Lech Poznań słono zapłaci za rozróby kiboli. Wyrządzone szkody dotkną także innych kibiców
Przypomnijmy, że według relacji zdjęciowej dziennikarza "Gazety Wyborczej" - Bartłomieja Derdzikowskiego - kibole Lecha Poznań mieli dopuścić się skandalicznego zachowania w sektorze gości. Zdemolowali oni klubową toaletę, w której wyrwali płytki ceramiczne ze ścian, uszkodzili instalację elektryczną, powyłamywalni drzwi do kabin oraz zbili umywalki czy pisuary. Nie oszczędzili też dozowników z mydłem czy papierem toaletowym, a ponadto miejscami zniszczyli również sufit.
Do całej sprawy odniósł się rzecznik prasowy Widzewa Łódź, Jakub Dyktyński, który stwierdził, że demolka toalet to jedno, ale szkody są o wiele poważniejsze i kosztowniejsze. O ile zniszczone umywalki, pisuary czy płytki ceramiczne można wymienić, o tyle odbudowanie zniszczonej infrastruktury, w której skład wchodzą instalacje i elementy konstrukcyjne będzie już znacznie trudniejsze. Szczególnie, że pseudokibice Lecha Poznań zdołali w dodatku zalać nawet serwerownię, która była odpowiedzialna chociażby za liczenie kibiców i sczytywanie danych osobowych. Zniszczono także jedną z głównych rozdzielni energetycznych.
fot. B.Derdzikowski/X
Jak informuje TVN24, Prezes Miejskiej Areny Kultury i Sportu - Maciej Łaski - nie wyklucza, że w związku ze zniszczeniami trybuna gości będzie zamknięta do końca obecnego sezonu Ekstraklasy. Działacz opisał kolejne działania, jakie w najbliższym czasie podejmą władze Widzewa Łódź w związku z całą tą koszmarną sytuacją i wyrządzonymi szkodami.
- Najpierw wycenia to rzeczoznawca, potem kierujemy to do ubezpieczyciela, a potem klub Widzew Łódź wystawia rachunek klubowi Lech Poznań. Straty są ogromne, na pewno będzie to kilkaset tysięcy złotych. Nie mogę wykluczyć, że trybuna w związku ze zniszczeniami będzie zamknięta dla kibiców do końca obecnego sezonu ekstraklasy - relacjonował Prezes Miejskiej Areny Kultury i Sportu, Maciej Łaski dla TVN24.
Problemy wokół meczu nie skupiały się jednak tylko na gigantycznych stratach i zdemolowanej toalecie. Dziennikarze TVN24 ujawnili również, że niepotrzebne trudności wokół meczu sprawiła też... grupa pseudokibiców ŁKS-u Łódź! Według relacji, mieli oni wsiąść w pociąg Polregio, który jechał w stronę stacji Niciarniana tuż koło stadionu Widzewa. W trakcie jazdy zaciągnęli oni hamulec awaryjny, a jakby tego było mało, zniszczyli także drzwi w składzie i próbowali wyjść na torowisko naprzeciwko obiektu Widzewa.
Kibice Lecha odnoszą się do fatalnych zdarzeń. "Poczuwamy się w obowiązku do wyjaśnienia i naprawy szkód"
Zawirowań, kontrowersji i problemów ze strony Lecha Poznań po meczu z Widzewem Łódź było bardzo wiele. Na tyle dużo, że jak informował TVN24, cała sprawa musiała być przedyskutowana pomiędzy prezesami Kolejorza, a szefem stowarzyszenia kibiców. Komunikat ze strony fanów mistrzów Polski pojawił się już w poniedziałkowe popołudnie na ich stronie facebookowej. W nim przedstawiciele wszystkich grup kibicowskich jednoznacznie potępili zachowanie pseudokibiców i podjęli się wspólnego zadośćuczynienia za szkody wyrządzone przez część osób zasiadających w sektorze gości na stadionie Widzewa Łódź.
- Chcielibyśmy jednoznacznie zaznaczyć, że nie tolerujemy i nie będziemy tolerować takiego zachowania, które doprowadziło do sporych strat na łódzkim obiekcie. Nie ma, nie było i nie będzie pozwolenia na podobne incydenty, bez względu na stadion, na którym pojawiamy się jako kibice gości. Jednakże - nie możemy przejść obojętnie wokół zaistniałej sytuacji. Poczuwamy się w obowiązku do wyjaśnienia i naprawy szkód. Niestety, w tym przypadku będzie ponoszona odpowiedzialność zbiorowa, który każdy z nas - wyjazdowicz - poniesie konsekwencje. Wspólnymi siłami musimy zrobić wszystko, aby uregulować szkody, nie możemy z tym zostawić samego klubu - poinformowano na profilu Kibice Lecha Poznań.
Na uregulowaniu ogromnych kosztów cała sprawa może się jednak nie zamknąć. 11 marca spotka się Komisja Ligi i postanowi, co dalej w związku z wydarzeniami z minionej soboty. Niewykluczone, że skutki wandalizmu pseudokibiców odczują także zwykli fani niezwiązani z całą akcją. Będzie im bowiem grozić zakaz wstępu na mecze wyjazdowe.
Cała ta sytuacja z pewnością zapisze się w niechlubnej historii głębokiego konfliktu między kibicami Widzewa Łódź, a Lecha Poznań. Ostatnie wydarzenia z meczu między tymi dwiema ekipami to nie jest niestety nowość dla obu zwaśnionych stron. Już w 2023 roku lechici na stadionie swoich przeciwników dopuszczali się poważnych zniszczeń, kiedy to potrafili chociażby okraść punkt gastronomiczny i rzucać skradzionymi przedmiotami w kibiców rywali. Na sam koniec go jeszcze podpalili, a cała akcja w wykonaniu kiboli kosztowała wtedy Lecha Poznań około 150 tysięcy złotych. Niewykluczone, że teraz straty będą wycenione o wiele wyżej.
Widzew natomiast dał się we znaki zwykłym fanom Kolejorza latem minionego roku przy okazji zwycięstwa lechitów 2:1 na własnym obiekcie. Wtedy to ze swojego sektora pseudokibice gości ciskali szklanymi butelkami w wychodzących ze stadionu ludzi. Pozostaje mieć nadzieję na to, że zarówno z jednej jak i z drugiej strony w najbliższym czasie nie dojdzie już do takich sytuacji.
- Jako klub i to nie jest frazes, pijarowska formułka - chcemy promować naprawdę dobre kibicowanie. Ubolewamy, że tak się dzieje, bo też zależy nam na tym, żeby kibice mogli uczestniczyć w myśl tego hasła, które często słyszymy "piłka nożna dla kibiców" - mówił dla TVN24 rzecznik prasowy Widzewa Łódź, Jakub Dyktyński.
Komentarze (0)