Nie tak to miało wyglądać. Los nie oszczędza wychowanka Lecha Poznań

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Nie tak to miało wyglądać. Los nie oszczędza wychowanka Lecha Poznań - Zdjęcie główne
Autor: X - @SLBenfica | Opis: Były zawodnik Lecha Poznań ma coraz mniej powodów do zadowolenia

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaTo miał być kolejny ważny krok w jego karierze, a na razie musi pogodzić się z rolą głębokiego rezerwowego. Początek przygody Jakuba Kamińskiego z Benficą jest daleki od wymarzonego scenariusza. Polak coraz częściej ogląda mecze z ławki, a w Portugalii stawiają konkretną diagnozę jego problemów.
reklama

Jakub Kamiński latem zdecydował się na transfer do jednego z najbardziej utytułowanym klubów w Portugalii. Po udanym sezonie w FC Koeln reprezentant Polski przeniósł się do Benfiki, która zapłaciła za niego 17 mln euro. Klub z Lizbony związał się z 24-latkiem kontraktem do 2031 roku, a w umowie znalazła się również klauzula odstępnego wynosząca 60 mln euro.

Kwota jasno pokazywała, że Benfica nie traktuje Polaka jako przypadkowego uzupełnienia kadry. Wychowanek Lecha Poznań miał być zawodnikiem, który w dłuższej perspektywie będzie stanowił o sile zespołu. Początek jego pobytu na Półwyspie Iberyjskim nie daje jednak powodów do szczególnego optymizmu.

Z minuty na minutę tracił miejsce

reklama

Początkowo wyglądało to obiecująco. Skrzydłowy rozpoczął sezon w podstawowym składzie w dwóch pierwszych spotkaniach el. Ligi Europy przeciwko FC St. Gallen. Później jego sytuacja zaczęła się jednak gwałtownie zmieniać. Portugalskie media już w sierpniu zwracały uwagę na niewielką liczbę minut, ale jednocześnie podkreślały, że Benfica nadal ma wobec niego konkretny plan.

Problem w tym, że od tamtego momentu Kamiński wcale nie zaczął grać więcej. Długo czekał na debiut w rozgrywkach ligowych. W spotkaniach z Academico de Viseu, Casa Pia i Estorilem nie podniósł się z ławki rezerwowych. Pomiędzy tymi meczami pojawiał się na boisku w el. Ligi Europy, ale były to krótkie, kilkuminutowe epizody. 

Przełomowy okazał się mecz z Maritimo, ale dopiero gdy kontuzji doznał jego klubowy kolega, Alexander Bah. Wychowanek Kolejorza wszedł na boisko w trakcie meczu i ostatecznie uzbierał 74 minuty. Tyle, że Kamiński był zmuszony zagrać na prawej obronie.

reklama

- To miało związek z naszym planem strategicznym. Mieliśmy dwa rozwiązania: chcieliśmy pozwolić Rafie Silvie grać w centrum, a flankę oddać bardziej ofensywnemu bocznemu obrońcy. W tym przypadku Kamiński również tam trenował, ponieważ grał na tej pozycji w reprezentacji Polski i widzieliśmy to kilka razy - powiedział trener Marco Silva cytowany przez "Record" po meczu z Maritimo.

Kilka dni temu Benfica mierzyła się na wyjeździe z Moreirense. Trener postanowił dokonać kilku roszad w składzie i na lewą flankę wpuścił Andreasa Schjelderupa, z którym reprezentant Polski rywalizuje o miejsce w ofensywie. Norweg zagrał pełne 90 minut i zanotował gola oraz dwie asysty. 

Wydawało się, że Kamiński znów pojawi się na prawej obronie, ale nic z tego. Całe spotkanie rozegrał zaledwie 18-letni Daniel Banjaqui, dla którego był to dopiero czwarty mecz w pierwszej drużynie i pierwszy w tym sezonie. Polakowi pozostało obejrzenie spotkania z perspektywy ławki.

reklama

Podobnie było w niedzielnym spotkaniu z Gil Vicente. Przy stanie 1:1, wśród ofensywnych graczy pierwsi do wejścia z ławki okazali się Dodi Lukebakio i Claudio Echeverri. Kamiński mógł tylko przyglądać się, jak jego koledzy przechylają szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Dorobek 24-latka w tym sezonie jest mało imponujący - to zaledwie 236 minut.

Brutalna ocena Kamińskiego. "Jest dopiero piątą opcją"

Na początku września sytuację Kamińskiego konkretnie ocenił Bartosz Kubica, skaut pracujący od kilku lat w Portugalii. Jego zdaniem reprezentant Polski nie zrobił dobrego wrażenia na obecnym szkoleniowcu, a z racji dużej konkurencji na skrzydłach, nie znajduje się on nawet wśród potencjalnych rezerwowych do wejścia na drugą połowę. 

reklama

- Widać, że nie jest zawodnikiem, którego szczególnie docenia nowy trener. Oczywiście mówi o Kubie dyplomatycznie. Podkreśla, że zawodnik musi pracować i nikogo nie wyklucza. I to jest prawda. Może w pewnym momencie Kamiński dostanie szansę, strzeli jedną lub dwie bramki, zrobi jakieś asysty i uśmiechnie się do niego szczęście. Niestety, początek jest przeciętny. Nawet w obu meczach przeciwko St. Gallen był słaby. W tej chwili zespół ma sześciu zawodników na obie skrajne pozycje. W hierarchii przed Kaminskim z pewnością są Rafa Silva, Dodi Lukebakio, Andreas Schjelderup i Gianluca Prestianni. Kuba jest piąty i dlatego nie gra - powiedział Kubica w rozmowie z portugalskim A Bola.

Polak, który na co dzień współpracuje z akademią Benfiki, zwrócił również uwagę na możliwy problem z dopasowaniem Kamińskiego do stylu gry drużyny. Polak w poprzednich klubach potrafił wykorzystywać szybkość, przestrzeń i moment przejścia z obrony do ataku. Benfica natomiast bardzo często musi mierzyć się z rywalami ustawionymi głęboko, przeciwko którym skrzydłowi mają inne zadania i potrzebują innych atutów.

- Być może bliski krąg Kamińskiego i sam zawodnik dokonali błędnego odczytu stylu gry Benfiki. Kuba to inny typ gracza. Jest dobry w atakowaniu przestrzeni, przydatny w drużynie, która gra w kontrataku. Z kolei Benfica potrzebuje graczy o wysokich zdolnościach technicznych, zdolnych do wygrywania pojedynków, przechodzenia przez dwóch lub trzech przeciwników - zauważył Kubica.

Benfica wciąż w niego wierzy. Czy sytuacja może się odwrócić?

Nie ma podstaw, aby już teraz ogłaszać transfer Kamińskiego niewypałem. Benfica zapłaciła za niego duże pieniądze, podpisała z nim pięcioletni kontrakt i co istotne, nadal realizuje plan związany z jego rozwojem. Portugalczycy piszą o tym, że Marco Silva ma pracować nad tym, aby odpowiednio wykorzystać jego możliwości.

Była gwiazda Lecha Poznań musi jednak zacząć dostawać więcej minut. Być może zmieni się to, gdy rozpocznie się decydująca gra w fazie zasadniczej Ligi Europy. Na razie jednak przed przerwą reprezentacyjną Benfica zagra jeszcze dwa spotkania - ligowe z FC Porto oraz pucharowe z AC Milanem. Trudno spodziewać się, że w tak ważnych spotkaniach trener postawi na 24-letniego zawodnika.

Z perspektywy polskich kibiców, ciekawie zapowiada się starcie właśnie z Lechem Poznań. Oba zespoły zmierzą się 5 listopada w Lizbonie. Może do tego czasu sytuacja Polaka się odmieni - zacznie grać w październiku i będzie mógł liczyć na wyjściowy skład przeciwko swojemu byłemu klubowi. Na razie fakty są jednak nieubłagane: wydane kilkanaście milionów euro, zaledwie 74 minuty w lidze i coraz niższa pozycja w hierarchii Marco Silvy. Nie tak miał wyglądać początek tej przygody.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo