Rewelacyjne koszykarskie widowisko w Kołobrzegu. Pierwsza połowa jak z filmu akcji
Gospodarze postawili przed koszykarzami Enei Basket Poznań bardzo wymagające warunki. Przede wszystkim znakomicie operowali piłką i bez większych problemów kreowali sobie wolne pozycje do rzutów. Widać było, że rywale Wielkopolan cechowali się znakomitym zgraniem przez co podopieczni Edmundsa Valeiki musieli dać z siebie coś więcej w obronie niż tylko intensywność w pressingu. Musieli także antycypować zagrania rywali, które wykazywały ich nieprzeciętną inteligencję na parkiecie.
Poznaniacy trzymali się jednak blisko gospodarzy pod względem punktowym i nie dawali im odskoczyć nawet na krok. Kurpisz i Leończyk bezwzględnie wykorzystywali swoje okazje w "pomalowanym", ale gracze Edmundsa Valeiki rewanżowali im się rzutami dystansowymi, dzięki którym skutecznie nadrabiali pokaźne straty z początku spotkania. Za trzy punktowali Blanton, Kikowski oraz co ciekawe Sebastian Rompa, co w połączeniu ze skutecznością Stankowskiego z półdystansu pozwalało nawiązywać równorzędną walkę.
Po pierwszej kwarcie szala przechyliła się minimalnie na korzyść Kotwicy Kołobrzeg przy wyniku 26:21. Enea Basket Poznań miała po swojej stronie indywidualności, które były ewidentnie "w gazie", ale gospodarze wciąż stanowili prawdziwy kolektyw, który naprawdę trudno było zatrzymać. Ogromnym problemem dla Poznaniaków okazywało się głównie błyskawiczne konstruowanie ataków. Gracze z Kołobrzegu po przechwytach czy odzyskanych piłkach błyskawicznie, w zaledwie kilka podań przenieść się pod obręcz przeciwników. Mimo wszystko, podopieczni Edmundsa Valeiki zaskakująco dobrze odnajdywali się w tych chaotycznych warunkach na parkiecie.
Przebieg ostatnich pięciu minut drugiej kwarty to był wet za wet, gdzie obie drużyny wymieniały się prowadzeniem. Trudno było o lepszą reklamę koszykówki niż tamta część spotkania, gdzie oba zespoły szalały w ofensywie, karcąc siebie nawzajem praktycznie co akcję. Na różnicę w wyniku składała się suma detali - każdy przestrzelony rzut mógł dużo kosztować każdą z ekip. Finalnie to Kotwica Kołobrzeg schodziła na przerwę prowadząc 42:41. Enea Basket Poznań w niczym jednak nie odstępowała od doświadczonych rywali i wyciskała maksimum ze swoich akcji także po rzutach osobistych.
Kotwica i Enea Basket Poznań zafundowały dramatyczną końcówkę w wielkim meczu
Po powrocie na parkiet intensywność spotkania się nie zmieniała, a oba zespoły kontynuowały realizowanie swoich założeń na niedzielne spotkanie. Wydawało się, że ich schematy zakładały tylko jedno: zbierać tyle piłek, ile się da, a następnie względnie kontrować rozbitych przeciwników. Koszykarze Enei Basket Poznań i Kotwicy Kołobrzeg grali jak na kodach, trafiając w trzeciej kwarcie nieprawdopodobne, ekwilibrystyczne rzuty po layupach, a także szalone trójki, nie mogąc od siebie w żaden sposób odskoczyć.
Dopiero w końcówce tej części spotkania to gospodarze zaczynali wyraźniej przybliżać się do zwycięstwa. Obręcz nie słuchała już tak bardzo graczy Enei Basket Poznań, a ich rywale grali za to jak natchnieni. Prezentowali oni najwyższy poziom w rozegraniu, a piłka krążyła nimi jak po sznurku na maksymalnym poziomie intensywności. Podopieczni Edmundsa Valeiki starali się ich dogonić za wszelką cenę, dostosowując się tempem do przeciwników, lecz ostatecznie w ostatnie dziesięć minut wchodzili przy wyniku 62:61 dla gospodarzy.
Przebieg ostatnich dziesięciu minut był już jednak inny względem poprzednich trzydziestu. Gra się uspokoiła, a oba zespoły rozsądnie gospodarowały piłką w ataku. To jednak Enea Basket Poznań zaczęła na tym wychodzić na plus, porządkując swoją grę. Kiedy Kotwica Kołobrzeg była w ciągłym ruchu, goście mieli problem z reakcjami, ale gdy gospodarze wyhamowali swoje działania, wtedy zaczęły się problemy. Podopieczni Edmundsa Valeiko zaczynali dominować fizycznie w obronie, odbierali im przestrzeń, a także piłki dzięki agresywnej postawie przy wysokim kryciu blisko połowy.
Finalnie jednak, mimo dobrego momentu Enei Basket Poznań na początku czwartej kwarty, po pięciu minutach było już 69:67 dla gospodarzy. Przyjezdni się jednak nie poddawali i szli naprzód krok po kroku - z każdą wygraną zbiórką w obronie i z każdym trafionym rzutem osobistym. Gracze Kotwice Kołobrzeg w ostatnich minutach zdołali raz jeszcze doprowadzić do remisu 75:75 wściekle atakując przeciwników w obronie, jakby od tego zależało ich życie.
Ostatnie dwie minuty spotkania to była prawdziwa wojna nerwów, bowiem o kolejnych punktach decydowały serie rzutów osobistych, gdzie każdy musiał zachować zimną krew. Tak też się stało, a wynik na tablicy świetlnej po końcowej syrenie wyświetlał 79:79, potwierdzając konieczność rozegrania dogrywki, by rozstrzygnąć mecz.
Weteran poprowadził Eneę Basket do epickiego zwycięstwa
Drużyna Kotwicy Kołobrzeg weszła w nią najlepiej jak się tylko dało za sprawą Pawła Leończyka, który swoimi rzutami spod kosza zaczął prowadzić zespół do zwycięstwa. Enea Basket Poznań kurczowo jednak trzymała się swoich przeciwników, korzystając na ich problemach w defensywie. Goście w dalszym ciągu szukali swoich okazji na powrót do meczu głównie po rzutach wolnych i tak dawali sobie nadzieję na korzystny wynik. Na około dwie minuty przed końcem drużynę trenera Edmundsa Valeiki od remisu dzieliły tylko trzy punkty przy wyniku 80:83. Finalnie doprowadził do niego swoją trójką Arkadiusz Adamczyk i rozpoczął on drogę Enei Basket Poznań do zwycięstwa.
Dzieła zniszczenia dopełnił nie kto inny jak sam Paweł Kikowski, który powrócił do rodzimej hali w wielkim stylu przechylając szalę na korzyść Wielkopolan swoimi bezcennymi rzutami za trzy i za dwa. To właśnie weteran, który przybył do Enei Basket Poznań z przypadku, z powodu niespodziewanej kontuzji Jana Malesy poprowadził swój zespół do epickiego zwycięstwa w epickim meczu wynikiem 90:84.
Pokazał, że jemu w metrykę nie należy zaglądać i że mimo upływu lat potrafi robić wielkie rzeczy. To tak naprawdę tylko jedna składowa kapitalnego sukcesu Enei Basket Poznań, bowiem na szczególne uznanie zasłużyła ofiarność, waleczność i determinacja koszykarzy na zbiórkach oraz kryciu rywali. Ostatni kwadrans spotkania był prawdziwym popisem ich wytrzymałości, bowiem kolokwialnie rzecz ujmując "zajechali" oni Kotwicę Kołobrzeg, której w końcówce obręcz przestała sprzyjać, a na dodatek stracili z powodu nadmiaru fauli dwóch swoich liderów - Jamesa Washingtona III oraz Filipa Małgorzaciaka. W końcu zabrakło także i Leończyka.
Dzisiejszy mecz jest śmiałym kandydatem do miana spotkania tej rundy, a może i całego sezonu. Enea Basket Poznań przetrwała ogromne wyzwanie, a nagrodą jest utrzymanie się w peletonie czołowych zespołów 1. ligi. Obecnie posiada ona taki sam bilans co: WKK Active Hotel Wrocław, KKS Polonia Warszawa, Noteć Inowrocław oraz Decka Pelplin. Rywalizacja jest bardzo wyrównana, a to co wydarzyło się w Kołobrzegu może mieć niebagatelne znaczenie w kontekście układu drużyn w walce o play-offy na wiosnę.
Datzzy Kotwica Port Kołobrzeg - Enea Basket Poznań 84:90 (26:21, 16:20, 20:20, 17:18, d: 5:11)
Kotwica: Małgorzaciak (20 punktów, 1 zbiórka, 5 asyst), Góreńczyk (6 punktów, 6 zbiórek), Kaszowski (9 punktów, 2 zbiórki), Czujkowski (4 punkty, 3 zbiórki), Długosz (10 punktów, 6 zbiórek), Kurpisz (4 punkty, 8 zbiórek), Washington (6 punktów, 3 zbiórki, 8 asyst), Leończyk (22 punkty, 11 zbiórek, 2 asysty), Rutkowski (3 punkty, 6 zbiórek, 4 asysty).
Enea: Nowicki (4 punkty, 5 zbiórek, 3 asysty), Kluj (1 zbiórka), Blanton (14 punktów, 5 zbiórek, 4 asysty), Kikowski (18 punktów, 6 zbiórek, 1 asysta), Stankowski (10 punktów, 5 zbiórek, 7 asyst), Rompa (19 punktów, 9 zbiórek, 2 asysty), Dimanochie (4 punkty, 4 zbiórki), Adamczyk (14 punktów, 3 zbiórki, 2 asysty), Siewruk (7 punktów, 4 zbiórki).
Komentarze (0)