Mentalność piłkarza Lecha stoi na nienagannym poziomie
W trakcie wrześniowo-październikowej przerwy reprezentacyjnej większość piłkarzy zdecydowała się na solidny odpoczynek od piłki i nabranie sił przed powrotem do treningów. Yannick Agnero miał jednak inny potrzeby i wprawił kibiców w niemałe zaskoczenie, kiedy to... od razu po rozpoczęciu urlopowego tygodnia zameldował się na boisku treningowym przy Bułgarskiej. Obiektywy od razu uchwycił go w akcji, a kibice zaczęli pytać o to, co stoi za taką sytuacją piłkarza?
Iworyjczyk swoją wytężoną, ciężką pracą pokazuje całym sobą, że jest piłkarzem 24 godziny na dobę i zdecydowanie ma na siebie inne plan niż odpoczynek. Jego profesjonalizm może imponować, a o szczegółach w tej kwestii mówił nam już wcześniej w wywiadzie TUTAJ. Piłkarz właściwie reaguje na swoje problemy, które w ostatnim czasie znów zyskały na dużym znaczeniu na boiskach piłkarskich. Z czasem po obiecującym etapie sezonu w social-mediach znów pojawiła się masa krytyki ze strony fanów.
Piłkarz znów przez większość czasu nie prezentuje w swojej grze tego, czego oczekuje się od następcy Mikaela Ishaka. Były gracz Halmstads co prawda przyczynił się do cennych zwycięstw z Wieczystą Kraków i Klaksvik na własnym terenie, ale dwa gole i asysta w 14 meczach oraz ponad 500 rozegranych minutach to dość mizerny wynik jak na zawodnika, który chce wygryźć z pierwszego składu legendę.
Zdecydowanie nie można już powiedzieć o Yannicku Agnero, że brakuje mu regularnej gry czy dłuższych występów w meczach. Wychodził w wyjściowych składach pięć razy, a jako rezerwowy dostawał głównie pomiędzy 20-30 minut na grę. Z Iworyjczykiem problem jednak jest ten sam co wcześniej - wydaje się nie pasować do tego, co stara się grać Niels Frederiksen. Gra tyłem do bramki i holowanie piłki sprawia 23-latkowi problemy z powodu braku odpowiedniej techniki użytkowej przy przyjęciu piłki oraz rozegraniu. Nie potrafi łączyć też fazy kreowania przy niższych zejściach z natychmiastowymi, efektywnymi powrotami w pole karne.
Zawodnikowi nie można odbierać tego, że latem przeszedł imponującą przemianę. Nabrał muskulatury i pokazał iście jordanowski charakter zwycięzcy ciężką pracą na siłowni. Ponadto miał też w tym sezonie przebłyski w postaci znakomitego meczu w Superpucharze z Górnikiem Zabrze, czy solidnych występów przeciwko Thun w Szwajcarii oraz Piastowi Gliwice w Ekstraklasie. Niestety, były to bardziej epizody aniżeli fragmenty składające się na obraz napawający optymizmem. Przez większość czasu jego ogólne statystyki strzałów, celnych podań czy udanych pojedynków nie były wyższe niż pięć w pojedynczym meczu.
Niedawna skała w Lechu Poznań obiecująco zareagowała na pierwszy kryzys
Z Terrym Yegbe natomiast sytuacja nie była aż tak zła na początku sezonu jak w przypadku Agnero, ale widać, że piłkarz chce dać z siebie więcej niż musi. Ghańczyk zrelaksował się przez kilka dni w odległym Mediolanie, ale również szybciej wrócił do Polski, by przedwcześnie zacząć przygotowania do dalszej części sezonu. Pokazała to wczorajsza fotografia w mediach społecznościowych, kiedy to razem z Yannickiem Agnero dał się namówić do wspólnego zdjęcia z najmłodszymi piłkarzami przy okazji jednego z treningów przy Bułgarskiej.
fot. Terry_Yegbe2/Instagram
Były gracz Metz pokazuje, że mocno chce walczyć o swoją pozycję, którą dość niespodziewanie odebrał mu Mateusz Skrzypczak. Yegbe skradł w lipcu serca sympatyków Kolejorza prezentując się niczym piłkarski terminator w defensywie. Jego wysokie wyjścia w agresywnym pressingu przynosiły kibicom Lecha sporo radości, a Ghańczyk dodatkowo wnosił ogromn spokoju w rozegraniu pod własną bramką. Start sezonu należał do niego także przez to, jaki charakter pokazywał względem kibiców, kiedy po meczu z Górnikiem w Superpucharze pierwszy pobiegł pod Kocioł z trofeum, a później razem z najwierniejszymi fanami świętował obłędnego gola z Aarhus.
Niestety, problemy wizowe popsuły cały sielankowy nastrój, a formę piłkarza zahamowała ławka rezerwowych. Mimo, iż piłkarz nie zatracił swoich umiejętności siedząc w konsulacie, Niels Frederiksen zdawał się nie pamiętać o świetnych meczach, które rozegrał do tej pory i stwierdził, że to dobry czas, by na boisku wykazał się Mateusz Skrzypczak. Tym samym Yegbe od połowy sierpnia zniknął fanom Kolejorza z oczu.
Kiedy natomiast Ghańczyk już wrócił do gry, zdecydowanie nie przypominał tego "TERRYminatora", którym był wcześniej. Mecz z Crystal Palace był w jego wykonaniu jak z sennego koszmaru, kiedy to najpierw podał na srebrnej tacy kuriozalnego gola na 1:0 wrzutem z autu, a potem gdyby nie spalony doprowadziłby do jednego z najbardziej upokarzających trafień samobójczych w tym sezonie Ligi Europy. Skała, którą był w obronie kompletnie się skruszyła, a piłkarz ewidentnie potrzebował odbudować swoją utraconą formę.
Wcześniejszy powrót do treningów i mocniejsza harówka na boisku najwyraźniej ma przekonać Nielsa Frederiksena do tego, by Duńczyk zaczął znów częściej stawiać na Yegbe. Tylko tak piłkarz zyska szansę na rehabilitację i złapie pewność siebie. W Ekstraklasie rozegrał w sumie trzy mecze z ośmiu, w Lidze Europy miał natomiast jeden pełny, a w pucharowych kwalifikacjach nazbierał łącznie 10 oraz 90 minut w dwóch rozegranych starciach z czterech możliwych. Niels Frederiksen ma przed sobą trudne zadanie, by znaleźć właściwy balans w rotacji pomiędzy Terrym, a Mateuszem Skrzypczakiem.
Komentarze (0)