Pierwszy taki przypadek od 14 lat
Lech Poznań od dłuższego czasu znajduje się na fali wznoszącej. Podopieczni Nielsa Frederiksena, którzy w maju sięgnęli po drugie z rzędu mistrzostwo Polski, notują bardzo udany początek sezonu 2026/27. Kolejorz wygrał aż dziewięć spotkań, dwa kolejne zremisował, a jedyną porażkę poniósł w rewanżowym meczu z Aarhus GF, który zakończył jego udział w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów.
Poznaniakom udało się jednak awansować do fazy ligowej Ligi Europy, a co równie ważne, świetnie radzą sobie także w rozgrywkach PKO BP Ekstraklasy. Choć sezon zainaugurowali bezbramkowym remisem z Cracovią przed własną publicznością, w kolejnych czterech meczach udało im się zdobyć komplet punktów - pokonali bowiem kolejno: Wieczystą Kraków, Piasta Gliwice, Widzew Łódź oraz Jagiellonię Białystok. Czwartkowe zwycięstwo nad tymi ostatnimi sprawiło, że Kolejorz wskoczył na fotel lidera - i to pomimo faktu, że rozegrał jeden mecz mniej od zajmującej 2. miejsce w ligowej tabeli Legii Warszawa.
Teraz na drodze rozpędzonej lokomotywy stanie Raków Częstochowa, który znajduje się w najgorszym położeniu od lat. Klub, który przyzwyczaił do walki o najwyższe cele, ma za sobą fatalny początek sezonu. Ekipie spod Jasnej Góry nie udało się zakwalifikować do fazy ligowej Ligi Konferencji (w ostatniej, IV rundzie eliminacji podopieczni trenera Dawida Kroczka okazali się gorsi od Hajduka Split), a na domiar złego przegrała ona każdy z pięciu ligowych meczów, uznając wyższość kolejno: Wisły Płock, Śląska Wrocław, Cracovii, Jagiellonii Białystok i Górnika Zabrze.
Po pięciu spotkaniach sezonu 2026/27 Raków zamyka więc tabelę PKO BP Ekstraklasy z zerowym dorobkiem punktowym. Na tak fatalny start sezonu w Ekstraklasie trzeba było czekać aż 14 lat. Ostatnim zespołem, który rozpoczął rozgrywki od pięciu porażek, był GKS Bełchatów w sezonie 2012/13. Tamta historia zakończyła się spadkiem z najwyższej klasy rozgrywkowej. W Częstochowie oczywiście nikt nie zakłada jeszcze podobnego scenariusza, ale obecne wyniki są dla klubu potężnym sygnałem alarmowym.
Były trener Warty powalczy o przełamanie w starciu z Lechem?
Reakcją władz Rakowa na słabe rezultaty była zmiana na stanowisku trenera. Po ubiegłotygodniowej porażce 2:5 z Jagiellonią Białystok z posadą pożegnał się trener Dawid Kroczek. Jego obowiązki tymczasowo przejął Dawid Szulczek, doskonale znany poznańskim kibicom z pracy w Warcie Poznań. Szulczek od początku stycznia tego roku pracował w sztabie Rakowa jako asystent - początkowo był członkiem sztabu szkoleniowego Łukasza Tomczyka, a następnie wspomnianego wyżej Kroczka.
Debiutu w nowej roli nie zaliczył jednak do udanych - prowadzony przez niego zespół przegrał w czwartkowy wieczór przed własną publicznością z Górnikiem Zabrze. Jeśli 36-latek poprowadzi zespół z Częstochowy również w niedzielnym meczu z Lechem (w przestrzeni medialnej pojawiają się informacje o tym, że blisko objęcia posady trenera Rakowa jest Goncalo Feio), stanie przed szansą na przełamanie złej passy. Jako trener Warty Poznań sześciokrotnie mierzył się bowiem z Kolejorzem i ani razu nie zdołał zdobyć przeciwko niemu choćby punktu. Bilans jest wręcz bezlitosny - sześć meczów, sześć porażek. W pięciu z tych spotkań prowadzona przez niego Warta nie strzeliła Lechowi ani jednego gola.
O przerwanie niekorzystnej serii może być jednak Szulczkowi niezwykle ciężko. Raków znajduje się w bardzo trudnym położeniu nie tylko ze względu na wyniki - w grze zespołu spod Jasnej Góry trudno jest doszukać się bowiem elementów, na których można opierać jakikolwiek optymizm. Częstochowianie mają olbrzymie problemy z bronieniem dostępu do własnej bramki, a niewiele lepiej radzą sobie w ofensywie.
Raków poważnie osłabiony przy Bułgarskiej
Na domiar złego, w niedzielnym meczu z Lechem zespół Dawida Szulczka będzie musiał radzić sobie bez jednego z najbardziej kreatywnych zawodników. Mowa o Laminie Diabym-Fadidze, który w czwartkowy wieczór został ukarany bezpośrednią czerwoną kartką za brutalny faul na Kacprze Urbańskim. To spore osłabienie, ponieważ Diaby-Fadiga należy do nielicznych zawodników Rakowa, którzy potrafią zrobić różnicę indywidualną akcją. Dysponuje dobrym dryblingiem, potrafi wygrać pojedynek z rywalem i stworzyć coś z niczego, czego najlepszym przykładem jest gol zdobyty przez Gwinejczyka w końcówce wyjazdowego starcia z Hajdukiem.
Raków przyjedzie więc do Poznania w bardzo trudnym momencie, podczas gdy Lech znajduje się na zupełnie przeciwnym biegunie. Kolejorz wygrał cztery ostatnie mecze w Ekstraklasie i w niedzielę będzie chciał przedłużyć swoją zwycięską serię. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że podopieczni Nielsa Frederiksena ponownie sięgną po komplet punktów, ale o tym, czy faktycznie tak się stanie, przekonamy się dopiero w niedzielny wieczór.
Komentarze (0)