciwnik był dobrze zorganizowany, to wrzucał dokładne piłki w boczne strefy za obrońców. ŁKS miał trudności w sytuacjach, w których musiał gonić wynik - podkreślił dziennikarz "Łódzkiego Sportu".
Dzisiejsze zwycięstwo Warty Poznań będzie miało dla niej szczególne znaczenie, bowiem w tej kolejce trzy punkty stracił lider tabeli - Pogoń Grodzisk Mazowiecki. W związku z tym rywalizacja na szczycie się wyrównała. Jeżeli Zielonym udało się dziś pokonać ŁKS, zrównaliby się punktami nie tylko z tą ekipą, ale też z Polonią Warszawa oraz Ruchem Chorzów. Droga na szczyt będzie otwarta, a w najgorszym wypadku beniaminka do zwycięstwa może mocno motywować także wizja spędzenia kolejnego tygodnia poza strefą barażową.
Komentarze (0)