reklama

Kibice Lecha Poznań mają dość. Czas poszukać nowej opcji na kluczowej pozycji?

Opublikowano: Aktualizacja: 
Autor:

Kibice Lecha Poznań mają dość. Czas poszukać nowej opcji na kluczowej pozycji? - Zdjęcie główne
Autor: Kacper Paterski | Opis: Lech Poznań nie ma co liczyć na odkręcenie tego zawodnika?

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaLech Poznań zaliczył kolejny spektakularny blamaż w Pucharze Polski, ale uwaga krytyków bardziej niż na dyspozycji zespołu skupiła się na konkretnym zawodniku. Jego forma znów była daleka od idealnej, co ponownie wywołało dyskusję w środowisku kibicowskim odnośnie tego, że może czas już definitywnie przestać się łudzić odnośnie wartości piłkarza dla zespołu. Niels Frederiksen ma kilku kandydatów na jego miejsce, ale czy z nich skorzysta?
reklama
reklama

Problemy piłkarza Lecha się nie kończą. Mecz z Siarką to potwierdził

Jeszcze niedawno dyrektor sportowy Lecha Poznań Tomasz Rząsa w rozmowie z kibicami nie krył tego, że ten rok jest dla Yannicka Agnero bardzo ważny, a może i decydujący, ale sympatycy Kolejorza chyba już nie mają złudzeń, co do tego, że czas postawić na innych graczy. Brak formy Iworyjczyka usprawiedliwiano na wszelkie sposoby w trakcie ostatniego roku: długotrwałą aklimatyzacją, problemami zdrowotnymi, wybitną dyspozycją Ishaka, brakiem minut czy dopasowaniem się do standardów na nowej pozycji. W obecnej sytuacji wydaje się jednak, że piłkarza w praktyce broni już coraz mniej, jeśli cokolwiek. 

Rozwiń

Wczorajszy przegrany mecz z Siarką Tarnobrzeg uwypuklił wszystkie problemy Yannicka Agnero jak na dłoni. Przypomnijmy, że piłkarz nawet przeciwko trzecioligowcowi nie był wartością dodaną w ofensywie - nie tworzył sobie okazji strzeleckich, nie dosięgał piłek dorzucanych mu na głowę, a najlepszą okazję na strzał miał po przewrotce, po której otrzymał żółtą kartkę. Iworyjczyk ponadto nie wprowadzał absolutnie nic na plus w rozegraniu piłki. To właśnie jego błąd przy jej przyjęciu doprowadził do kolejnej kary indywidualnej i przedwczesnej eliminacji z gry. 

reklama
Rozwiń

Yannick Agnero jest w Lechu Poznań drugi rok i póki co na ogół wciąż możemy tylko o nim mówić, że jest jakkolwiek przydatny w zasadzie tylko w pressingu. Oczywiście, jeśli nie doskwierają mu problemy zdrowotne. To jednak wciąż bardzo mało jak na oczekiwania względem człowieka, który przed rokiem bił latem rekord transferowy Kolejorza, przychodząc na Bułgarską za 2,3 miliony euro. W trakcie całego roku piłkarzowi przydarzają się jedynie przebłyski obiecującej formy tak jak w meczu z FC Thun, Legią Warszawa, Górnikiem Zabrze czy jeszcze wcześniej z Rakowem Częstochowa w poprzednim sezonie. Pojedyncze momenty nie sprawiają jednak wrażenia, że miałby to być gracz przyszłościowy i potencjalny następca Mikaela Ishaka.

Rozwiń

Piłkarz z jednej strony może frustrować swoim zachowaniem, surowością w grze i eksponowaniem kolejnych braków umiejętności, a z drugiej jednak... nie sposób nie docenić jego ciężkiej pracy, którą wykonuje na treningach oraz poza boiskiem. To wielki profesjonalista, co pokazywaliśmy TUTAJ. Pamiętajmy też, że z własnej woli nie udał się na wakacje w trakcie przerwy reprezentacyjnej, a zamiast tego pozostał w Poznaniu i ćwiczył indywidualnie. Zyskał wtedy wśród kibiców duży szacunek. 

reklama
Rozwiń

 W środowisku Lecha o piłkarzu Kolejorza mówi się obecnie, że jest wręcz przemotywowany i to blokuje wystrzał jego formy. Ten argument potwierdza jednak to, że spirala chaosu i bezradności zdaje się nie mieć końca, a dwa skrajne obrazy na treningach, a meczami przywodzą na myśl przypadek... Bryana Fiabemy. Niels Frederiksen jego obecność w pierwszym składzie również tłumaczył bardzo dobrą postawą na treningach, a jaki był ich efekt w meczach każdy widział.

Rozwiń

Niels Frederiksen ma kim rotować w ataku. Zawodnicy prężnie się rozwijają

Można odnieść wrażenie, że w przypadku Agnero zawsze znajdzie się jakieś wytłumaczenie dla jego słabości i nie ma co się dziwić, że kibicom kończy się cierpliwość. Jak bumerang, w momencie słabości Iworyjczyka powraca temat zwrócenia uwagi na Kamila Jakóbczyka, który zyskał na znaczeniu rok temu, gdy był w wyśmienitej formie i strzelał jak nakręcony. Przypomnijmy, że w ośmiu kolejkach odnotował łącznie 13 goli na co złożyły się między innymi aż cztery dublety, a także cztery zdobycze w starciu z Wdą Świecie. 

reklama
Rozwiń

Niestety rozwój zawodnika zastopowała poważna kontuzja stopy odniesiona na zimowym obozie przygotowawczym. 19-letni lechita zdołał jednak powrócić jakiś czas temu do gry i obecnie znów rozpościera szeroko skrzydła notując cztery gole w sześciu meczach w tym sezonie Betclic 3. ligi. W każdym z trzech ostatnich meczów z rzędu zdobywał przynajmniej jednego gola, a ostatnio jego strzelecki dublet wydatnie przyczynił się do zwycięstwa 4:2 z wiceliderem grupy 2 Betclic 3. ligi czyli Wikędem Luzino. 

Fani Kolejorza są zdania, że młodzieżowiec gorszy od Iworyjczyka nie będzie, ale próżno obecnie poważnie liczyć na to, że Niels Frederiksen przedłoży jego lub Wojciecha Szymczaka nad Yannicka Agnero. Jeszcze rok temu, kiedy bezpośrednia konkurencja za plecami Mikaela Ishaka była równie kiepska, a Jakóbczyk prezentował nieprawdopodobną formę oraz skuteczność, Duńczyk argumentował brak szans dla "Kamy" różnicą w poziomach między pierwszym, a czwartem szczeblem rozgrywkowym. Na pytanie, w czym leżą te różnice w grze odpowiedział, że... we wszystkim. 

- Jakóbczyk prezentuje się bardzo dobrze w drugim zespole. Strzela dużo goli, w ostatnim meczu miał ich zdaje się cztery, co pokazuje, że jego rozwój zmierza w dobrym kierunku. Obserwujemy to, jak sobie radzi i to doceniamy, chociażby włączając go do treningów z pierwszą drużyną. Wciąż jednak uważam, że są różnice w grze dla pierwszego zespołu, a dla drugiego. Są różnice w grze w Ekstraklasie, a w trzeciej lidze. Te różnice dotykają każdego aspektu. Niezmiennie jest on bardzo utalentowany. Pierwszy krok w stronę gry dla pierwszego zespołu to dobre występy w meczach drugiej drużyny i dobra praca na treningach seniorskiej ekipy. Mamy na niego oko. Nie dbam o to, czy piłkarz ma trzy lata, czy siedemnaście - jeśli jest gotowy, to będzie grał. Może on stać się naszą opcją, jeśli utrzyma swoją formę strzelecką - stwierdził Niels Frederiksen we wrześniu zeszłego roku.

Rozwiń

Teraz Jakóbczyk powrócił po poważnej kontuzji i zagrał ledwie sześć spotkań, co raczej nie stawia go w gronie faworytów do gry w pierwszym zespole. Wydaje się, że Niels Frederiksen dużo bardziej upodobał sobie Wojciecha Szymczaka, którego wdrażał już na 10 minut w meczu przeciwko FC Thun czy na dwie minuty w rywalizacji z Widzewem Łódź w Ekstraklasie. Większe szanse piłkarza na grę budują także regularne treningi z pierwszą drużyną pod okiem szkoleniowca, który kilkukrotnie doceniał jego talent i pracowitość na konferencjach prasowych. Nie trzeba też dodawać, że piłkarz mocno przepracowywał ostatnie obozy przygotowawcze.

Na dodatek nastolatek utrzymuje stabilną formę strzelecką w trakcie dwóch ostatnich sezonów. W poprzednim odnotował po siedem trafień w Betclic 3. lidze oraz Centralnej Lidze Juniorów w łącznie 28 meczach. Teraz natomiast w sześciu meczach na czwartym szczeblu rozgrywkowym ma pięć bramek w tym dublet przeciwko Gedani Gdańsk. Jakby tego było mało, w pięciu spotkaniach z rzędu kończył zmagania z przynajmniej jedną asystą lub golem. 

Rozwiń

W Lechu Poznań czas na zmiany? Gorzej już nie będzie

Mecz z Siarką Tarnobrzeg pokazał, że zbliża się moment, w którym należy przestać uprawiać story-telling, a skupić się na faktach: Yannick Agnero się nie budzi. W nogach ma 20 spotkań we wszystkich rozgrywkach i blisko 800 minut, lecz przełamania wciąż nie ma i go nie widać. Piłkarz nie robi dobrego wrażenia nawet mimo tego, że obecnie już w końcówce października osiągnął zbliżone liczby do tych, co na koniec poprzedniego sezonu.

Argument o tym, że zawodnik nie może "odpalić", bo brakuje mu czasu czy szans można już wstawić między bajki. Od początku tego sezonu progresu w samej grze zawodnika nie widać i być może warto poszukać rozwiązania właśnie w akademii. 

Rozwiń

Trudno obecnie jednoznacznie orzec, że Jakóbczyk czy sam Szymczak będą gorsi od Agnero. Co do drugiego z wymienionych póki co można powoli się przekonywać, że będzie inaczej, biorąc pod uwagę technikę użytkową tego gracza, jego grę w pressingu, rozegraniu tyłem do bramki i na małej przestrzeni na boku. Szymczak jeszcze w spotkaniu z Thun pokazywał, że potrafi też uwalniać się spod nacisku rywala tyłem do bramki w kole środkowym i tworzyć zagrożenia, czego nie można powiedzieć tak często o Agnero.

Rozwiń

Kto mógłby przypuszczać, że po poprzednim, wybitnym sezonie Ishaka to właśnie pozycja napastnika będzie w Lechu obecnie najbardziej palącą. Jeżeli Agnero nie będzie sprawiać problemów dyscyplinarnych, raczej trudno liczyć na to, że Jakóbczyk i Szymczak otrzymają więcej szans na grę w podstawowym składzie. Niels Frederiksen jest mocno przywiązany do Iworyjczyka i broni go przy każdej możliwej okazji na konferencji prasowej, kiedy dziennikarze pytają o jego dyspozycję. Przypomnijmy, że kontrakt zawodnika obowiązuje do 30 czerwca 2030 roku. 

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo