Czy Lechowi Poznań należał się rzut karny?
Podopieczni trenera Nielsa Frederiksena zagrali bardzo udane zawody i po raz drugi w tym sezonie potrafili pokonać swojego przeciwnika różnicą trzech bramek w starciu ligowym. Kibice przy Bułgarskiej mogli obejrzeć tego wieczoru nawet więcej goli, ale w drugiej połowie "Kolejorz" miał problemy ze skutecznością. Szerokim echem odbiła się także decyzja sędziego, który w 69. minucie nie wskazał na wapno, choć w polu karnym przewracał się Patrik Walemark.
Skrzydłowy Lecha Poznań w bocznym sektorze boiska walczył o pozycję z Patrykiem Dziczkiem. Początkowo udało mu się uwolnić spod opieki zawodnika Piasta Gliwice, ale defensywny pomocnik dogonił go już w polu karnym, tuż przy linii bocznej. Walemark zdecydował się na jeszcze jeden zwód i w tym momencie upadł na murawę, łapiąc kontakt z przeciwnikiem.
Sędzia Wojciech Myć uznał, że nie było podstaw do podyktowania rzutu karnego. Jego decyzję podtrzymano także na wozie VAR, który nie wezwał arbitra do obejrzenia tej sytuacji. Powtórki telewizyjne pokazały, że wejście Patryka Dziczka mogło spowodować upadek Patrika Walemarka. W tamtym momencie piłkarze Lecha nadmiernie nie protestowali, ale na trybunach dało się usłyszeć gwizdy i niezadowolenie kibiców.
Ekspert krótko ocenił sytuację. "Miękki kontakt"
Sytuację przeanalizował w studiu Canal+Sport ekspert sędziowski, Adam Lyczmański. Zdaniem byłego arbitra, więcej kontrowersji wywołałaby decyzja o wskazaniu na jedenasty metr.
- Pierwsze ujęcia pokazują, że prawdopodobnie dochodzi tutaj do przewinienia, natomiast drugie ujęcie wskazuje na to, że zawodnik Lecha najpierw się poślizgnął. Dopiero po tym uślizgu jest trącony lekko przez przeciwnika. Wyceniam to jako miękki kontakt. Sędziowie VAR zapewne mieli takie samo odczucie - wyjaśnił Lyczmański.
W tamtym momencie "Kolejorz" prowadził już dwiema bramkami, więc decyzja sędziego finalnie nie miała wpływu na potencjalne odwrócenie losów meczu lub jego dalszy przebieg. Mistrzowie Polski kontrolowali spotkanie w ostatnim kwadransie, a swoją dominację zaznaczyli jeszcze golem Yannicka Agnero.
Kibice są innego zdania. Krytyczne opinie na temat eksperta
W mediach społecznościowych nie zabrakło komentarzy wśród obserwatorów niedzielnego starcia. Większość z nich absolutnie nie zgadza się z przedstawioną interpretacją. "Miękka to jest ta argumentacja" - możemy przeczytać na portalu X.
Co ciekawe, najbardziej oberwało się właśnie ekspertowi Canal+, a nie sędziemu Wojciechowi Myciowi. Kibice zarzucili Lyczmańskiemu brak jednoznacznych opinii w takich sytuacjach i szukanie niepotrzebnych wytłumaczeń decyzji arbitrów.
Komentarze (0)