Dramatyczny czas zawodnika po odejściu z Lecha Poznań
Obecna sytuacja Filipa Marchwińskiego z pewnością jest dobrze znana większości fanów Lecha Poznań. 23-letni piłkarz zalicza fatalny czas po opuszczeniu stadionu przy Bułgarskiej, gdzie przecież jeszcze w 2024 roku zaliczał najlepsze, indywidualne statystyki w seniorskich rozgrywkach. Transfer do włoskiego Lecce miał być kolejnym, ważnym krokiem w jego karierze, która na Półwyspie Apenińskim miała tylko nabierać rozpędu. Ostatecznie stało się zupełnie odwrotnie.Marchwiński zaczął obiecująco, odnotowując dublet w przegranym 2:3 meczu sparingowym z OGC Niceą, ale od tamtego momentu wszystko przestało iść po myśli piłkarza. Jego ówczesny trener Luca Gotti zupełnie nie doceniał potencjału swojego nowego podopiecznego nazywając go "chłopcem" i zarzucając mu niski poziom prezentowany na treningach. Efekt? Filip Marchwiński rozegrał zaledwie jeden mecz w Serie A w sierpniu 2024 roku, gdzie na boisku spędził 14 minut. Ponadto zaliczył też dwa epizody w Pucharze Włoch.
Oddelegowany na rezerwy niejednokrotnie nawet nie łapał się do kadr meczowych i to bynajmniej nie tylko z powodu problemów ze stawem skokowym. Wszystko, co najgorsze przyszło jednak na początku stycznia 2025 roku, kiedy to nowy nabytek kupiony za około 3 miliony euro na jednym z treningów zerwał więzadła krzyżowe przednie i uszkodził łąkotkę, eliminując się z sezonu 2024/25 i z pierwszej części sezonu 2025/26.
Były piłkarz z ważnym przełamaniem. Trener dał sygnał
Część fanów Lecce mocno go jednak dopingowała w powrocie do gry, a nowy trener - Eusebio Di Francesco - przekonywał w listopadzie, że zawodnik już trenuje z drużyną, ale jeszcze dużo mu brakuje do wyrównania poziomu. Marchwiński ścigał się z czasem bowiem pod koniec grudnia media już zaczęły spekulować nad potencjalnym transferem byłego piłkarza Lecha Poznań do innego klubu.Nie ma co się ku temu dziwić, bowiem siłą rzeczy Marchwiński nie pomagał swojej drużynie, a w dodatku nie wiadomo było jak zaadaptuje się do warunków gry pod batutą nowego trenera w nowym sezonie Serie A. Samo Lecce nie ma też czasu na wykorzystywanie spotkań, by budować formę swojego nabytku z lata 2024 roku. Sytuacja klubu jest bardzo trudna, gdyż zajmuje 16. z 20 miejsc w najwyższej klasie rozgrywkowej i ma zaledwie pięć punktów przewagi nad strefą spadkową.
Eusebio Di Francesco wysłał jednak ważny sygnał w stronę kibiców umieszczając Filipa Marchwińskiego po raz pierwszy od 11 stycznia w kadrze meczowej Lecce. W dodatku miało to miejsce w prestiżowym starciu z Juventusem na Allianz Stadium. Giallorossi wyszarpali w Turynie sensacyjny remis, ale Filip Marchwiński nie podniósł się z ławki.
Debiut w tym sezonie nastąpi już wkrótce? Te czynniki mogą zdecydować!
23-letni Polak będzie miał jednak przed sobą duże szanse na rychły powrót na boisko, bowiem Lecce ma przed sobą bardzo napięty grafik, a zadania nie ułatwiają problemy kadrowe. Drużyna Apulijczyków zmierzy się w najbliższych kolejkach z Interem, Romą czy Milanem. Na domiar złego w środku pola nie mogą aktualnie występować dwie największe gwiazdy drużyny - Berisha i Coulibaly. Trener Di Francesco z pewnością zdaje sobie sprawę z tego, że nie będzie mógł też non stop grać Malehem, Ramadanim czy Kabą.Najbliższy czas w teorii powinien sprzyjać szansom na grę Marchwińskiego szczególnie, jeśli klub chce zarobić jakiekolwiek pieniądze na swoim transferowym niewypale. Włączenie Filipa Marchwińskiego do kadry meczowej w tak ważnym starciu jak z Juventusem daje sygnał, że fani tego gracza powinni być cierpliwi. Jego powrót może nastąpić już w kolejnych spotkaniach.
Komentarze (0)