Większość sympatyków Lecha Poznań w niedzielne popołudnie odsypiała całonocne świętowanie mistrzostwa Polski. We Wronkach zameldował się jednak prestiżowy rywal - półfinalista tegorocznego Pucharu Polski oraz lider Betclic 3. Ligi, Zawisza Bydgoszcz. Na papierze zdecydowanym faworytem była drużyna gości, która w niedzielnym spotkaniu tylko to podkreśliła. Rezerwy Kolejorza wykazały się jednak ambitną postawą, a mecz tak naprawdę skomplikowała czerwona kartka pokazana przez sędziego w pierwszej połowie.
Układało się po myśli Kolejorza. Jeden błąd wywrócił wszystko do góry nogami
Młodym piłkarzom Lecha Poznań od początku nie brakowało polotu oraz pomysłu na grę. Wystarczyło kilka minut, by poważnie zagrozili swoim rywalom. Świetne prostopadłe podanie na wolne pole otrzymał Tymoteusz Gmur. Stanął oko w oko z Michałem Oczkowskim, ale górą był bramkarz Zawiszy Bydgoszcz. Goście odpowiedzieli od razu, lecz Wiktor Obremski także zachował czujność między słupkami.
Po pierwszym kwadransie podopieczni trenera Macieja Wilusza dopięli swego. Filip Wilak przeprowadził skuteczny atak lewą stroną boiska, a następnie posłał piłkę wzdłuż bramki. Na dalszym słupku akcję zamknął Igor Stankiewicz.
Zawisza nie mógł pozwolić sobie na porażkę. Bydgoszczanie natychmiast rzucili się do odrabiania strat i szybko wykorzystali błąd gospodarzy, po którym sędzia podyktował rzut karny. Jedenastkę na gola zamienił Maciej Kona i mecz rozpoczął się na nowo. Tym razem już ze wskazaniem na zawodników gości, choć Lechowi sytuacji nie brakowało. Doskonałą okazję miał choćby Jakub Antczak, który uderzał ze skraju pola karnego.
W 33. minucie Sammy Dudek obejrzał drugą żółtą kartkę i został odesłany do szatni. Zawisza wykorzystał grę w przewadze już kilkadziesiąt sekund później, przy okazji obnażając defensywę Kolejorza, która nie popisała się przy wyprowadzeniu piłki z własnej połowy.
Niebiesko-białych to jeszcze nie podłamało i przed przerwą zdołali wrócić do gry, mimo że na boisku musieli radzić sobie w osłabieniu. Po kapitalnym podaniu otwierającym od Tymoteusza Gmura, Wojciech Szymczak lewą nogą uderzył nie do obrony dla bramkarza - w samo okienko.
Druga połowa pod dyktando faworyta. Rezerwom Lecha Poznań zabrakło argumentów
Jakość Zawiszy dała o sobie znać po zmianie stron. Po kilku minutach od rozpoczęcia drugiej połowy Sebastian Rak wpisał się na listę strzelców, a przy jego uderzeniu nie było co zbierać. Napastnik w efektowny sposób odpowiedział na wspomniane trafienie Szymczaka.
W kolejnych minutach posypały się kartki dla gospodarzy, po których Lech złapał jeszcze większy dystans, by nie narazić się na kolejne wykluczenia. Po godzinie gry Zawisza podwyższył prowadzenie, a Sebastian Rak mógł świętować dublet. Tym razem pokonał młodego golkipera Lecha płaskim uderzeniem w kierunku dalszego słupka.
Przyjezdni mogli spokojnie kontrolować przebieg meczu, w którym zbyt wiele na boisku już się nie wydarzyło. Rezerwy Lecha poniosły drugą porażkę z rzędu, a w ostatnich pięciu spotkaniach odniosły tylko jedno zwycięstwo. Z pewnością ten sezon mógłby się już dla nich zakończyć - pozostaje myśleć o kolejnych rozgrywkach.
Lech II Poznań - Zawisza Bydgoszcz 2:4 (2:2)
Bramki: 1:0 Igor Stankiewicz 14', 1:1 Maciej Kona 20' (k.), 1:2 Filip Kozłowski 34', 2:2 Wojciech Szymczak 40', 2:3 Sebastian Rak 51', 2:4 Sebastian Rak 61'
Składy:
Lech II: Wiktor Obremski - Filip Tokar, Maciej Wichtowski, Karol Kalata, Piotr Bartczak (80. Jakub Falkiewicz) - Sammy Dudek, Tymoteusz Gmur (69. Filip Warciarek), Jakub Antczak - Igor Stankiewicz, Wojciech Szymczak (46. Karol Delikat), Filip Wilak (69. Maksym Pietrzak)
Zawisza: Michał Oczkowski - Mikołaj Dziarkowski (46. Kacper Nowak), Mariusz Sławek, Sebastian Golak, Filip Kozłowski (75. Jakub Bojas), Maciej Kona, Sebastian Rak (70. Antoni Prałat), Wojciech Szumilas (75. Łukasz Szramowski), Marcel Strzyżewski (75. Kacper Bogusiewicz), Mikołaj Staniak, Michał Cywiński
Żółte kartki: Dudek, Wilak, Bartczak, Kalata (Lech II) - Kona, Szumilas (Zawisza)
Czerwona kartka: Sammy Dudek (Lech II) - 33. minuta, za drugą żółtą
Sędziował: Marcin Boratyński
Komentarze (0)