Yannick Agnero ma za sobą intensywne lato. "Problemy zdrowotne to jedyne, co mnie stopuje"
Cieszę się, że możemy porozmawiać akurat na początku sezonu, bo od momentu rozpoczęcia przygotowań i pierwszych treningów z drużyną, w social-mediach widać jak bardzo kibice Lecha Poznań w ciebie wierzą. Wielu ma nadzieję na to, że ten sezon będzie dla ciebie przełomowy. Mocno odczuwasz wsparcie fanów na początku rozgrywek?
Tak, zdecydowanie. Czułem to cały czas również w innych klubach. Zdaję sobie sprawę z potrzeb czy oczekiwań fanów Lecha i staram się im sprostać.
To lato z pewnością było też dla ciebie wyjątkowe ze względu na sukces reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej. Wreszcie zagraliście w fazie pucharowej mistrzostw świata.
Oglądałem kilka meczów Wybrzeża Kości Słoniowej na tym mundialu. To było dla nas historyczne wydarzenie, bo pierwszy raz w historii udało nam się awansować do tej fazy turnieju. Towarzyszą nam słodko-gorzkie odczucia, bo chcieliśmy zajść jeszcze dalej w turnieju. Wciąż mamy dużo do zrobienia na drodze do tego, by stać się lepszą drużyną w kolejnych czterech latach.
Mówiąc o jednak twoim lecie w kontekście Lecha Poznań, trzeba przyznać, że zdecydowanie nie odpuszczałeś na siłowni. Wszedłeś w ten sezon z większą muskulaturą i zapewne z jeszcze większą siłą. To największa zmiana, którą obecnie czujesz względem poprzednich przygotowań latem rok temu?
Tak, całkiem dużo osób zauważyło, że moja sylwetka się zmieniła. Rok temu latem nie miałem żadnej przerwy wakacyjnej i praktycznie od razu ze Szwecji przeniosłem się do Lecha Poznań. Siłą rzeczy, naturalnie nie miałem wtedy czasu, żeby bardziej zadbać o siebie, ale teraz było inaczej. Miałem możliwość, żeby lepiej przeanalizować to, w jakim miejscu jestem i w jakim stanie jest obecnie moje ciało - czego potrzebuje. Wiedziałem już dokładnie, nad czym popracować w wakacje i co mogę poprawić. Tegoroczne lato było dla mnie dobrym czasem pracy.
Czyli taki przyrost mięśni, ciężka praca na siłowni i kontynuowanie treningów było czymś, co sam sobie narzuciłeś? Twoja ciężka praca nie wynikała z zaleceń sztabu szkoleniowego, lecz można powiedzieć, że była efektem twojej mentalności, by cały czas się poprawiać?
Zgadza się. Wierzę w to, że choć jesteśmy zespołem, to każdy dba też o swój własny rozwój osobisty. Wierzę w ciężką pracę, którą podejmuję na własną rękę i która sprawia, że się rozwijam. Indywidualne działanie na drodze do stawania się lepszym zawodnikiem to pierwszy krok do tego, by lepiej pomóc zespołowi. Potem, gdy dołączasz do grupy po tak przepracowanych wakacjach, możesz to tylko pokazywać.
Mecz z Górnikiem Zabrze o Superpuchar Polski był chyba tego najlepszym dowodem. Widzieliśmy bardzo dobry pokaz umiejętności w twoim wykonaniu po wejściu z ławki. Wykonywałeś intensywną i skuteczną pracę w pressingu, a także prawie zdobyłeś gola, gdyby nie spalony. W tamtym momencie kibice mogli oglądać tą docelową formę, jaką chce prezentować Yannick Agnero?
Wierzę, że było tak dobrze jak mówisz. Jeśli faktycznie zaprezentowałem taką dyspozycję, to tylko podkreśla, że indywidualna praca, którą wykonałem latem w wakacje czy w trakcie obozu przygotowawczego z drużyną prowadzi do dobrych efektów. Wciąż jednak mam jeszcze pewne problemy fizyczne związane z dolną częścią pleców, z krzyżem. Czasem czuję to w trakcie niektórych spotkań, a czasami jest lepiej. Muszę się z tym uporać i to naprawić, bo problemy zdrowotne to jedyne, co mnie stopuje. Zdarza się, że mam przez to problemy w meczu, jeśli chodzi o częstsze bieganie. Kiedy jednak gram takie mecze jak z Górnikiem Zabrze, czuję, że mogę biegać naprawdę sporo i tylko rosnąć formą - mogę dać z siebie wszystko, co najlepsze i chcę tak wyglądać w każdym meczu. Wciąż pracuję nad tym, by być gotowym w stu procentach i jestem bardzo pozytywnie nastawiony do tego sezonu.
Wiemy, że tegoroczne lato przyniosło tobie zmiany na plus w kontekście twojej siły fizycznej. Jak zatem oceniasz poziom poprawy swojej gry jako napastnik grający tyłem do bramki, opierający się bardziej na podaniach w środku pola w stylu Mikaela Ishaka?
Myślę, że wciąż jest jeszcze kilka detali w grze, nad którymi muszę popracować, by lepiej zaadaptować się do stylu Lecha Poznań. W Halmstads było inaczej, ponieważ grałem bardziej przodem do bramki i bazowałem na dalekich podaniach do przodu przez co musiałem dużo biegać. Teraz szukam piłek bliżej środka pola. Sądzę jednak, że wciąż mam umiejętności, by sprawdzać się i w tym systemie gry. Po każdym meczu koncentruję się na każdym, nawet najmniejszym detalu, by móc jak najbardziej poprawić się w procesie treningowym. Wierzę, że po kilku kolejnych meczach będzie można się o tym przekonać poprzez gole, które zdobędę. Aktualnie największą zmianę na plus, grając w stylu Lecha przyniosła mi ogólna poprawa mojej fizyczności, bo dzięki temu po przyjęciu piłki mogę ją lepiej chronić i tym samym dłużej się przy niej utrzymywać. Czuję się lepszy także w skanowaniu boiska w trakcie meczu - to również napawa mnie dużym optymizmem.
Pobyt Agnero w Lechu to ciągła walka. "Jestem profesjonalistą 24 godziny na dobę"
Problemy zdrowotne, przesiadywanie meczów na ławce i ciągła walka o miejsce w składzie nie są łatwe do udźwignięcia mentalnie zwłaszcza, gdy ma się rodzinę daleko od siebie. Na filmach z obozu przygotowawczego widziałem jednak, że wyjątkowo dobrze od samego początku zgrałeś się z Terrym Yegbe. Sporo was łączy w kontekście przeszłości: wspólnie opuściliście Ghanę w młodym wieku, dotarliście do Skandynawii, a teraz gracie razem w Lechu. Jego obecność pomaga tobie lepiej znosić trudne momenty, gdy nie ma wokół ciebie bliskich? Czujesz, że to taka twoja bratnia dusza?
Rok temu też miałem bliskich przyjaciół jak Taofeek Ismaheel czy Timothy Ouma. Z Terrym jest jednak trochę inaczej. Spędziłem w Ghanie większość swojego dzieciństwa i znam przez to lepiej początki jego kariery. Możemy rozmawiać w jego rodzimym języku i tym samym rozumieć się, co też wpłynęło na to, że mieliśmy dobrą relację od samego początku, gdy przyszedł do Lecha. Rywalizowałem z nim także dwa razy, gdy grałem w Szwecji. To topowy zawodnik, a nasza współpraca zawiązała się bardzo szybko. Wspólnie mamy dobry vibe. Oczywiście z innymi osobami w klubie też utrzymuję fajne relacje, ale to inny poziom więzi, gdy tak dobrze znasz czyjeś pochodzenie, przeszłość i cały background jego kariery.
Jak bardzo jego obecność sprawia, że ta samotność tobie nie przeszkadza? Pytam w nawiązaniu do tej wcześniejszej kwestii. Kiedy pojawiają się problemy czy trudności, dobrze jest mieć wokół siebie bliskich. Terry Yegbe zalicza się do takich ludzi, których obecność szczególnie doceniasz?
Każdy odczuwa samotność w inny sposób. Opuściłem swoją rodzinę, kiedy miałem 11 lat i przeniosłem się do Ghany, wtedy kompletnie innego środowiska dla mnie. Po siedmiu latach wyprowadziłem się do Danii, gdzie byłem sam, a potem trafiłem do Szwecji, gdzie sytuacja też nie była inna pod tym względem. Z czasem zacząłem czuć się komfortowo z samotnością - okazało się, że potrafi ona przynosić skupienie. Bycie samotnym przestało mi przeszkadzać, bo się do tego przyzwyczaiłem. Choć z pewnością miło jest spędzać czas z kimś, z kim można regularnie pogadać i kto jest blisko. Moja rodzina wspiera mnie z domu, a dziewczyna mieszka we Francji i czasem przyjeżdża do Poznania. W każdej sytuacji czuję się komfortowo - niezależnie czy przebywam sam ze sobą czy z kimś.
A mentalnie w momentach kryzysu, w jaki sposób jesteś w stanie sam sobie dodać otuchy? Co sprawia, że masz siłę walczyć dalej mimo przeciwności losu?
Zawsze przypominam sobie, kim naprawdę jestem i dlaczego gram w piłkę. Wierzę w zasadę, która brzmi: "Jeżeli <dlaczego> jest silniejsze, to <jak> jest łatwiejsze". Jeśli rozumiesz to, dlaczego zacząłeś coś robić, zaczynasz łatwiej czuć, jak możesz osiągnąć swoje cele.
To przejdźmy zatem do kwestii, która teraz w twoim przypadku wydaje się najboleśniejsza czyli brak minut. Mikael Ishak przedstawił nam ciebie jako bardzo pokorną, ciężko pracującą osobę, ale to było jeszcze w zeszłym sezonie. Teraz wkraczasz w kolejny rok, ale wciąż siedzisz na ławce. Coraz trudniej jest tobie utrzymać cierpliwość odnośnie braku częstszych szans na grę w dłuższym wymiarze czasowym?
Wszystko przychodzi naturalnie. Ktoś, kiedyś powiedział, że uczciwa rywalizacja, to dobra rywalizacja. Uważam, że niezmiennie muszę ciężko pracować i być cierpliwym aż moja szansa nadejdzie. Gdy to się stanie, a ja będę gotowy, to będzie już zupełnie inna rozmowa. Dlatego teraz ciężko pracuję, by w momencie próby pokazać wszystkim, co osiągnąłem dotychczas. Wiem do czego jestem zdolny, wiem jak się przygotowuję i potrzebuję teraz czasu, by to udowodnić na boisku.
Bardzo trudno jest pokazać moc swoich możliwości, kiedy dostaje się od trenera regularnie 20-30 minut na grę i to w dodatku, kiedy mecz już trwa i może różnie wyglądać. Wtedy z perspektywy trybun zazwyczaj widzimy tylko fragment twojego całego procesu w drodze do gry na boisku w koszulce Lecha Poznań. Co zatem pozostaje poza wzrokiem fanów, a zasługuje na opowiedzenie twoim zdaniem? Pytam, dlatego, że w ocenach występów zawodników często możemy nie doceniać tego, co wydarzyło się poza naszymi oczami, a być może warto powiedzieć o pewnych poświęceniach, korzystając z tego, że rozmawiamy
Każdy w życiu dokonuje pewnych poświęceń. Dla mnie rzeczywistość nie wygląda tak, że trening zaczyna się o ósmej rano i kończy o 13:00. Trwa cały dzień, a ja jestem profesjonalistą 24 godziny na dobę. Profesjonalizm oznacza to, jak się regenerujesz, jak i z kim trenujesz przykładowo dodatkowo na siłowni po zakończeniu etapu pracy na stadionie. To małe detale w mojej pracy, które też wpływają na to, jak wyglądam później na boisku. Nie rozmawiam o innych, ale tak jak mówiłem, dla mnie bycie profesjonalistą trwa 24 godziny na dobę. Nie mam chwil, że jem czy robię coś szalonego - dokładnie dbam o każdy aspekt mojego życia i żeby być gotowym na kolejny poziom rozwoju. To jest też coś, co lepiej zrozumiałem przychodząc do Lecha Poznań. Idąc tą ścieżką widzę pozytywne rezultaty, więc zamierzam to kontynuować. Zobaczymy, co się wydarzy za kolejne kilka miesięcy.
Trener Niels Frederiksen stawia przed tobą jakieś konkretne wytyczne w kontekście tego, jak zwiększyć twoje szanse na regularną grę w podstawowym składzie? Daje tobie jakieś wskazówki lub kryteria, które musisz spełnić, by to osiągnąć?
Każdy wie, że na pozycji napastnika liczy się to, ile goli zdobędziesz i jak będziesz się prezentować pod względem statystyk strzeleckich od momentu, gdy pojawisz się na boisku. Im wyższe liczby, tym większe szanse na to, że zacznie się kolejny mecz w wyjściowym składzie. Czas jest ograniczony, ale za każdym razem staram się go maksymalnie wykorzystać. Co do wskazówek, to zazwyczaj trener każe mi na boisku pracować w wyższym pressingu lub odpowiednio długo utrzymywać się przy piłce. Generalnie jego wskazówki zmieniają się z meczu na mecz i są uzależnione od sytuacji na boisku. Trener nie daje mi listy celów, które muszę spełnić, by znaleźć się w wyjściowym składzie.
Realnie czujesz, że praca z Nielsem Frederiksenem sprawia, że możesz się rozwijać pod względem piłkarskim?
To dobry trener i każdy to widział przez te ostatnie dwa lata. Ufam mu w kontekście mojego rozwoju piłkarskiego tak samo jak klubowi. Wierzę w siebie i wierzę w ludzi, którzy za mną stoją. Nie ma jednak co ukrywać, że piłkarze mocniej rozwijają się na boisku niż na ławce. W Halmstads miałem dobry czas, bo mogłem pokazywać swój potencjał w grze, co zaowocowało transferem do Lecha. Gdybym ciągle siedział tam na ławce, pewnie spędziłbym w Halmstads kilka lat. Czuję się zdecydowanie lepiej grając w meczach, bo właśnie w nich mogę się rozwijać. W poprzednim klubie grałem praktycznie co tydzień i na to liczę w Lechu.
Trener nie stawiał na ciebie w dłuższym wymiarze czasowym w ostatnim meczu sezonu z Wisłą Płock, kiedy mistrzostwo było rozstrzygnięte. Nie pojawiłeś się też w ostatnim starciu z Legią, kiedy rozstrzygnęliście mecz w pierwszej połowie. Nawet w meczu z Lincolnem dał tobie tylko 45 minut na grę. To w jakimś stopniu ciebie frustrowało, że nie miałeś okazji na dłuższą grę nawet w sprzyjających warunkach? Rozmawiałeś z nim na temat tego, dlaczego twoja sytuacja wygląda tak, a nie inaczej?
Nie rozmawiałem z trenerem po tamtych spotkaniach na temat mojej sytuacji. Zawsze koncentruję się na swojej pracy, a nie na dyskusjach. Takie rozmowy muszą być przeprowadzane przez moich przedstawicieli. Mam przed sobą tylko boisko i pracę, która ma sprawić, że będę się na nim częściej pojawiać. To naturalne, że każdy gracz czasem czuje szczęście lub rozczarowanie z powodu niektórych decyzji, ale wolę rozmawiać na ten temat bezpośrednio z osobami, które mnie reprezentują. Czas pokaże czy będę mógł częściej eksponować swoje umiejętności.
A jak wygląda twoja relacja z głównym konkurentem do gry czyli Mikaelem Ishakiem? Wiemy, że mówi o tobie z szacunkiem i traktuje ciebie jako świetnego partnera do rywalizacji o skład. On natomiast jest dla ciebie bardziej kumplem, partnerem do gry czy może raczej postacią pomnikową, mentorem? W jaki sposób Ishak pomaga ci w osiąganiu twoich celów w karierze?
Rozmowy z nim pomagają mi rozwinąć się w każdym aspekcie. Kiedy wspólnie trenujemy, często się ze mną komunikuje i udziela mi wielu rad jako napastnikowi. Często też motywuje mnie, mówiąc, co robię dobrze, a co mogę robić jeszcze lepiej. To nie tylko kolega z drużyny, ale też inspirująca postać, za którą można podążać. Wiele się od niego uczę na treningach, a jego osoba jest dla mnie motywacją do tego, by jeszcze mocniej rywalizować o skład. Mikael łączy w sobie wszystkie cechy tych postaci, o których mówiłeś wcześniej.
Agnero zależy na tytułach, ale nie za wszelką cenę. "Koniec końców liczy się indywidualny progres"
Ta rozmowa pokazuje, że nie wszystko w trakcie twojej przygody w Lechu Poznań jest kolorowe, ale pamiętam hasło z twojego filmu na YouTube po wygraniu mistrzostwa: "Wszystkie te poświęcenia, trudne ścieżki w karierze nabierają sensu z perspektywy mistrza Polski". Widać, ile codziennie, każdego dnia kosztuje ciebie droga by być tu gdzie jesteś, a mistrzostwo to w sumie mały punkt na linii czasu, biorąc pod uwagę regularną, ciężką pracę.
W wideo patrzyłem na wszystko z perspektywy długiej serii wyzwań, która mi towarzyszyła od momentu rozpoczęcia przygody z piłką do chwili zdobycia swojego pierwszego trofeum. W przeszłości nie wszystko toczyło się po mojej myśli i doświadczałem wielu trudnych momentów, ale analizując wszystko to, co się do tej pory wydarzyło zrozumiałem, że sukces ma niejedno znaczenie. Drogi do niego potrafią być bardzo różne - zrozumiałem kierunek tych dróg oraz ich sens.
Co było takim najtrudniejszym momentem, który przetrwałeś na drodze do Lecha Poznań? Mówiłeś w swoim filmie, że chwilami nie było widać wyjścia z tunelu. Po pokonaniu jakiej przeszkody stwierdziłeś, że nic ciebie nie zatrzyma w drodze po sukces?
Odkryłem, że nie czujesz uderzenia o dno, kiedy już się na nim znajdujesz. Pamiętam, że kiedy byłem w Danii, gdzieś pomiędzy sezonem 2022/23, a sezonem 2023/24 doznałem największego upadku z powodu poważnej kontuzji, po której wszystko się skomplikowało. Miałem pojechać do Gruzji, żeby przejść testy, ale sprawy źle się potoczyły więc wróciłem do Danii, gdzie wydarzyło się wiele gó*nianych sytuacji. Dalej trafiłem do Szwecji, gdzie dostałem szansę i od tamtego momentu miałem już poczucie, że nic podobnego mi się więcej nie przydarzy.
Wracając wspomnieniami do tego mistrzostwa i tego jak wiele ono dla ciebie znaczyło, zastanawiam się czy to jest dla ciebie taki cel, który nie ma ceny? Mam na myśli to, że chcesz je zdobyć nieważne jaką rolę będziesz pełnił; rezerwowego czy gracza w wyjściowych składach?
Nie, zdecydowanie nie. Tak jak mówiłem na początku naszej rozmowy: dla mnie liczy się rozwój piłkarski. Chcę być coraz lepszym zawodnikiem, a potwierdzeniem tego będzie rozgrywanie jak największej liczby minut i poprawianie swoich umiejętności. Oczywiście, wygrywanie meczów i trofeów jest przyjemne i fajne, ale koniec końców liczy się indywidualny progres.
Twój film na YouTube po wywalczeniu mistrzostwa z Lechem Poznań poniósł się szerokim echem wśród kibiców. Pod nim widać masę pozytywnych komentarzy, polubień i wyrazów wsparcia. Czy po tak świetnym debiucie jako youtuber, możemy się spodziewać częstszych produkcji twojego autorstwa?
Nie czuję się youtuberem. Tamto nagranie powstało w wyjątkowym momencie, który zasługiwał na film. Oczywiście lubię dzielić się swoimi momentami z życia na YouTubie czy innych platformach, ale nie zadeklaruję teraz, że będę tworzyć częściej takie treści jak w tamtym filmiku. Na pewno coś w przyszłości się jednak pojawi. Tamto wideo było inspirowane całą moją karierą i drogą, którą musiałem przejść do mojego pierwszego tytułu. W nagraniu chciałem przekazać całe swoje szczęście z powodu tego, że tamten moment w moim życiu się wydarzył.
Komentarze (0)