Niespodziewane absencje
Trener Niels Frederiksen zdecydował się przed meczem z GKS-em Katowice na jedną, w dodatku wymuszoną zmianę w składzie względem zremisowanego w poprzedniej serii gier spotkania w Białymstoku. Duet środkowych obrońców wraz z Mateuszem Skrzypczakiem stworzył Wojciech Mońka, zastępując nieobecnego w kadrze meczowej Antonio Milicia. W meczowej "dwudziestce" zabrakło również Gisliego Thordarsona i Taofeeka Ismaheela, który w tygodniu poprzedzającym starcie z GieKSą zmagał się z urazem barku.
Goście z Katowic również przystąpili do niedzielnego spotkania osłabieni brakiem kilku istotnych nazwisk. W Poznaniu zabrakło bramkostrzelnego środkowego obrońcy, Lukasa Klemenza, a także młodzieżowego reprezentanta Polski, Mateusza Kowalczyka. W miejsce tego pierwszego trener Rafał Górak desygnował do gry Mariusa Olsena - 24-latka z Norwegii, dla którego był to debiutancki występ w barwach GKS-u.
Lech zdominowany do przerwy
Podrażniony odpadnięciem z rozgrywek STS Pucharu Polski GKS Katowice mógł rozpocząć niedzielny mecz z Lechem Poznań od bardzo mocnego uderzenia. Już w 2. minucie gry Bartosz Nowak znakomicie dośrodkował z rzutu rożnego, a mocne uderzenie głową autorstwa Borjy Galana minimalnie minęło bramkę, do której dostępu strzegł Bartosz Mrozek. Niecały kwadrans później znakomicie dysponowany w obecnych rozgrywkach Nowak próbował zaskoczyć golkipera Kolejorza bezpośrednim uderzeniem z rzutu rożnego. Mrozek nie dał się jednak pokonać, zażegnując zagrożenie efektowną paradą.
Pierwsze fragmenty niedzielnego spotkania bez dwóch zdań należały do gości z Katowic. Podopieczni Nielsa Frederiksena mieli spore problemy z opuszczeniem własnej połowy, a kiedy już udawało im się przenieść piłkę pod bramkę rywala, nie mieli pomysłu na rozmontowanie szczelnego muru, złożonego z zawodników w żółto-czarnych trykotach. W 23. minucie GieKSa wykreowała sobie pierwszą dogodną sytuację z gry - uderzenie Shkurina okazało się jednak niecelne.
Lechitom udało się dojść do głosu dwie minuty później. Po składnej akcji z udziałem Gholizadeha, Walemarka i Ishaka, który zdecydował się na przytomne zagranie wzdłuż bramki, doskonałą okazję zmarnował Bengtsson, nie trafiając czysto w piłkę. Choć wydawało się, że niezły fragment napędzi podopiecznych Nielsa Frederiksena, stało się dokładnie na odwrót - to GKS przejął inicjatywę, która prędzej czy później musiała przełożyć się na gola. Choć w 36. minucie do gospodarzy uśmiechnęło się szczęście, kiedy po błędzie Kozubala w dobrej sytuacji pomylił się Shkurin, 120 sekund później Bartosz Mrozek był już zmuszony wyciągać piłkę z siatki. Po dośrodkowaniu Alana Czerwińskiego dokładnym strzałem głową popisał się Eman Marković, otwierając wynik spotkania w 38. minucie.
Chwilę przed końcem regulaminowego czasu gry do wyrównania mógł doprowadzić Patrik Walemark - uderzenie Szweda zza pola karnego okazało się jednak niecelne, przelatując dobre kilkadziesiąt centymetrów ponad poprzeczką bramki strzeżonej przez Rafała Strączka. W piątej minucie doliczonego czasu gry golkiper GieKSy wykazał się natomiast znakomitym refleksem, świetnie odbijając piłkę po mocnym strzale Mikaela Ishaka. Przyjezdni nie dali się już zaskoczyć, utrzymując do przerwy zasłużone jednobramkowe prowadzenie.
Druga połowa
Choć niewiele wskazywało na to, że zawodnicy Nielsa Frederiksena będą w stanie podnieść się po fatalnej pierwszej połowie, już trzy minuty po rozpoczęciu drugiej części spotkania na tablicy wyników widniał remis. Ali Gholizadeh wypatrzył wbiegającego w pole karne Pablo Rodrigueza, Hiszpan zdecydował się na oddanie strzału, a futbolówka odbiła się od brzucha Arkadiusza Jędrycha, kompletnie zaskakując bezradnego Rafała Strączka.
Szybko zdobyta bramka dodała lechitom sporego wiatru w żagle - gospodarze całkowicie zdominowali zespół GKS-u, który skupiał się jedynie na tym, by nie dopuścić do utraty drugiego gola. Chwilę po samobójczym trafieniu Jędrycha groźny strzał oddał Patrik Walemark - na szczęście dla gości piłka nieznacznie minęła jednak słupek.
Choć kompletnie nic nie wskazywało na to, by obraz gry miał ulec zmianie, podopiecznym Rafała Góraka w 60. minucie niespodziewanie udało się wyprowadzić drugi cios. Po zagraniu Bartosza Nowaka i sporym zamieszaniu w polu karnym Lecha Poznań, piłkę w siatce umieścił rozgrywający bardzo dobre zawody napastnik GieKSy, Ilya Shkurin.
Kolejorz po raz drugi tego dnia musiał więc odrabiać straty, co długo wychodziło mu jednak dość opornie. Lechitom brakowało pomysłów na rozmontowanie defensywy gości, co przynosiło skutek w postaci znikomej liczby strzałów na bramkę. W 71. minucie na próbę zza pola karnego zdecydował się wprowadzony na plac gry chwilę wcześniej Palma, lecz z jego uderzeniem dość spokojnie poradził sobie Strączek. Trzy minuty później golkiper GKS-u był jednak bezradny wobec atomowego strzału innego ze zmienników, Daniela Hakansa, który wykorzystał wspaniałe prostopadłe Palmy i zdobył swoją pierwszą bramkę w obecnych rozgrywkach.
W 78. minucie rozgrywający bardzo dobre spotkanie przyjezdni ponownie wykorzystali niefrasobliwość defensywy Kolejorza, po raz trzeci obejmując prowadzenie. Po dośrodkowaniu z lewej strony boiska piłka trafiła do niepilnowanego Erika Jirki, a choć strzał Słowaka w sobie tylko znany sposób z linii bramkowej wybił Mońka, futbolówkę do pustej bramki wbił Marković, zapisując na swoim koncie dublet.
Radość podopiecznych Rafała Góraka trwała tylko 120 sekund - w 80. minucie po zagraniu Alego Gholizadeha w polu karnym gości bardzo przytomnie zachował się Luis Palma, który najpierw opanował piłkę, a następnie umieścił ją w siatce precyzyjnym uderzeniem po ziemi. Lechitom po raz trzeci udało się więc doprowadzić do wyrównania.
Szalę zwycięstwa na korzyść Lecha w końcówce spotkania mogli przechylić Yannick Agnero i Daniel Hakans - ze strzałami obu zmienników fenomenalnie poradził sobie jednak Strączek. Pomimo usilnych starań ze strony zawodników Kolejorza, wynik nie uległ już zmianie. Szalony mecz zakończył się więc podziałem punktów, który nie mógł satysfakcjonować żadnej ze stron. Podopieczni Nielsa Frederiksena nie wykorzystali bowiem szansy na odskoczenie w ligowej tabeli goniącemu ich peletonowi, a zespół Rafała Góraka - na zbliżenie się do strefy premiowanej grą w europejskich pucharach.
Lech Poznań - GKS Katowice 3:3 (0:1)
Bramki: Jędrych (g. samobójczy) 48., Hakans 74., Palma 80. - Lech Poznań - Marković 38., Shkurin 60., Marković - GKS Katowice
Lech Poznań: Mrozek - Pereira, Mońka, Skrzypczak, Gurgul - Kozubal (79. Ouma), Rodriguez (59. Rodriguez) - Gholizadeh, Walemark (68. Palma), Bengtsson (68. Hakans) - Ishak (68. Agnero)
GKS Katowice: Strączek - Czerwiński (89. Wdowiak), Jędrych, Olsen - Wasielewski, Rasak, Milewski (73. Łukasiak), Galan (73. Jirka) - Marković (90+3. Wędrychowski), Nowak - Shkurin (73. Zrelak)
Kartki: Walemark - Lech Poznań
Sędziował: Damian Sylwestrzak (Wrocław)
Komentarze (0)