Wokół byłego piłkarza Lecha od początku było burzliwie
Timothy Ouma to piłkarz, z którym kluby najwyraźniej nie mają lekkiego życia. Po problemach dyscyplinarnych w Lechu Poznań, które rozjuszyły samego Nielsa Frederiksena, słynącego ze stoickiej postawy, burzliwie zrobiło także w gabinetach podczas tegorocznego letniego okna transferowego. Kenijczyk podgrzał atmosferę akcją, kiedy to był już po słowie z Partizanem Belgrad w sprawie swoich przenosin do tego klubu, ale ostatecznie Slavia Praga... nagle zmieniła pierwotne warunku finansowe, które były już uzgodnione.
Portal "Mozzart Sport" swego czasu donosił, że serbski klub czekał przez jakiś czas, mając nadzieję, że Slavia wróci do wcześniejszów zapisów, ale ponieważ tak się nie stało musiał działać na rynku i odpuścić temat mistrza Polski z Lechem Poznań. Partizan nie podjął dalszej walki nawet mimo doskonałych rekomendacji ze strony Tomasza Rząsy, który TUTAJ wypowiadał się na temat swojego dawnego wyboru transferowego.
Ouma trafił ostatecznie do klubu z zaplecza Premier League, a mianowicie Charlton Athletic. Nie był to jednak pretendent do najwyższych celów w poprzednim sezonie. Utrzymał się on w lidze z zaledwie sześciopunktową przewagą nad czerwoną latarnią ligi. Tym samym zajął 19. miejsce - dwa wyżej nad strefą spadkową. Bilans nowej ekipy Kenijczyka wynosił 13 zwycięstw, 14 remisów i 19 porażek, a więc daleko mu było do walki o najwyższe cele jak w przypadku Slavii czy Lecha.
Timothy Ouma trafił zatem w dość trudne środowisko, ale przedstawiciele Charlton Athletic nie kryli radości z powodu udanego transferu. Trener Nathan Jones cenił w nim szczególnie atletyzm i technikę, a do tego wszystkiego dołożył także atut związany z doświadczeniem. Sam dyrektor sportowy James Rodwell również nie szczędził komplementów mistrzowi Polski. Wypowiedział się dość podobnie co opiekun drużyny, podkreślając, że nie jest to przypadkowy ruch na rynku.
- Cieszymy się, że możemy powitać Timothy’ego w naszym klubie. To zawodnik, którego podziwiamy już od dłuższego czasu i który idealnie wpisuje się w profil, jaki określiliśmy, dążąc do dalszego rozwoju naszego składu. Wnosi do drużyny atletyzm, umiejętności techniczne z piłką oraz silną obecność w środku pola. Nie możemy się doczekać, by zobaczyć go w koszulce Charltonu. Zapewniliśmy sobie również możliwość sprowadzenia go na stałe, ale z pewnymi warunkami, co stawia nas w dobrej pozycji, jeśli Timothy spełni nasze oczekiwania - stwierdził dyrektor Rodwell na łamach oficjalnej strony Charlton Athletic.
Od skrajności do skrajności. Piłkarz Lecha nadużył zaufania kibiców
Tak pozytywne zapowiedzi mogły podnosić oczekiwania fanów Charlton Athletic, którzy w większości zapewne nie znali dokładnej charakterystyki gry swojego nowego piłkarza z czasów Lecha. Niestety, Kenijczyk póki co kompletnie rozmija się z wygórowanymi oczekiwaniami. Na łącznie osiem kolejek Championship wystąpił w trzech. Trener Jones dał mu rozegrać dwa razy po 45 minut i raz 30 minut. Ouma wyszedł nawet w pierwszym składzie na Stoke City, ale jego drużyna przegrała 4:0. Do tego fatalnego meczu jeszcze wrócimy.
W przypadku Oumy pierwsze dobre wrażenie skończyło się na pucharowym meczu z Tottenhamem, w którym to zadebiutował w walce o stawkę w nowej ekipie. Mimo porażki Kenijczyk pokazał po swojej stronie, że drużyna będzie mogła liczyć na jego fizyczność i umiejętności gry w defensywie. Pięć razy zażegnywał niebezpieczeństwo wybiciami, a do tego optymizm budowały trzy wygrane pojedynki na pięć prób, dwa przechwyty i w sumie osiem interwencji w obronie.
Niestety spotkanie ze Stoke uwydatniło już wszelkie problemy Oumy, których nie broniły żadne liczby. Kenijczyk problemy na zespół ściągnął już w 15. minucie, kiedy przy dośrodkowaniu z rzutu rożnego sprokurował rzut karny. Były gracz Lecha Poznań popisał się wtedy zagraniem, którego nie powstydziłby się zawodowy futbolista amerykański. Kibice w social-mediach dość wyraźnie zaznaczali, że właśnie ten moment rozpoczął późniejszą serię kolejnych przykrych zdarzeń dla drużyny Charlton.
Ouma doprowadził też do gola na 2:0, kiedy to próbując wybić piłkę... kopnął wprost w swojego kolegę z drużyny. Piłka po odbiciu trafiła następnie prosto do nóg Galbraitha, który pokonał całkowicie zasłoniętego bramkarza drużyny Charlton. Finalnie ekipa Kenijczyka do przerwy straciła aż cztery gole, a mistrz Polski nawet nie wyszedł na drugą połowę. Kibice zresztą nie oszczędzali go w komentarzach pisząc w social-mediach, że to najgorszy gracz w historii Charlton Athletic. Jeszcze inni dodawali, że zwyczajnie... nie chcą go więcej widzieć.
Kibice nie oszczędzają byłego piłkarza Lecha. Musi poszukać stabilizacji
Timothy Ouma ma przed sobą wyjątkowo trudne zadanie, by odzyskać uznanie w oczach kibiców Charlton, którzy piszą wprost w Internecie, że jego połączenie ze Oliverem Skippem zwyczajnie nie działa. Kenijczyk wychodzi za wysoko do piłek i tym sposobem tworzą się dziury między formacjami, które skutkują tym, że Charlton robi się podatne na ataki po fazach przejściowych. Swego czasu podobne problemy dotykały Kolejorza, kiedy to w związku ze zmianami w pressingu jedna formacja nie podążała za drugą i dochodziło do tworzenia się luk.
Jeszcze inni pisali, że Ouma to zły omen dla swojego zespołu, biorąc pod uwagę fakt, iż Charlton nie zdołało wygrać z nim choćby jednego spotkania. Kibice nie są w stanie póki co dostrzec atutów zawodnika, które tak wychwalali przy okazji jego transferu trener z dyrektorem. Jeden dobry mecz z Tottenhamem, gdzie Kenijczyka komplementowali także brytyjscy dziennikarze to póki co za mało, by przekonać kibiców, co do swoich umiejętności.
Przed Timothym Oumą szykuje się pracowity czas, a Partizan Belgrad zdaje się, że może odetchnąć z ulgą biorąc pod uwagę to jak Kenijczyk radzi sobie w Anglii. Kibice Lecha Poznań słysząc teraz doniesienia o problemach z Oumą mogą niczym na popularnym memie zapytać fanów Charlton: "First time?".
Już w Kolejorzu Kenijczyk udowodnił, że jest szalenie niestabilnym graczem, który w jednym spotkaniu potrafi przemienia się w popularną "Pumę" połykającą kolejne metry, dominującą grę i agresywnie atakującą rywali w pressingu, by potem ślizgać się na murawie jak na łyżwach, prokurować łatwe gole dla rywali czy napędzać kontrataki przeciwników.
Komentarze (0)