Ostatnie tygodnie były dla Lecha Poznań niezwykle wymagające pod względem fizycznym. Skala obciążeń przełożyła się także na zdrowie kluczowych piłkarzy, którzy konsekwentnie zaczęli wypadać ze składu. Wspólnym mianownikiem okazały się problemy mięśniowe, które przy natłoku spotkań mogą występować dość naturalnie. Trudno jednak nie zauważyć, że w obozie mistrza Polski stało się to pewnego rodzaju epidemią, gdyż mowa tu już o kilku takich przypadkach na przestrzeni miesiąca, nie wliczając w to także podobnych urazów od początku sezonu.
- Mimo napiętego kalendarza i ryzyka częstotliwości urazów, tych kontuzji jest zdecydowanie za dużo, w tym także tych mięśniowych. Ten konkretny uraz pojawia się wtedy, gdy ciało robi zbyt wiele w krótkim czasie i jest zbyt obciążone. U każdego te przypadki są różne, ale robimy co się da, by temu zapobiegać. Mam nadzieję, że to jak działamy teraz, przyniesie pozytywny skutek w kolejnych tygodniach - powiedział na konferencji prasowej Niels Frederiksen.
Lech stopniowo odzyskuje zawodników
Przygotowania do meczu z Wisłą Kraków przynoszą pierwsze dobre wiadomości dla sztabu szkoleniowego Lecha Poznań. W kadrze meczowej znajdzie się Robert Gumny, który w ubiegłym tygodniu trenował indywidualnie i był bardzo blisko powrotu do zajęć z całą drużyną. Ostatecznie nie znalazł się w autokarze na wyjazdowe spotkania z Legią Warszawa oraz Siarką Tarnobrzeg, ale to pozwoliło mu lepiej przygotować się do starcia w ten weekend. Niewykluczone, że może pojawić się na boisku nawet w wyjściowej jedenastce - Joel Pereira był zmuszony grać w ostatnim czasie wszystko po 90 minut.
Trener Niels Frederiksen przekazał także nowe informacje ws. pozostałych kontuzjowanych piłkarzy. Wojciech Mońka oraz Allahyar Sayyadmanesh powinni być gotowi do gry po listopadowej przerwie reprezentacyjnej. Inaczej wygląda sytuacja Mikaela Ishaka, u którego przewidywany termin powrotu jest nieco późniejszy. Kapitan Lecha może teoretycznie wrócić na boisko wraz z pozostałą dwójką, ale sztab pozostawia sobie zapas tygodnia po zakończeniu zgrupowań reprezentacji.
Trener wierzy w swojego napastnika
Pod nieobecność kontuzjowanego Mikaela Ishaka większa odpowiedzialność spoczywa na barkach jego zmiennika, Yannicka Agnero. Gdy Iworyjczyk pojawił się z ławki w meczu z Legią, zdobył bramkę otwierającą wynik meczu. Nie dźwignął jednak spotkania przeciwko trzecioligowej Siarce Tarnobrzeg i wyleciał z boiska jeszcze przed końcem pierwszej połowy za dwie banalne żółte kartki. Cierpliwość kibiców do napastnika wyczerpała się po tym występie (więcej pisaliśmy TUTAJ).
Trener nie zamierza jednak oceniać zawodnika wyłącznie przez pryzmat tego jednego zdarzenia. Przypomniał o jego wcześniejszych dobrych występach. Duński szkoleniowiec podkreślił, że Agnero ma odpowiednią jakość, aby obecnie pełnić rolę podstawowego gracza na tej pozycji. Należy spodziewać się, że 23-latek rozpocznie spotkanie z Wisłą w wyjściowym składzie.
- W ostatnim czasie wszyscy zwracali uwagę na jego dobrą dyspozycję. Później przyszedł jednak mecz, w którym musiał opuścić boisko po dwóch żółtych kartkach. Oczywiście nie ułatwiło to sytuacji drużyny, ale taka jest piłka. Forma zawodnika nie zawsze utrzymuje się na jednakowym poziomie. Uważam, że w poprzednich spotkaniach Yannick prezentował się dobrze. Zdobywał dla nas bramki, w tym bardzo ważną w Warszawie. Obecnie, ze względu na kontuzję Ishaka, to on jest naszym napastnikiem numer jeden. Ma wszystkie predyspozycje i odpowiednią jakość, żeby dobrze wywiązywać się z tej roli. Cieszę się, że mam takiego zawodnika w zespole - powiedział Frederiksen.
Frederiksen wyjaśnił swoje decyzje
W kontekście sytuacji kadrowej, Niels Frederiksen odniósł się także do uwag dotyczących zmian przeprowadzonych w Tarnobrzegu. W trudnym dla drużyny momencie na murawie pojawili się młodzi przedstawiciele Akademii Lecha Poznań, a dla jednego z nich był to nawet debiut bez dłuższej pracy na treningach z pierwszą drużyną. Trener nie ma wątpliwości, że były to uzasadnione decyzje i wychowankowie z pewnością dostaną jeszcze swoje szanse.
- Nie uważam, żebyśmy przegrali przez decyzje personalne. Wprowadzenie Wojtka Szymczaka czy Eryka Śledzińskiego nie było przyczyną porażki. Musieliśmy zastąpić Agnero, który opuścił boisko, a Wojtek był jedynym piłkarzem dostępnym na tej pozycji. W przypadku Eryka zależało nam natomiast na zwiększeniu liczby pojedynków jeden na jeden na lewej stronie. Wiemy, że potrafi skutecznie rywalizować w takich sytuacjach. Oczekiwaliśmy, że obaj pomogą drużynie. Moim zdaniem nie zaprezentowali się źle i nie żałujemy tych zmian - wyjaśnił Duńczyk.
Mistrzowie Polski muszą teraz jak najszybciej zmazać plamę po fatalnym występie w STS Pucharze Polski. Spotkanie z "Białą Gwiazdą" zaplanowano na sobotę, 31 października o godz. 17:30.
Komentarze (0)