Dwie twarzy Enei i Resovii. Obie ekipy wymieniały się rolami w pierwszej połowie
Enea Basket po raz kolejny chciała udowodnić swoim kibicom, że mimo swoich ogromnych problemów kadrowych jak i sportowych potrafi wyciągać wnioski z porażek. Zespół trenera Valeiki starał się grać agresywną, wysoką obronę, ale braki w zgraniu pomiędzy młodzieżowymi zawodnikami, a seniorami mocno dawały się we znaki Poznaniakom w pierwszej kwarcie. Resovia często korzystała na wolnych pozycjach rzutowych za trzy, gdzie prym wiódł w szczególności Vaulet, ale też Ciechociński czy Stupnicki. Dodatkowo goście w pierwszych pięciu minutach mieli duże problemy przy powstrzymywaniu błyskawicznych akcji gospodarzy w okolicach "trumny".
Na domiar złego Enea Basket wciąż zawodziła w ataku. Poznaniacy nie potrafili regularnie trafiać do kosza z dystansu, a ich jedyną nadzieją były podania do najwyższych graczy gotowych przepchnąć się pod obręcz. Poszczególne trafienia Stankowskiego i Washingtona niewiele dawały w kontekście nawiązania równej walki z Resovią. Gospodarze z akcji na akcję coraz mniej obawiali się gry na obrońców Enei Basket i bardzo śmiało poczynali sobie w ataku. Rzeszowianie wykorzystywali zdecydowaną większość swoich okazji rzutowych i zasłużenie prowadzili po pierwszej kwarcie 30:17.
Na początku drugiej części spotkania ofensywa Resovii się jednak zatrzymała, a Enea Basket zaczęła skuteczniej punktować za sprawą swoich młodzieżowych zawodników. Poznaniacy wzięli się ostro do pracy po obu stronach parkietu. W defensywie dzięki swojej agresywnej postawie zmuszali Rzeszowian do częstych błędów, a po stronie ekipy Edmundsa Valeiki błyszczał w szczególności Mateusz Roszczka. Dużo od siebie dawali także seniorzy. Przyjezdni wzięli się w garść i zaprezentowali kibicom zupełnie inny obraz meczu niż w pierwszej kwarcie.
Na cztery minuty przed przerwą Enea Basket zmniejszyła straty przy wyniku 32:36, pozwalając gościom na zdobycie zaledwie sześciu oczek. W samej końcówce drugiej kwarty Rzeszowianie wrócili jednak do tego, co przynosiło im wcześniej największe profity czyli do szybkiej i agresywnej gry pod koszem Poznaniaków. Goście mimo swoich problemów nadal jednak blisko trzymali się przeciwników dzięki pracy swoich najwyższych koszykarzy na zbiórkach w obronie oraz pod obręczą na połowie rywali. To w dużej mierze sprawiło, że po pierwszej połowie przegrywali tylko 45:49.
Gorąca końcówka w Rzeszowie! Poznaniacy byli o kilka sekund od zwycięstwa
Enea Basket utrzymała rozpęd po powrocie na parkiet, co było zasługą w szczególności dwóch liderów: Andrzeja Krajewskiego i Patryka Stankowskiego. Pierwszy z nich dobrze kontrolował sytuację na zbiórkach, a drugi dużo wnosił do akcji ofensywnych. Resovia nie traciła jednak prowadzenia mimo pogarszającej się sytuacji. Wszystko to za sprawą rzutów trzypunktowych Vauleta i Margicioka, które pozwalały gospodarzom trzymać się nieznacznie na powierzchni.
Świetna seria zza łuku w wykonaniu podopiecznych trenera Marka Zapałowskiego pozwoliła im na ponowne odskoczenie Enei Basket, której znakomity moment w meczu na niewiele się zdał. Resovia przetrwała kryzysowe chwile na początku, by finalnie w trzeciej kwarcie w pełni wykorzystać swoje okazje na budowę wyraźnej przewagi. Podopieczni Edmundsa Valeiki nie zdołali choćby na chwilę wyjść na prowadzenie, co było spowodowane w dużej mierze znakomitą postawą Rzeszowian w obronie, gdzie zupełnie nie zostawiali miejsca rywalom.
Strata punktów przy wyniku 58:67 przy słabnącej w oczach skuteczności Poznaniaków w ataku wydawała się niezwykle trudna do nadrobienia w czwartej kwarcie. Szczególnie, że zarówno jedna jak i druga ekipa prezentowała się ze znakomitej strony w defensywie. Po stronie Poznaniaków w szczególności świetnie dysponowany był Andrzej Krajewski, który dominował na zbiórkach i stanowił główną oś ataków. Podopieczni trenera Valeiki starali się też maksymalnie korzystać z rzutów trzypunktowych, ale ich wysiłki spełzały na niczym.
Koszykarze Enei Basket robili wszystko, by indywidualnie przedrzeć się pod obręcz Resovii, ale zespół gospodarzy znakomicie bronił okolic "trumny". Poznaniacy również wykonywali świetną pracę w defensywie, powstrzymując błyskawiczne akcje przeciwników, lecz bez regularnych trafień nie było mowy chociażby o remisie. Obręcz zupełnie nie słuchała graczy trenera Valeiki, ale w ostatnich 20 sekundach meczu koszykarze z Poznania stanęli przed ogromną szansą na powrót, kiedy w ledwie chwilę zbliżyli się do rywali na jeden punkt. Ostatecznie jednak Resovia wydostała się spod presji Enei Basket i wygrała mecz 77:75.
OP Team Energia Polska Resovia - Enea Basket 77:75 (30:17, 19:28, 18:11, 10:17)
Resovia: Stupnicki (6 punktów, 4 zbiórki, 9 asyst, Hombeak (12 punktów, 10 zbiórek, 1 asysta), Vaulet (23 punkty, 2 zbiórki, 4 asysty), Margiciok (11 punktów, 6 zbiórek, 3 asysty), Młynarski (9 punktów, 8 zbiórek, 2 asysty), Zaguła (4 punkty, 2 zbiórki, 1 asysta), John (6 punktów, 4 zbiórki, 1 asysta), Ciechociński (3 punkty, 1 zbiórka), Wątroba (3 punkty), Indyk (1 zbiórka).
Enea: A. Krajewski (10 punktów, 15 zbiórek, 2 asysty), Rosiński (12 punktów, 5 zbiórek), Washington (19 punktów, 5 zbiórek, 6 asyst), Stankowski (15 punktów, 4 zbiórki, 4 asysty), Pawlicki (3 punkty, 1 zbiórka, 1 asysta), Kluj (2 zbiórki), Dydak (2 punkty), Roszczka (7 punktów, 6 zbiórek, 1 asysta), Mońko (7 punktów, 2 zbiórki).
Komentarze (0)