Lech Poznań obnażył swoje słabości. W tej formacji sytuacja jest szczególnie trudna

Opublikowano:
Autor:

Lech Poznań obnażył swoje słabości. W tej formacji sytuacja jest szczególnie trudna - Zdjęcie główne
Autor: Kacper Paterski | Opis: Sztab szkoleniowy Lecha musi kombinować nad tym, jak budować tych zawodników.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
Piłka nożnaLech Poznań już na samym wstępie odpadł z Pucharu Polski w rywalizacji z trzecioligowcem, ale to nie jedyna kiepska informacja po środowym spotkaniu. Kolejorz w starciu z Siarką Tarnobrzeg obnażył przed rywalami jedną ze swoich słabości, która mocno wpłynęła na końcowy wynik spotkania. Czy to poważny powód do obaw dla fanów mistrza Polski?
reklama
reklama

Dziura w środku pola Lecha. Murawski prezentował się na ich tle, jak kompletny zawodnik

Niels Frederiksen na pomeczowej konferencji prasowej stwierdził, że jego skład powinien mieć w sobie na tyle dużo jakości, żeby udźwginąć spotkanie z ósmą drużyną Betclic 3. Ligi gr. IV - Siarką Tarnobrzeg. Tak się jednak nie stało, a tym, co bez wątpienia odcisnęło swoje piętno na wyniku i przebiegu spotkania jest dyspozycja postaci drugoplanowych. Ich forma (a raczej jej brak) pokazała, że różnica między niekwestionowanymi liderami na poszczególnych pozycjach, a ich zmiennikami jest duża i prowadzi do zapaści, gdy nagłe roszady w składzie okazują się zbyt duże. Doświadczyliśmy już tego dwa lata temu w starciu z Resovią Rzeszów.

Rozwiń

Duński trener oraz jego zawodnicy nigdy wprost nie narzekali na brak konkurencji, ale przeciwko Siarce Tarnobrzeg było widać, że rezerwowi odstają od liderów. Najmocniej dało się to odczuć w środku pola, za który byli odpowiedzialni Filip Jagiełło i Gustav Berggren. Ich poziom gry był na tyle niski, że za plecami brylował sam Radosław Murawski - na ogół oddelegowany do brudnej roboty w defensywie oraz walki fizycznej. W środowym meczu prezentował się jak piłkarz kompletny. "Muraś", mający w nogach 1400 minut w 21 meczach w tym sezonie, mimowolnie zupełnie zepchnął w cień swoich partnerów pełniąc kluczową rolę w tej formacji. 

reklama
Rozwiń

Skala problemów w zakresie różnic poziomowych uwydatniła się wraz z zejściem piłkarza po przerwie. Obecność Berggrena i Jagiełło wnosiła tyle, co nic do kreacji gry w ataku. Ich konkretny wkład w kontekście zwiększenia szans Kolejorza na zwycięstwo można policzyć na palcach mocno wysłużonego, byłego pracownika tartaku. Postawa obu zawodników skłania obecnie do refleksji, bowiem zdecydowanie nie stanowią oni o roli game-changerów z ławki rezerwowych. A właśnie takich ludzi potrzebuje Lech, jeśli chce wygrywać trudne spotkania, gdzie starania piłkarzy z podstawowego składu nie są wystarczające. 

Jagiełło jak dotąd po 18 spotkaniach i rozegranych 630 minutach ma dwa gole. Berggren natomiast nie ma na swoim koncie żadnych istotnych liczb. Oczywiście, należy tu zaznaczyć, że nikt nie oczekuje iście koszykarskich zdobyczy punktowych po stronie wymienionych wyżej graczy, ale od jakiegoś czasu ich wejścia na ogół nie przybliżają Kolejorza do korzystnych wyników. Oceniając dyspozycję zawodników na przestrzeni ostatnich spotkań możemy w zasadzie wspominać jedynie o ich wytężonej pracy w pressingu. W przypadku Filipa Jagiełło dodatkowo można jeszcze wskazać dużo jakości w kontroli piłki na małej przestrzeni.

reklama

Rotacja w Lechu jest zbyt wąska? Pomocnicy Kolejorza mają problem

Kiepską sytuację obu piłkarzy można jednak wytłumaczyć. Gustav Berggren wciąż pewnie się aklimatyzuje, dostosowuje do innego systemu gry i założeń szkoleniowca. Dodatkowo sama specyfika jego gry polega bardziej na efektywności w rozegraniu lub obronie niż efektowności pod bramką. Właśnie w związku z tym niezbyt można na niego liczyć pod bramką rywali, gdy istnieje potrzeba ratowania wyniku. Mimo wszystko, w Rakowie Częstochowa potrafił zaliczać pięć asyst w sezonie, pokazując, że umie i tak wspierać swój zespół. 

W przypadku Filipa Jagiełło powraca problem z sezonu 2024/25, kiedy to piłkarz jest pozbawiony regularnej gry w pierwszym składzie i zaczyna się "zakopywać". Tuż po dołączeniu do Lecha pomocnik znajdował się w identycznej sytuacji, gdy z jednej strony przebywał na boisku z meczu na mecz zazwyczaj w ostatnich 30 minutach, ale z drugiej na nic wielkiego się to nie przekładało. Dopiero, gdy wychowanek Zagłębia wskoczył do pierwszego składu po tym, gdy Antoni Kozubal został przesunięty niżej po kontuzji Radosława Murawskiego, Jagiełło rozwinął skrzydła i pokazał, dlaczego Kolejorz zdecydował się na jego usługi.

reklama

Były gracz Genoi stał się filarem drużyny w środku pola, imponując wszechstronnością, multizadaniowością, inteligencją w rozegraniu, dynamizowaniem akcji, pressingiem i co ważne liczbami. Tylko w pierwszych 12 kolejkach PKO BP Ekstraklasy zaliczył cztery asysty z czego trzy z rzędu i jednego gola. Oprócz tego, w pierwszej części sezonu dołożył też trafienia z Gryfem Słupsk w Pucharze Polski Breidablikiem oraz Genkiem. Być może, dlatego kibice podchodzą do niego aktualnie z większą wyrozumiałością niż do Berggrena w zaistniałej sytuacji - po prostu pamiętają jego nieprzeciętną jakość z poprzedniego sezonu, kiedy to był prawdziwym weteranem w środku pola.

Rozwiń

Niels Frederiksen stoi przed trudnym dylematem, bowiem bez budowy Filipa Jagiełło od pierwszych minut, piłkarz będzie mieć małe szanse na powrót do świetnej dyspozycji. Z drugiej strony pozostaje pytanie, kim jego powrót do formy okupić? Fenomenalnym Pablo Rodriguezem? Antonim Kozubalem, który trafi na ławkę lub zajmie miejsce Radosława Murawskiego, który rośnie w oczach z każdym kolejnym meczem?

Tworzy nam się pewien zamknięty krąg, w którym to popularnemu "Jagiemu" trudno jest zyskiwać okazje na odzyskanie dawnego blasku. Wrzucanie go od święta do środka pola, gdy Antoni Kozubal jest akurat kontuzjowany lub zmęczony nie wystarcza, by zbudować wysoką formę u Filipa Jagiełło. A przecież w swoim szczytowym momencie rok temu podkreślał on, jak ważna jest w jego przypadku pewność siebie i to jak prezentuje się piłkarz, gdy ma jej wystarczająco dużo. 

W Lechu brakuje game-changerów. Sztab szkoleniowy musi zacząć ich budować

Na tym jednak problemy rezerwowych się nie kończą. Na Yannicka Agnero aktualnie zdaje się, że nie ma co liczyć, o czym bardziej rozpisywaliśmy się TUTAJ. Bohaterem momentów jest też Luis Palma, który kompletnie nie przypomina swoją grą kogoś wartego 4,5 miliona euro. Obaj panowie ratowali Lechowi Poznań mecze z Legią czy wcześniej z Widzewem oraz Wieczystą, ale są to przebłyski w oceanie ciemności, który ich obecnie niewątpliwie otacza. Zdecydowanie nie są to piłkarze, którzy po wejściu z ławki sprawiają, że gra na ogół zyskuje na jakości. 

Rozwiń

W kim upatrywać game-changera spośród aktualnych rezerwowych Kolejorza? Bez wątpienia w Danielu Hakansie, który swoimi atutami przybliża Lecha Poznań do zwycięstw, odkąd powrócił do pełni sił. Być może nie jest on wirtuozem, ale jego gra w pressingu, między liniami na wyprzedzenie czy pod własną bramką w pojedynkach sprawia, że piłkarz ten przynajmniej wnosi energię na boisko, a także ważny element nieprzewidywalności. Fin sam w sobie potrafi stać się bronią, czego nie można powiedzieć o Agnero, Palmie, a także Filipie Jagiełło. Każdy z nich stanowi bardziej o części całości zamiast być trybem, którego obecność wnosi coś ekstra.

Rozwiń

Właśnie wartość tego "ekstra" czynnika wskazuje często Niels Frederiksen w szatni przed meczami, motywując drużynę, co widzimy w kolejnych odcinkach kulis ze spotkań Kolejorza. Zadaniem rezerwowych jest go wnosić, a to się obecnie nie dzieje. To kolejny problem sztabu medycznego oprócz fali kontuzji. Teraz, gdy pole do rotowania się zawęża, a kolejnych graczy ubywa, okazuje się, że ci co pozostali i otrzymują swoje szanse, w istocie nie są przygotowani do funkcjonowania na właściwym poziomie w spotkaniach. 

Poszczególne bohaterskie momenty nie przysłonią tego, jak ogólnie prezentują się rezerwowi w większości spotkań, a mecz z Siarką Tarnobrzeg pokazał, jak funkcjonują ci zawodnicy, gdy muszą brać na siebie odpowiedzialność, gdy wokół brakuje liderów. Etatowi zmeinnicy Lecha Poznań w tym sezonie nie wnieśli wczoraj niczego na plus, grając od pierwszych minut, a wręcz przeciwnie - Filip Jagiełło nie dość dobrze pokrył rywala i tak Kolejorz stracił gola na wagę zwycięstwa Siarki. Wypada obecnie życzyć sztabowi szkoleniowemu Lecha tego, by znalazł rozwiązanie w tym, by umiejętnie budować wszystkich piłkarzy poprzez regularne występy. A umie to robić - co pokazuje chociażby najświeższy przykład Mateusza Skrzypczaka.

reklama
Udostępnij na:
Facebook
wróć na stronę główną

ZALOGUJ SIĘ

Twoje komentarze będą wyróżnione oraz uzyskasz dostęp do materiałów PREMIUM

e-mail
hasło

Zapomniałeś hasła? ODZYSKAJ JE

reklama
Komentarze (0)
Wczytywanie komentarzy
reklama
reklama
logo